sobota, 2 maja 2015

Jedna ze stron życia 13~


Tak jak już mówiłem to wszystko zdarzyło się w środę. Niby spokojny normalny dzień. Trochę padało, robiło się coraz zimniej i liście już pomału spadały z drzew. Jong z tego wszystkiego dostał karę i nie mógł wychodzić z sierocińca po szkole, Key nie chciał go zostawiać, więc też nie wychodził. Minho w kozie, a więc po szkole widziałem się tylko z Taeminem. Nie myślcie sobie, że przeszkadzało mi jego towarzystwo czy coś. Nic z tych rzeczy. To prawda był cichym, tajemniczym człowiekiem, ale ja byłem podobny do niego. Trochę pogadaliśmy na osobności... No wiecie o co mi chodzi. A jeśli nie pamiętacie to wam przypomnę. Mianowicie chodzi o jego stosunki z Minho. Na początku nie chciał się do niczego przyznać, ale z każdym pytaniem czy stwierdzeniem, które do niego kierowałem robił się coraz bardziej czerwony, aż w końcu nie wytrzymał i mi wszystko opowiedział, jak to było na samym początku. Uwierzycie, że oni kiedyś wcale się nie lubili? Ja też bym nie uwierzył, ale nie miałem podstaw aby stwierdzić, że kłamie bo w sumie po co miałby to robić? Tak więc ich relacje na samym początku znajomości nie były zbyt dobre. Taemin przyszedł do szkoły pierwszego dnia podobnie jak ja nikogo nie znał i czuł się zagubiony. Wszyscy się z niego naśmiewali, obrażali i wyzywali. Dlaczego? Nie wiem, chyba po prostu w tej szkole wszyscy nie licząc Jonga, Key i Minho oceniali ludzi po wyglądzie. Fałszywcy i tyle. Minho w tym czasie też był nowy. W przeciwieństwie do Taemina on był zawsze oblegany przez liczne grupki. Taemin opowiadał mi, że na początku mu nawet zazdrościł, ale potem przestał, gdy tylko zorientował się, że ci znajomi są przy Minho tylko dla korzyści i dlatego, że kręci się koło niego pół szkoły. Nie wiem z jakich powodów wynikła między nimi sprzeczka. Nie dopytywałem się, ale wiem, że pewnego dnia, gdy Tae siedział na korytarzu sam, z resztą jak zwykle podszedł do niego Minho i przeprosił. Hmmm, dlaczego tak nagle? Tego nie wie nawet Taemin, a więc nawet wy się nie dowiecie co go wtedy podkusiło. No cóż, ale opowiem wam dalej. Minho z dnia na dzień odizolował się od tych wszystkich ludzi i gdy tylko zaczął łazić z Tae i bronić go to i tak wszyscy ci jego ,, Kumple,, się od niego odwrócili i nie chcieli mieć z nim już wiele wspólnego. Tak więc długowłosy chłopak miał rację co do tego, że to tylko sezonowi przyjaciele. Z czasem stawali się sobie bliżsi, aż nadeszła taka chwila, że Taemin nie mógł przestać o nim myśleć nawet na chwile. Wtedy właśnie przyznał mi się do wszystkiego i do swoich uczuć do Minho. Gdy spytałem czemu mu tego jeszcze nie powiedział, to speszył się i już nie odezwał. Ta rozmowa i tak była już zbyt długa, więc zmieniłem temat na jakiś bardziej weselszy. No właśnie zmieniłem, co ja gadam!.... Nie zmieniłem bo nie zdążyłem. A dlaczego? Już wam mówię....
Szliśmy gdzieś ulicami miasta, błąkaliśmy się po prostu bez celu. Nagle mijając tych wszystkich ludzi dziwnie się poczułem.  Obok nas przechodził młody chłopak, trochę się śpieszył i przypadkowo trącił mnie swoim ramieniem. Coś mi mignęło przed oczami Nie to nie była kolejna wizja, ani nic w tym rodzaju. To był dziwny wielki pierścień, chyba srebrny, ale widziałem go tylko przez ułamek sekundy. W jednej chwili zatrzymałem się, ponieważ czułem, że zaraz w mojej głowie ukarze się jakiś obraz, kolejna wizja? No i nie myliła mnie moja intuicja. ,, Przede mną stanął ojciec, potem zaczęły ukazywać mi się wspomnienia z dzieciństwa. Dopiero teraz zorientowałem się, że tata miał cały czas na palcu taki sam pierścień.... Nie wiedziałem o co z tym chodzi, ale nagle on przede mną stanął. 
- To on... jeden z nas... - powiedział, a ja natychmiast wyrwałem się z tej wizji...,,
Popędziłem czym prędzej za nieznajomym człowiekiem. Taemin nie wiedział o co mi chodzi.
- Onew?! Dokąd biegniesz?!
Ja mu jednak nic nie odkrzyknąłem, nie miałem czasu. Musiałem dogonić go... Tylko on zna odpowiedzi na to wszystko co się wokół mnie dzieje, co się ze mną dzieje.
- Zaczekaj! - Zdążyłem krzyknąć i złapałem nieznajomego za ramię. Serce aż mi podeszło do gardła, tak się bałem. Nieznany mi chłopak szybko się odwrócił i spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem. Widać, że był ode mnie starszy jakoś o cztery lata.
- Czego dzieciaku? Nie widzisz, że się śpieszę?! Lepiej żeby to była jakaś ważna sprawa! - Miły to on też nie był... Jeszcze bardziej  zacząłem się bać.
- Skąd masz taki pierścień? - Spytałem bez zastanowienia. On podejrzliwie na mnie spojrzał...
- A co Cię to obchodzi, nosze bo lubię. Odwal się! - Miał już odejść, lecz ja znów go zatrzymałem.
- Bo mój tata.... On miał taki sam. - Chłopak raptownie się zatrzymał i znów odwrócił w moją stronę.
- Miał? Czy ja dobrze słyszałem.
- No tak... Nie żyje, ktoś go zamordował....
- Zamordował? - Widać było, że chłopak aż pobladł. Co to miało znaczyć? - Niemożliwe... - szepnął pod nosem. - Jak...
- Co jak? - Przerwałem mu. Nic z tego nie rozumiałem.
- Nie możemy tu o tym rozmawiać. - Powiedział przestraszony, złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w nieznanym mi kierunku. Teraz bałem się jeszcze bardziej.
- Poczekaj! Tam czeka na mnie przyjaciel! Co mam go tak zostawić?!
- Zadzwoń do niego, że wrócisz później. - Odparł bez zastanowienia. Zrobiłem tak jak kazał, zadzwoniłem i wyjaśniłem Tae, że wrócę później i żeby się nie martwił. Na szczęście nie zadawał niepotrzebnych pytań. 
Nieznany chłopak zaciągnął mnie do jakiegoś dziwnego miejsca, wcale mi nie znanej części miasta. Był tam jedyny na ulicy mały sklepik. Jak wyglądał? Powiem tak, był nieco przerażający na pierwszy rzut oka, a jak się weszło do środka było tak samo, a może i jeszcze gorzej. Wyglądał jak stara rudera. Wszystko jak w zwykłym sklepie, tylko że tam było wszystko z drewna, z desek. Półki z desek, podłoga z desek, lada z desek. Co mnie zdziwiło najbardziej? To, że nie było tam ani jednego okna i panowała tam ciemność. Tylko przez szpary w deskach czasem dostawały się promyczki słońca. Przeszedł mnie dreszczyk, nie będę was okłamywał, wtedy się trochę przeraziłem. Chłopak kazał mi siadać na drewnianym krześle, a raczej mnie na nie popchnął. 
- Twój ojciec został zamordowany? - Spytał znów z niedowierzaniem. 
- Tak ktoś go zamordował. Jestem bliski odkrycia tej zagadki, ale brakuje mi jeszcze jednej rzeczy żeby poznać prawdę. 
- To nie możliwe! Nas nikt nie może zabić! 
- Nas?? 
- Wiesz czemu twój ojciec miał taki sam pierścień jak mój? Bo twój tata był jednym z nas...Łowcą Wizji... - Pierwszy raz słyszałem tą nazwę. - Zaraz ci wszystko wyjaśnię. - westchnął. - Łowcą wizji można się tylko urodzić. Można być Łowcą wizji, lub pół Łowcą.... Zabić można tylko pół Łowcę, tak więc twój tata nie był czystej krwi.
- Ja też nie jestem...- odparłem niepewnie bo nie wiedziałem czy to dobrze czy nie. 
- A twój dziadek żyje? Babcia? 
- Nie. 
- Byłeś na pogrzebie? 
- Nie... 
- To nie wiesz czy żyją, a raczej jedno z nich bo jeżeli twój ojciec był pół Łowcą to jego ojciec lub matka byli zwykłymi śmiertelnikami.Twój ojciec miał ten pierścień od swojej matki lub ojca... To przekazywane jest pokoleniowo. Czemu ty go nie nosisz? A może jesteś zwykłym śmiertelnym smarkaczem i robisz sobie ze mnie żarty!? 
- Nie! Na prawdę nie!- zacząłem się tłumaczyć i zasłoniłem twarz dłonią z przyzwyczajenia. - Mam dziwne wizje w głowie, a niedawno nawet jakaś siła w mojej ręce rozwaliła tłum ludzi...Nie wiem skąd to się bierze, widzę swojego zmarłego ojca.... On każe mi rozwiązywać tą zagadkę. - Chłopak się zamyślił.
- Bez pierścienia nie odkryjesz dalszych swoich umiejętności i nie będziesz mógł nad nimi w pełni panować. Wiesz gdzie twój ojciec ukrył swój pierścień? 
- Nie wiem... Ale cały czas kieruje mnie do swojego gabinetu. 
- I co nie znalazłeś nic?
- Nie mogę się tam dostać. Matka zabrała klucz i uciekła. Jak ojciec umarł to się cieszyła. Cały czas powtarza mi, że jestem takim samym dziwakiem jakim był mój tata. 
- To znaczy, że ona wie, oj nie dobrze. - mruknął i podrapał się po brodzie. 
- Chciała mnie zabić. 
- Co chciała ci zrobić?! 
- Zabić - Powtórzyłem wyraźniej. 
- Wiesz, my Łowcy Wizji nie jesteśmy groźni dla ludzi, lecz niektórzy są nietolerancyjni i uważają nas za wrogów. To tak zwana Organizacja Łapaczy, dla nich ważne jest tylko to aby nas powybijać. Pewnie zaraz zapytasz dlaczego? Nie wiemy. Musimy się ukrywać. Ten pierścień chroni nas przed śmiercią, bez pierścienia można zabić pół Łowce takiego jakim był twój tata. Pewnie nie miał go na sobie gdy twoja matka go zabiła...
- Skąd wiesz, że to ona zabiła mojego tatę?! 
- Nie bądź niemądry! Nienawidziła twojego ojca, gdy dowiedziała się kim jest, a że należała do organizacji musiała go zabić. Ciebie też chciała bo wie, że masz coś w genach po ojcu i nie myli się. - W sumie to on miał rację, lecz to jeszcze i tak nie było jasne. 
- Musisz odnaleźć klucz, jedyna dobra wiadomość to ta, że ona nie wie co znajduje się w gabinecie. Gdyby wiedziała i go zniszczyła stałbyś się zwykłym chłopcem i umarł byś bardzo szybko. Znałem parę takich przypadków. Mój przyjaciel umarł niemal po 3 latach od zniszczenia jego rodzinnego pierścienia. 
- Jak odziedziczyć pierścień np jak rodzic żyje? 
- Gdy tylko dziecko Łowcy kończy 17 lat ojciec lub matka oddaje mu swój pierścień, a na jego palcu pojawia się duplikat chroniący go tak samo jak prawdziwy rodowy. Gdy jednak rodzic umiera duplikat znika razem z Łowcą. - Słuchałem go bardzo uważnie i zapamiętywałem wszystkie informacje. 
- Czy ktoś wie, że masz te moce? - Spytał. 
- Wiedzą moi przyjaciele, ale oni nie zrobią nam krzywdy. Pomagają mi rozwiązać tą zagadkę.
- Jesteś tego pewien? - Spytał robiąc podejrzana minę. 
- Gdyby było inaczej już by mnie zabili. Są ze mną od początku tego wszystkiego. - Chłopak odetchnął z ulgą. 
- A ty nie masz przyjaciół wśród ludzi? - Spytałem. 
- Ja nie mam wcale przyjaciół. Ani wśród Łowców, ani tym bardziej ludzi. Odkąd Yesung umarł z nikim się nie przyjaźnie. 
- Jak masz na imię? 
- Po co ci to wiedzieć?
- Bo nie wiem jak mam się do Ciebie zwracać 
- Mów mi Sungmin. 
- Ja jestem Onew. Tata tak na mnie mówił. Na prawdę mam na imię Lee Jinki. 
- Sprytnie to wymyślił. - Chłopak lekko się uśmiechnął. 
- Co?
- Nie rozumiesz? Twój ojciec nie nazywał cię po imieniu bo zaraz ci z organizacji by cię znaleźli. 
- Aaaa... - Mruknąłem. To miało sens. - To co teraz? 
- Wracaj do domu i pilnuj pierścienia. 
- Ale w tym domu na mnie polują....
- A no tak ty nie umiesz się bronić. Do póki nie odnajdziesz pierścienia mogę cię szkolić. 
- Sam boję się tam mieszkać.... - mruknąłem. 
- Aish... No ok mogę na jakiś czas z tobą zamieszkać. - westchnął. Dopiero teraz podał mi dłoń. Czułem, że mu zaufałem w końcu to jeden z Łowców Wizji, a ja też nim byłem w pewnym stopniu, a nawet w bardzo dużym. 
- Muszę już iść. Taemin będzie się o mnie martwił... - mruknąłem. Nie chciałem iść, fajnie mi się rozmawiało z Sungminem, ale robiło się już ciemno. Chłopak zaproponował, że mnie odwiezie, więc nie musiałem iść sam, a przyznaje, że troszkę się bałem. 
Tak jak myślałem, Taemin zaczął się już o mnie martwić. 
- Onew! Kto to był? Gdzieś ty był do cholery! 
- Zaraz ci wszystko wytłumacze.....- (...) i wytłumaczyłem mu wszystko po kolei i ze szczegółami. Zrobił wielkie oczy. 
- Czytałem o Łowcach Wizji w internecie, ale myślałem, że to zwykła bujda...- Nie małe zdziwienie malowało się na twarzy chłopaka. 
- Ten chłopak ma na imię Sungmin i powiedział, że zamieszka ze mną w moim domu. 
- I ty mu tak ufasz? Nawet go nie znasz....
- Taemin przecież on jest taki sam jak ja.... Nie zrobi mi krzywdy, wam też nie zrobi wie, że mi pomagacie. - dodałem. 
Chłopak tylko westchnął i poklepał mnie po ramieniu. 
- Chodź lepiej na kolację, zaraz rodzice będą nas wołali....
To właśnie wydarzyło się w środę. Oczywiście w czwartek opowiedziałem o tym reszcie chłopaków. Jong to dopiero był zachwycony. Miałem już dość tego natręta po połowie lekcji. Sungmin po szkole przyszedł po mnie czego wcale się nie spodziewałem. Minho był w kozie, Jong i Key poszli już do domu, a co z Tae? Będzie szedł sam do domu? Tak więc poprosiłem Sungmina, ażeby odprowadzić chłopaka pod dom. Nawet odnaleźli wspólny język. Sung nie był oschły, starał się być miły i przyjazny. Pożegnaliśmy się z Tae i poszliśmy się przejść. Chłopak dużo opowiadał mi o swoim życiu, wiem też, że nie był w pół Łowcą Wizji jak ja. Wyglądał na 17 lat, lecz jakoś nie chciało mi się wierzyć, że tyle ma. 
- A tak na prawdę? - spytałem. 
- 28 - Odparł, a to nie był aż taki stary. - Jak nosisz pierścień nie starzejesz się, lecz gdybym go zdjął moje lata leciałby tak jak zwykłego człowieka. Każdy łowca gdy dostaje pierścień w wieku 17 lat, bo to dojrzały wiek, zatrzymuje się i nie zmienia, gdy go nie zdejmuje. Twój ojciec nie nosił go często bo zakochał się w zwykłej kobiecie. Ty za to jesteś niezwykły.... Każdy Łowca Wizji dostaje moce dopiero z dniem 17 urodzin a ty masz 15, czemu więc już masz takie umiejętności?
- Myślę, że w dzień gdy znalazłem tatę tam w gabinecie i go dotknąłem coś z niego przepłynęło na mnie....
- To ciekawe... Przekazał ci moce przedwcześnie. No tak bo nie chciał abyś czekał. Do tej pory mogła stać ci się krzywda. - I wszystko było jasne.
- Jest więcej takich osób jak my? - Spytałem.
- Ha całe mnóstwo! Niektórzy już są na prawdę starzy, a wyglądają na 17 lat. - Gdy tego słuchałem to wydawało się to takie niewiarygodne.
- Niektórzy mają takie moce, że gdy zdejmują pierścień stają się tacy starzy na ile mają lat, ale to bardzo rzadkie.
- A jak mają np 200?
- To i tak nie umrą, chyba że zniszczą pierścień, już o tym wspominałem. - Lubiłem go słuchać. Dowiadywałem się o sobie coraz więcej i to mi pewnie w jakiś sposób pomagało, aby zaakceptować samego siebie.
Po niecałych 5 godzinach odprowadził mnie pod dom Taemina.
- Jeśli chcesz mogę się przeprowadzić do Ciebie już jutro. Nie pracujesz więc pewnie nie masz za co jeść, ja za to nie mam domu, ale pracuje więc mogę u ciebie mieszkać w zamian za to ja będę zarabiał na utrzymanie domu. Dom jest w końcu twój, nie chce mieszkać w nim za darmo. - Zgodziłem się i uściskałem go. Taemin kazał mi wszystko opowiadać jak na spowiedzi, więc tak zrobiłem. Powiedziałem, że się wyprowadzam i od jutra będę mieszkał w swoim domu z Sungminem. Niby się ucieszył, ale też zauważyłem, że mu trochę smutno.
- No cóż oswoję się znów z samotnością. - Uśmiechnął się blado.
- Ale możesz do mnie przychodzić po szkole. Po za tym odczuwasz tą samotność teraz bardziej bo Minho siedzi w kozie, ale już niedługo. - Udało mi się go pocieszyć.
Już nie mogłem się doczekać aż wrócę do domu, wreszcie nie będę musiał mieszkać u kogoś i nie będę bał się mieszkać w swoim domu....


________________________________________________________________________________

No i dokończyłam kolejny rozdział :D Szybciej niż mi się zdawało, ale to chyba lepiej :D


poniedziałek, 27 kwietnia 2015

~ Jedna ze stron życia 12 ~

W końcu nadszedł ten czas, szansa aby wszystko wyjaśnić. Wiedziałem, że nie odpuszczę dopóki nie dowiem się wszystkiego.
- Jinki? Co ty tu.... - Nie dałem jej dokończyć, byłem tak wściekły, przerwałem jej w środku wypowiedzi.
- O co Ci chodzi? Nagle Cię obchodzi gdzie się podziewam?! Zostawiłaś mnie! Nasłałaś na mnie mordercę! Co myślisz, że nie wiem! - Kobieta stała zaskoczona. Wiedziałem, że  zaraz zacznie się wypierać i miałem rację. Ona nigdy nie umiała przyznać się do błędu.
- Jakiego mordercę?! Nie opowiadaj głupot. Zniknęłam bo miałam Cię po prostu dosyć. Tak samo jak Twojego ojca, nieudacznika. - Jak ona mogła tak mówić. Uderzyły mnie te słowa, miałem ochotę się rozpłakać, ale nie dam jej tej satysfakcji.
- Chce wiedzieć! Czemu próbowałaś mnie zabić? Aż tak Ci zawadzam? Co ja do cholery zrobiłem, że tak mnie nienawidzisz!
Chłopaki stali zaraz za mną i nie odzywali się ani słowem. Nie wiem czy się bali, czy po prostu nie chcieli się wtrącać, nie obchodziło mnie to teraz.
- Myślisz, że jestem głupia i nie wiem o tym jakim dziwadlem jesteś? Nie chce mieć takiego syna. Radź sobie sam. Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy i zejdź mi z oczu. Spieszę się, a ty i twoi pożal się Boże koledzy mi tylko zawadzacie. - Jonghyun nie wytrzymał i wyrwał się do przodu.
-Ci pożal się Boże koledzy nie zostawią go przynajmniej tak jak Pani! Co z pani za matką! Cieszę się, że  nie mam matki, bo jakbym miał taką jak Pani już dawno bym uciekł z domu! Jest pani okrutna! Nie ma pani serca! Nie rozumiem jak można krzywdzić tak swoje dziecko! -
Key zaczął go odciągać, a ja stałem i wpatrywałem się w jeden cel gdzieś za kobietą. Nagle poczułem czyjąś rękę na swoim ramieniu. To był Minho.
- Nie ma sensu tego kontynuować. - Nie zwracałem na niego uwagi bo ta postać, to było coś dziwnego. To był ten koleś, ten sam który wydaje mi się, że go kojarze. Kto to był? Zaczałem iść w jego stronę. Matka zrobiła wielkie oczy. To była ta postać! Ten sam, który ukazywał się w moich wizjach, ten który mnie gonił, zabił mojego ojca! Coraz szybciej zacząłem kroczyć w jego stronę. Koleś zaczął uciekać. Nie zdążyłem go dogonić bo się przewróciłem z powodu wizji, która ukazała się w mojej głowie.
 To był mój tata, stał przedemną i chciał mnie zatrzymać. Ale dlaczego? Przecież byłem tak blisko rozwiązania zagadki.  Ojciec chwile potem zniknął, a ja byłem wściekły. - Onew tak tego nie rozwiążesz.  -  Minho pomógł mi wstać.  Może i miał rację,  może nie.  Postanowiłem, że tak tego nie zostawię.  Odnajdę ten głupi klucz, dowiem się kim jest ten facet w kapturze, kto zabił mojego ojca, dowiem się bo inaczej nie nazywam się Lee Jinki.  Zrobię to wszystko dla niego. Matka zdążyła już gdzieś zniknąć.  Wszystko poszło znów na marne. Postanowiłem, że jeszcze tu wrócę. Tak łatwo się nie poddam,  o nie.  Dopiero na wieczór wróciliśmy do domów.  A więc moja matka doskonale wiedziała o moich wizjach.  Powiedziała,  że ojciec był taki sam.  Czy to oznacza, że on też je miał? A jednak to było dziedziczne.  To przez to matka znienawidziła mnie i tatę?
To jak na razie pozastanie pytaniem.  Czemu tata chce abym odnalazł klucz i dowiedział się kto go zabił? Czemu mnie w to miesza i wywraca moje życie do góry nogami? Dlatego, że jestem taki sam jak on?
Byłem już tym wszystkim zmęczony.  Położyłem się dziś trochę wcześniej.  Taemin już dawno spał,  a ja wierciłem się z boku na bok bo za dużo myśli kłębiło mi się w głowie.  Kiedy w końcu udało mi się usunąć mialem znowu jakiś sen.  Śnił mi się ojciec.
,, Staliśmy w naszym domu,  tym do ktorego niedawno zdążyliśmy się przeprowadzić i gdzie zmarł tata.  Staliśmy przed jego gabinetem.  Dlaczego nie mogliśmy tam wejść? - Jesteś już całkiem blisko odgadniecia tej zagadki.  Jestem z ciebie dumny.  Tylko od ciebie zależy ile to jeszcze potrwa.  Możesz iść na skróty, możesz rozwiązać tą zagadkę szybciej niż myślisz. 
-Ale jak? -  spytałem, ale on znów odpowiedział mi jakoś niezrozumiale.  
- idź nadal w tym kierunku. Dobrze myślisz.  Ta rodzina ze zdjęcia jest rozwiazaniem.  Musisz ich tylko odnaleźć.  Nic więcej nie mogę ci powiedzieć.  I jeszcze jedno Jinki.  Zaakceptuj siebie takim jakim jesteś inaczej nigdy nie poznasz swoich możliwości.  Wiele potrafisz tylko o tym nie wiesz. To że mnie widzisz to nie jedyny dar,  ktory odziedziczyłeś w genach. Nie jesteś jedyny.  Otwórz oczy,  a znajdziesz ludzi bardzo podobnych do ciebie.... Masz mądrych przyjaciół oni ci pomogą tylko naucz się ich słuchać....,, 
I nagle sen się skończył, a ja spałem dalej.  O dziwo rano wszystko pamiętałem tak jakbym rozmawiał z nim w realu.  Postanowiłem,  że podzielę się tymi informacjami z chłopakami jak już bedziemy wszyscy.  Nie chciało mi się opowiadać każdemu z osobna.
Gdy Minho przyszedł do nas nie był w zbyt dobrym nastroju.  Za ucieczke z kozy czekała go teraz podwójna kara.  Jonghyun też dostał burę od dyrektora sierocińca za to,  że wystawił tych ludzi.  Z jednej strony dobrze bo gdyby tam poszedł to zostałby adoptowany i wywieźliby go gdzieś na inny kontynet.  Co jak co,  ale bez Jonga byłoby nudno i nieswojo. A tak więc jak mówiłem opowiedziałem im o śnie i o tym co powiedział mi tata.  Wyjalem fotografie rodziny,  którą nosiłem teraz cały czas przy sobie, ale nic z tego.  Nic nie mogło mi się przypomnieć.  Wiem, że skądś znam tego dzieciaka, ale zacholere nie wiedziałem skąd.
- To powiadasz,  że takich osób jak ty jest wiecej? Czad... - Dino jak zwykle był podekscytowany.
- Tak powiedział mi tata,  ale jak rozpoznać takie osoby? - zastanawiałem się.  Zupełnie nie wiedziałem od czego mam zacząć.
- Na pewno macie jakieś znaki rozpoznawcze.  Tata ci nie powiedział?
- Gdyby mi powiedział to chyba bym wiedział.
- A ja jestem ciekaw jakie jeszcze masz te moce....
- Tak wiemy Jong,  że chciałbyś już teraz to wiedzieć.  - westchnął Key.
- Wszystkiego dowiemy się z czasem.  Teraz Onew lepiej skupmy się na odnalezieniu tego klucza i osoby ze zdjecia.
- Tak Taemin,  ale jak już wiesz to nie jest łatwe.
Naszą rozmowe przerwał dzwonek i trzeba było iść i zasiąść w ławce na nudnej historii.  Na szczęście nie mielismy dzisiaj aż tak dużo przedmiotów.  Po lekcjach wyszlismy w niepełnym składzie bo przecież Minho miał kare do odbycia.  Na ten czas zawiessiłem wszystkie działania.  Nie chciałem aby umknęło coś naszemu możdżkowi.  Przez jakieś dwa tygodnie miałem spokój od wizji, snów.  Starałem się odnaleźć kogoś kto jest taki jak ja i mój tata. Próbowałem znaleźć coś na ten temat w internecie,  ale to jak szukać igły w stogu siana,  albo po prostu nie umiałem szukać.  No i co ja teraz zrobię? Nic o sobie tak na prawdę nie wiem.
Ale dobra może opiszę wam trochę co działo się u moich przyjaciół przez te dwa tygodnie,  bo cały czas mówimy tylko o mnie.  A więc...
Jong i Key znów zaczęli się dogadywć tak jak przed kłótnią,  a nawet lepiej.  Jeśli nie wiecie o co mi chodzi to wam zaraz opowiem.  Mianowicie kiedyś udało mi się podpatrzeć i podsłuchać ich rozmowę.  Key w końcu nie wytrzymał i wyznał co do niego czuję.  Wiem,  że nie powinienem, ale to było silnuejsze ode mnie.  Jong z początku był w niezłym szoku i nie wiedział jak ma się ma zachować.  Chodził przez jakieś dwa dni taki nie swój.  Key w końcu nie wytrzymał i zwierzył mi się.  Był zmartwiony i nawet żałował, że mu to powiedział,  bo Jong zachowywał się dziwnie, a jemu samemu było głupio i niezręcznie.  Na szczęście,  z resztą tak jak myślałem wszystko potoczyło się dobrze. Dino wyszedł z tego całego szoku i podobno gdy byli w pokoju Jong przyznał się Key,  że był dla niego taki oschły bo też go kocha i bał się przyznać. Nie mógł pogodzić się z faktem, ż jest gejem. Wtedy to nadszedł czas na ich pierwszy pocałunek.  Jeszcze nie widziałem ich obu w takich skowronkach.  Na razie oczywiście wiedziałem o tym tylko ja bo nie byli gotowi aby powiedzieć komu kolwiek.
A co u Taemina i Minho? Oni jak zwykle nie odstępowali się na krok,  ale żaden z nich nie przyznał się do swoich uczuć.  No cóż,  a może tylko mi się zdaje i oni nic do siebie nie czują?
Hmmm co jeszcze się wydarzyło w ten czas gdy Minho odbywał swoją karę?
A to ci dopiero historia.  Wreszcie w drugim tygodniu, a dokładnie w środę wpadłem na niego... Na jednego z nas....
-----------—--------------------------------------------

No i mamy kolejną część.  Musieliście długo czekać ale teraz już możecie czytać i oceniać :-)


niedziela, 15 lutego 2015

~ Jedna ze stron życia 11~

No kolejny rozdział już jest xd mam nadzieję że się podoba :p

WPIS XI

Następnego dnia... No właśnie, co było następnego dnia? ISTNY ARMAGEDON!
Na prawdę pójście do szkoły nie było najlepszym pomysłem..... TAK! Poszedłem wtedy do szkoły. Co ja wtedy sobie myślałem? Nie wiem. Ale koniec tego wyżalania się.
Gdy tylko przekroczyłem progi tej obskurnej budy wszystkie gałki oczne były skierowane w moją stronę. Już myślałem, że zaraz ktoś się na mnie rzuci i zabije, pobije albo zacznie szarpać, ale nic takiego nie miało miejsca (co wydawało mi się nawet dziwne). Kroczyłem niepewnie i przemierzałem kolejne metry korytarzy, gdy nagle wpadłem na Key, który najwidoczniej przyszedł wcześniej.
- Onew? Co tu robisz? Przecież miałeś nie chodzić do szkoły... - Dziwił się. Blado się do niego uśmiechnąłem i pociągnąłem go za rękę w stronę sali w której akurat mieliśmy mieć pierwszą lekcje. Gdy znaleźliśmy się w środku dopiero wtedy odetchnąłem. W sali byliśmy całkiem sami, ale wiedziałem, że to nie będzie trwało długo bo za jakieś pięć minut wypełni się cała w uczniach.
- Przecież muszę chodzić do szkoły. - Westchnąłem. Lekcje jeszcze się nawet nie zaczęły,  a ja już czułem, że będę miał dość po tej lekcji. Przechodząc teraz korytarzem miałem dość tych spojrzeń, a co dopiero wytrzymać tak przez całą godzinę lekcyjną?
- Będzie dobrze, zobaczysz. Słyszałem, że teraz wszyscy się ciebie boją, to nawet się do ciebie nie zbliżą. - Ta wiadomość nawet trochę mnie ucieszyła, ale i przeraziła. Dlaczego przeraziła? Nie wiem, to wszystko działo się zbyt szybko, wszystko było zbyt skomplikowane, trudne i niejasne, a ja nie należałem do tych osób "kumatych". Tak więc nie zdążyłem już odpowiedzieć przyjacielowi gdyż zadzwonił dzwonek na lekcję i liczna chmara uczniów wpadła jak dzikusy do klasy. Zająłem swoje miejsce, Key usiadł ze mną bo Jonghyun stwierdził, że nie życzy sobie jego towarzystwa i usiadł osobno. Na prawdę dziwnie się zachowywał.
.... A jeżeli chodzi o lekcję toczącą się.... Ta... Widać jak uważałem. Bardziej ciekawił mnie zegarek na przeciwko mnie i wskazówka, która z każdą sekundą była bliżej upragnionego końca. I tak właśnie minęło mi wszystkie 7 godzin. To było okropne! Czas jak na złość dłużył się i jeszcze nigdy szkoła nie była dla mnie takim udręczeniem. I co? Teraz już zawsze tak będzie? Szkoła będzie dla mnie jak najgorsza kara, a wszystko przez co?! Przez to, ze jestem dziwakiem.... Ach no tak, miałem się nad sobą nie użalać, ale to trudne. Mieć takie życie, problemy i borykać się z takimi zagadkami na które praktycznie nie ma odpowiedzi, albo tą odpowiedź uzyskać jest bardzo ciężko.
Tak więc. gdy tylko wyszliśmy ze szkoły ( cała nasza piątka), udaliśmy się w stronę mojego mieszkania. Tak jak rozmawialiśmy, poszliśmy poszukać jakichś poszlak. W sumie to nie za bardzo nam szło, nie wiedzieliśmy od czego mamy zacząć, nie mieliśmy punktu przyczepienia. Minho zaczął przeglądać dokumenty mojej mamy. Parę rachunków, umowa kredytowa (nie wiedziałem, że mama brała jakiś kredyt, ale mniejsza o to), stare fotografie  i jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, która przykuła uwagę Minho. Od razu mnie do siebie zawołał.
- Onew? Możesz na chwilę?- Podszedłem do niego bez słowa usiadłem obok niego.
- A co to? - Spytałem. Minho podał mi jakąś małą fotografię. Był na niej jakiś malutki chłopiec (mogę przysiąść, że gdzieś już widziałem jego twarz) i jakaś kobieta i mężczyzna, jednak to nie byli moi rodzice. Po co mamie takie zdjęcie? A może to jakaś moja ciotka, albo wujek, a dziecko na fotografii jest jakimś moim kuzynem, którego widywałem kiedyś i może dlatego wydaje mi się, że już kiedyś go widziałem.
- Hmm, nie wiem fotografia? - Powiedział sarkastycznie.
- No wiem, że to fotografia, ale zupełnie nie wiem kto się na niej znajduje. - Mruknąłem do siebie.
- Mam dziwne przeczucie... - westchnął żabol. W sumie to nie tylko on, ja też coś czułem. Pokazaliśmy fotografię Key, Jonghyunowi i Tae, ale oni byli zupełnie zieloni tak samo z resztą jak my. Tak więc zaczęliśmy szukać dalej. Na wszelki wypadek wziąłem fotografię o schowałem ją do kieszeni. Szukaliśmy tak długo, ale nic konkretnego nie znaleźliśmy. Gdy mieliśmy już wracać do domu nagle z jednego z pokoi wyleciał Jonghyun jak oparzony.
- Mam! Mam poszlakę! - Wydarł się podniecony. Nawet ucieszył mnie ten widok, bo miałem już dosyć tego posępnego Jonga. Wyciągnął dłoń w naszą stronę, w której trzymał jakiś mały papierek. To był bilet.
- To bilet kupiony jeden dzień przed śmiercią twojego ojca, a to...- wyciągnął z kieszeni drugi. - To bilet kupiony w to samo miejsce w dzień zabójstwa twojego ojca, a ten... - wyjął trzeci - Ten jest jeden dzień po zabójstwie twojego ojca, a kolejnego biletu nie ma.... To oznacza, że te bilety musiała kupować twoja mama, a jeżeli ona tam tak często jeździła to może i tym razem ukrywa się gdzieś tam.... - Nie wiedziałem czy to ma w ogóle jakiś związek, ale nie można było lekceważyć niczego.
- Jong jesteś genialny. - Uściskałem go.
- W takim razie musimy tam jechać. - Po dłuższym milczeniu dopiero odezwał się Taemin. - Nie ma co tu siedzieć. Wróćmy do domów, ale przed tym zastanówmy się kiedy tam pojedziemy.
- No jak to kiedy? Jutro. - Odparł Key.
- Jutro nie mogę.. - Jęknął Jong. - Jutro mam wizytę, baba z opieki społecznej chce sprawdzić czy rodzina która mnie adoptowała należycie sprawuje swoje obowiązki.
- Trudno, najwyżej pojedziemy bez ciebie, detektywie. - Prychnął Key niby od niechcenia, ale doskonale widać było, że jest mu przykro. Minho chyba też to zauważył bo kąciki jego ust ułożyły się w lekkim uśmieszku. Jonghyun za to spojrzał na Key wzrokiem wypełnionym nienawiścią i już więcej się nie odezwał. Być może się obraził za to, że nikt się nie sprzeciwił słowom divy. No cóż trudno Jong od tego przecież nie zbiednieje..... No dobra może trochę zbiednieje... Trochę co ja gadam! Przecież on to będzie przeżywał przez kolejny tydzień. I ja będę musiał to znosić. Przeżyje? A może jednak nie przeżyje?...(...)
Ok! Wróciliśmy do domu. Dziś ostatnią noc spędzałem u Minho. Spakowałem wszystkie rzeczy, a było ich tak mało, że nawet nie było co pakować i położyłem się. Głowa mnie bolała od natłoku myśli. Długo nie mogłem usnąć,a gdy w końcu udało mi się i tak w nocy przebudził mnie koszmar. Śniło mi się, że przeze mnie giną moi przyjaciele, widziałem jak po prostu umierali, a ja nie mogłem nic na to poradzić. Nawet nie zorientowałem się kiedy zacząłem płakać przez sen. Poczułem, że ktoś głaszcze mnie po głowie, a gdy otworzyłem oczy ujrzałem twarz swojego przyjaciela, z którym dzieliłem pokój. Przetarłem oczy i usiadłem ciężko dysząc.
- Wszystko gra? - Usłyszałem cichy szept. Kiwnąłem tylko twierdząco głową. Nie miałem siły na odpowiedź, po prostu położyłem się z powrotem i nakryłem kołdrą.
- Idź spać, nic mi nie jest. - Mruknąłem gdy nadal siedział przy mnie. Wiedziałem, że się martwi, ale to był tylko durny sen, o którym pewnie szybko zapomnę. Nie warto było się nad tym rozczulać.
Rano czułem się  gorzej niż kiedykolwiek. Byłem niewyspany i zmęczony. Towarzyszyło mi bardzo dziwne uczucie, odczuwałem niepokój i to tak silny, że nie potrafiłem myśleć racjonalnie. Przygnębiony zszedłem na śniadanie i poszedłem do szkoły. Minho wypytywał się co mi jest, ale nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć. Tak więc nic nie powiedziałem i milczałem, a on po jakimś czasie odpuścił. Kolejną serię takich samych pytań na dzień dobry zaserwował mi Key, ale i on dostał niemą odpowiedź. Jong gorączkował się bo nie mógł jechać, a Taemin sam nie wiedział czy chce, czy nie chce tam jechać. Jak na złość jeszcze dziś ta dwójka debili musiała się do nas dowalić... Tak chodzi mi o Eunhyuka i Donghae, bo komu innemu zależałoby tak jak im sprawiać nam jeszcze większe zmartwienia. Znów pod naszą nieobecność doczepili się do biednego Taemina. Minho wpadł w furię i tak dotkliwie pobił Hae, że znalazł się u
 dyrektora. No ładnie jeszcze tego brakowało, żeby zostawał po lekcjach i to jeszcze od dziś! Ale jeszcze lepsze przed wami! Bo nasz kochany "móżdżek" odbywał karę razem z tymi dwoma oprawcami. Z całego serca mu współczułem, z resztą nie tylko ja. Kara miała trwać dwa tygodnie. Do cholery czy to oznacza, że wyjazd trzeba jednak przełożyć? Zwlekałem z tym na prawdę do ostatniej chwili, ale na ostatniej lekcji podjąłem decyzję.
- Dziś nie pojedziemy. Minho ma karę, Jong też nie może, zrobimy to kiedy indziej. - Wszyscy się ze mną zgodzili chociaż wiedziałem, że robią to na prawdę z prawdziwą niechęcią. To co zdarzyło się po tym jak już wprowadziłem się do Tae, na prawdę mnie zdziwiło, aczkolwiek nagle nie wiadomo skąd (no dobra wiadomo) przybiegł Minho. Taemin o mały włos nie zgniótł go w swoim uścisku, gdy tamten oznajmił, że ma w dupie karę i że woli jechać i pomóc mnie niż siedzieć z tamtymi dwoma w kozie. To mnie mile zaskoczyło, ale to co stało się chwilę po tym jak Minho wparował do pokoju zdziwiło mnie jeszcze bardziej. Otóż zaraz po Minho (może z dziesięć minut później) do pokoju wparował zdyszany Jonghyun.
- Kurwa! Ja już tak nie mogę! - Patrzyliśmy się na niego ze zdziwieniem. - Walić rodzinę! Walić jakąś starą babę z opieki społecznej! Walić to! Wolę być tu z wami, pomagać ci Onew i być przy was. - To było na prawdę miłe.
- Jong to miłe, ale...
- Przecież tak czekałeś na tą rodzinę i co teraz tak sobie to olewasz? - Wtrącił się Key.
- Wiesz przemyślałem to wszystko. Głupi jestem to fakt, nie powinienem ci mówić tylu przykrych rzeczy. Jesteś dla mnie....jesteś dla mnie jak brat, a braci się nie rozdziela. - Uśmiechnął się do Key, a ja o mały włos nie uroniłem łezki. Taka wzruszająca scena.  Key się nie krępował i rozryczał jak baba, która ma jakieś humorki i akurat ma napad niekontrolowanego płaczu. Miło było patrzeć na pogodzonych przyjaciół rzucających się sobie w ramiona! (Dobra trochę się nakręciłem). Tak więc gdy w końcu Key się uspokoił mogliśmy wyruszyć w tą podróż nie wiedząc co nas czeka na miejscu, o ile coś nas czekało.... Było oczywiste, że jeżeli dziś nic nie znajdziemy i niczego nie dowiemy, to będziemy tam wracać ile będzie trzeba. Tak łatwo się nie poddaję.
Tak więc pojechaliśmy do miejsca w które jeździła moja mama nie wiedzieliśmy gdzie mamy teraz się udać. Staliśmy na przystanku jak te słupy i nikt nie miał pomysłu w którą stronę iść. Bez celu kręciliśmy się po ulicach mając nadzieje, że jednak coś zauważymy, ale to było jak szukanie igły w stogu siana. Miasteczko jak miasteczko, zwykłe, wszędzie dużo ludzi, jednak nie tak dużo jak w stolicy. Ludzie tu się nie śpieszyli, uśmiechali kłaniali sobie na wzajem. Inne życie niż u nas, a tak blisko. Obserwowałem wszystkich dokoła i rozmyślałem intensywnie, bo miałem wrażenie, że jednak już tu kiedyś byłem. Z wycieczką? Nie, przecież nie ma tu nic ciekawego. Nagle znikąd w mojej głowie ukazała się kolejna wizja:
" Byłem małym dzieckiem. Jechaliśmy samochodem. Ja, tata i mama. Miałem może z 4 latka, byłem drobnym, słodkim dzieckiem z szerokim uśmieszkiem na twarzyczce. Jechałem na tylnym siedzeniu w małym foteliku, rodzice zaś byli z przodu. Mama co chwila odwracała się do mnie i coś mi mówiła, uśmiechała się i była szczęśliwa. - Już niedługo zobaczysz babcie i dziadka Jinki- Na te słowa uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. - Twoi rodzice wiedzą, że przyjeżdżamy?- Nale spytał tata. Mama tylko skinęła głową. Po jakimś czasie wysiedliśmy z samochodu, a ja się przewróciłem. Widziałem jak płacze i trzymam się za zdarty policzek i kolanko. Tata zabrał mnie do jakiegoś wielkiego domu. W progu stała jakaś starsza kobieta - prawdopodobnie moja babcia. Moje rany zostały opatrzone. Jedliśmy obiad, rodzice śmieli się, a ja wyszedłem na podwórko. Zaraz dołączył do mnie dziadek i wybraliśmy się na spacer po okolicy. To było to miejsce, gdzie znajdowaliśmy się dosłownie teraz! Stałem teraz sam przed sobą. Mały Onew i ja teraz, ten teraźniejszy. Wpatrywałem się w siebie młodszego, a ten młodszy Jinki wpatrywał się na mnie. 
- Dziadziusiu? Co to za chłopak się na mnie patrzy? - Mały Jinki spojrzał zdziwiony na wspomnienie dziadka. - Wnusiu nie żartuj nikogo tu nie ma. - Ale Dziadku, ten chłopczyk się na nas patrzy....-
Byłem w szoku czy ja młodszy widziałem wtedy siebie starszego? No tak! Teraz przypomniała mi się ta sytuacja. Ale czy to jest realne? Jak to wyjaśnić, czy przyszłość była mi pisana już z góry i czy moje życie już ma napisany scenariusz? A jak ten scenariusz nie kończy się happy endem?..."
Szybko się otrząsnąłem i spojrzałem przerażony dokoła. Opowiedziałem chłopakom co zobaczyłem i że widziałem sam siebie, tylko w młodszej wersji, a ta młodsza wersja mnie teraz. No byli w takim szoku, że nie bardzo chcieli mi w to wierzyć. Nie dziwię się sam sobie teraz nie chciałem wierzyć.
- To oznacza...- Zaczął dumać Minho. - Że jeżeli mieszkali tu twoi dziadkowie, to musi to być rodzinne miasto twojej matki.
- No ba... - westchnął Jong. - Musimy odnaleźć twoich dziadków.
- Chyba ich dom, bo oni już dawno nie żyją. - westchnąłem. - Ta wizja to jedyne wspomnienie po nich. Do dziś nie miałem żadnego, dlaczego ukazała mi się akurat dziś?
- To proste, ponieważ jesteś tu gdzie oni kiedyś mieszkali. - Odparł Tae.
- Wiesz gdzie znajduje się dom dziadków? - Spytał Key. Nie byłem tego pewien, ale poszedłem tą samą drogą co mały ja i dziadek. No i to była poprawna droga Ten sam dom stał tam gdzie kiedyś. Nic się nie zmieniło. Był trochę zniszczony i starszy, ale wszystko znajdowało się na swoim miejscu. Tam gdzie rosły kwiaty, tam były i teraz, garaż, buda dla psa, altanka, wszystko stało na swoim miejscu jak parę lat temu. A w środku? Nie wiedziałem czy ktoś tam mieszka, czy odkąd dziadkowie umarli dom stoi pusty, ale to niemożliwe, wszystko jest zadbane.
-Może sprawdzimy?- Jonghyun narwaniec już kroczył przed siebie, ale go zatrzymałem.
- Poczekaj! A jak mieszka tam ktoś?
- W sumie dom jest zadbany, może być zamieszkały. - No i Minho i ja mieliśmy rację. Chwilę później z domu wybiegła dwójka dzieci, a zaraz po nich wyszedł dobrze zbudowany mężczyzna.
- Poczekajcie! -Krzyknął do nich, ale wcale go nie słuchały. My nadal staliśmy w miejscu zastanawiając się co teraz począć. W końcu usiadliśmy po drugiej stronie ulicy na drewnianej ławce i kompletnie nie wiedzieliśmy co dalej. Nadal nie byliśmy w stanie określić gdzie znajduje się matka Onew.
- No i co? Nie mówcie mi, że bedziemy siedzieli tu bezczynnie cały dzień. To już wole połazić trochę po okolicy i się rozejrzeć. - Tak myślałem, że Jong zacznie niedługo marudzić. Westchnąłem tylko i ruszyłem dupsko z miejsca, które i tak nie było zbyt wygodne. Za mną ruszyła reszta. Błąkaliśmy się bez celu jeszcze jakieś dobre dwie godziny, gdy nagle mój wzrok przykuła jedna niska, szczupła sylwetka. Osoba ta stała do nas tyłem, lecz ja wiedziałem już kto to. A może się myliłem? Stanąłem bez ruchu i tylko czekałem aż się odwróci. W myślach modlilem się aby to była ona, a z drugiej strony też nie chciałem bo bardzo się bałem. Słyszałem za sobą jak Taemin nerwowo przełyka slinę, Jong wcale przestał oddychać, ja byłem zdenerwowany, Minho opanowany, zaś po Key było od razu widać, że się boi, bo zaczął nerwowo gryźć swoją dolną warge. Czas jakby się zatrzymał, a w mojej głowie nagle pojawiło się milion pytań...

sobota, 31 stycznia 2015

~ Jedna ze stron życia 10 ~



WPIS X

Następnego dnia według planu udaliśmy się do mojego domu. Stał pusty, tak jak go zostawiłem. Na szczęście nikt się do niego nie włamał. Niestety klucza nie znaleźliśmy nawet po długich poszukiwaniach. Drzwi nie mogliśmy wyważyć bo nie dalibyśmy rady. Ojciec dobrze je zabezpieczył i sam kiedyś powiedział mi, że są antywłamaniowe. Minho jak zwykle rozmyślał co by tu teraz zrobić, Tae siedział znudzony jak zawsze, a Jonghyun, on po prostu się denerwował ponieważ też nic nie mógł poradzić. Tak na prawdę to staliśmy w miejscu i to mnie najbardziej dobijało. Od śmierci ojca minęło już tyle czasu, a ja nawet nie wiem gdzie mam szukać tego typa, który pozbawił go życia.
- No i co? Będziemy tu tak siedzieć? Przecież to nie najmniejszego sensu. - westchnął nerwowo Dino i w sumie to miał rację, też nie miałem zamiaru tu dłużej siedzieć, bo po co?
- Lepiej się zastanówmy gdzie matka Onew ukryła klucz... - Żabol nadal siedział zamyślony, ale ja nie miałem już nawet ochoty na myślenie. Chciałem odpocząć i sprawdzić jak czuje się Key, bo miałem niezbyt dobre przeczucie. Tae ciężko podniósł się z krzesła i skierował się w stronę wyjścia.
- Ja nie wiem jak wy, ale ja wychodzę. Nic tu po nas i tak nie odnajdziemy tego klucza, pewnie ona go zabrała.
- On ma rację. - Przyznałem to z lekkim rozczarowaniem.
- No to co teraz zrobimy? - Minho również załamał ręce.
- Trzeba tylko odnaleźć matkę Jinki'ego. Wiem, że to nie będzie proste, ale musimy dać radę... - No tak. Jonghyun miał rację, to wcale nie będzie takie łatwe, bo nawet nie wiemy gdzie ona się teraz podziewa. Wiedziałem też, że nie chcę się tak poddawać i kiedyś odkryję prawdę dlaczego mam te dziwne wizje, dlaczego ojcu tak zależy abym ujawnił prawdę. Z każdym dniem robiło się to nieco trudniejsze i bałem się, że w końcu nigdy ta sprawa się nie wyjaśni. Nie wiedziałem co czeka mnie jednak w najbliższym czasie, bliższym niż mogłoby się wam wszystkim wydawać. Zrezygnowani wróciliśmy do swoich domów, a nie... Ja mieszkałem u Minho, pomyłka. W domu chłopaka zastanawialiśmy się wspólnie nad tym wszystkim, ale tak na prawdę nie było racjonalnego wytłumaczenia na te wszystkie dziwadła. No tak! Key! dopiero potem przypomniałem sobie, że miałem sprawdzić co u niego. Minho wypytywał się gdzie wychodzę, ale nic mu nie odpowiedziałem i po prostu wyszedłem. Miałem nadzieję tylko, że nie będzie mnie śledził i tak nie było. Właśnie to w nim lubiłem, nie wisiał nade mną tak jak Jonghyun, który swym natręctwem czasem doprowadzał mnie do furii. No tak! Przypomniało mi się, że to właśnie tego dnia mieli adoptować tego natręta. Może i tak na niego teraz  mówię , ale tak na prawdę bez niego nie byłoby to samo. Denerwował mnie to fakt i chyba robił to z przyjemnością, ale widać też było, że to wina jego charakteru. Każdy z naszej piątki był inny i to mi się podobało. Ale koniec tych przemyśleń. Gdy tylko dotarłem do sierocińca, gdzie mieszkał Key powędrowałem do niego. Nie wiedziałem czego miałbym się spodziewać. Widok nie był jednak najgorszy, ale wyraźnie wyczułem, że nasza kochana Diva był przygnębiony.
- Wyprowadził się?
- A widzisz go? Jeszcze....- Głos mu się załamał. - Jeszcze na odchodne powiedział mi żebym tu zgnił... - rozpłakał się na dobre. Bez słowa przytuliłem się do niego.
- Znów się posprzeczaliście? Co wam to da?
- Ostatnio ciągle się kłócimy, nie możemy się porozumieć. Od kiedy.... od kiedy....
- Od kiedy ja się pojawiłem, wiem. - Posmutniałem wtedy nieco. Chłopak się zaprzeczał, że to nie tak, że nie miał tego na myśli i nie chciał żeby to tak zabrzmiało, ale ja nie byłem głupi, przecież każdy by stwierdził to samo co ja.
- Nie rozumiesz... - mruknął smuto i wbił wzrok w ziemię. - To nie przez Ciebie. To wszystko moja wina, jestem głupi i naiwny i wiem, że nigdy nie będzie idealnie, że zawsze będzie mi czegoś  brakować. Nie mam rodziców, sam wiesz jak się czuję. Osoba którą kocham.... prawdopodobnie... nigdy nie będziemy mogli być razem. - To mnie trochę zbiło z tropu. Chłopak był zakochany? Nic nie mówił...
- Jesteś zakochany? Czemu nic nie....- Nie zdołałem skończyć, bo on wbił we mnie smutne spojrzenie. Oczy miał już po brzegi wypełnione łzami i odpowiedź sama nasunęła mi się na język.
- Jonghyun? - Samo wyrwało mi się z gardła. Chłopak tylko pokiwał głową. Nie protestował, rozpłakał się i oparł o moje ramię. Cieszyłem się, że w końcu mi się przyznał. Nie wiedziałem teraz co mam robić, ale też nie zamierzałem tak tego zostawić.
- Tylko proszę Cię... Nie mów nikomu. - Z każdą chwilą zanosił się coraz bardziej.
- Nie płacz. - Szepnąłem mu do ucha. - Nikomu nie powiem, nie martw się... - Może chcesz żebym tak dyskretnie zapytał go o co mu tak na prawdę chodzi?
- Nie wiem o co mu chodzi.... Z dnia na dzień się zmienił, to już nie ten sam Jong, którego pokochałem i to mnie tak boli. - Ponownie zaczął płakać.
- Czemu mu nie powiesz?
- Ależ próbowałem, tylko on niespodziewanie zaczął się dziwnie zachowywać, zaczęliśmy się kłócić, coraz gorzej się dogadywaliśmy i straciłem ochotę i odwagę aby mu powiedzieć co czuję. Teraz mu nie powiem, bo na pewno mnie odrzuci, nie chce rozczarowania i wolę milczeć. Zawsze warto mieć nadzieje, niż w ogóle jej nie mieć. Ja zawszę będę go kochał, on nie musi o tym wiedzieć.
- Ale będziesz cierpiał...
- Równie dobrze będę cierpiał jak mnie odrzuci i znienawidzi do końca, tego bym nie przeżył.
Byłem bezradny i w sumie to nie wiedziałem co mam mu poradzić.
- Nie zamierzasz nam pomóc? Już zawsze będziesz go unikał, bo coś mu odwaliło i zachowuje się jak gbur?
- Nie chcę go widzieć... - westchnął.
- Ale to nie rozwiążę problemu i tylko bardziej będziesz o nim myślał. Spróbuję  się dowiedzieć o co mu chodzi, a ty jutro przyjdź do Minho, mamy się spotkać aby postanowić co dalej robić. - Wstałem i poklepałem go po ramieniu. - I nie rycz już, facetem jesteś.. - uśmiechnąłem się promiennie. - Miłość to przejściowy stan, zobaczysz z czasem przemija wszystko, nawet miłość. - Zostawiłem go samego i wróciłem do domu Minho. Ten od razu gdy zobaczył moje przygnębienie zaczął wypytywać mnie co się stało, ale przecież obiecałem i nie mogłem wyjawić tej tajemnicy. Tego dnia miałem już na prawdę dosyć. Chciałem jak najszybciej położyć się i iść spać, ale pojawił się kolejny nieoczekiwany problem. Rodzice Minho zaczęli wypytywać się gdzie jest moja matka, dlaczego zostawiła mnie na tak długo. To oznaczało jedno, nie mogłem już długo mieszkać u przyjaciela. U Key nie było szans, Jonghyun też odpadał. Został mi tylko Tae, ale też tylko na jakieś dwa tygodnie, a potem? Co potem? Miałbym wrócić do swojego mieszkania? Przecież tam było niebezpiecznie. Tu zaczęły się poważne zmartwienia, które nie dawały mi spać tej nocy.
 Następnego dnia wyglądałem jak jakieś zombie. Niewyspany i ledwo żywy zszedłem na śniadanie dobrze, że rodziców Żabci już nie było w domu bo by zaczęli się o mnie martwić. Niedługo potem zjawili się też Tae i Jong. Miałem cichą nadzieję, że Key przemyśli co mu powiedziałem i też się zjawi. Myślałem, że olał sobie moją wizytę i prośbę, ale nie. W końcu przyszedł, panowała nieco niezręczna atmosfera  i wyraźnie czuć było to napięcie pomiędzy nim, a Jonghyunem. Siedzieli oddaleni od siebie i wcale na siebie nie spoglądali.
- Tak na prawdę to jesteśmy w kropce. - stwierdził po jakimś czasie zamyślony Minho.
- Co ty nie powiesz. My nic nie wiemy. Wiemy tylko, że w tym gabinecie musi być coś co rozwiążę całą sprawę. Jednak nie mamy klucza, bo ma go mama Onew, która niespodziewanie sobie zniknęła. Za to Onew ma wizję, które też nie wiemy skąd się biorą, dopóki nie odnajdziemy matki Onew. Jeszcze jakby tego było mało, ściga go jakiś podejrzany typ, który jest prawdopodobnie zabójcą ojca Dubu. Więc ja już nie wiem co mam robić, gdzie szukać i jak szukać. - Widać było, że Jonghyun od tych kłótni z Key nie miał już nawet ochoty na rozwiązanie tej zagadki. Był w nią przecież tak wciągnięty. Załamałem ręce. Jak tak dalej pójdzie to nie wiem czy wytrzymam psychicznie.
- Proponuje najpierw odnaleźć Panią Lee, a potem podejmować jakiekolwiek inne działania.- Taemin miał rację.
- Właśnie po kolei.
- Ale zostaje jeszcze jeden problem, a raczej dwa. - Spojrzałem pytająco na Key, który w końcu się odezwał. - Chodzi o Heechula, szkołę i o to gdzie Onew będzie teraz mieszkał. Przecież nie możemy o tym zapomnieć. - Zrobiło mi się miło, że pamięta o mnie.
- Właśnie! Moi rodzice już się wypytują. Co będzie jak dowiedzą się odrobinę za dużo?
- Może zamieszkaj w domu dziecka, u Key zwolniło się miejsce w pokoju - Wrednie wtrącił Jonghyun. Nie wytrzymałem i nerwy mi puściły. Złapałem go za koszulkę i zaciskałem już pięści. Widać, że Key zrobiło się przykro.
- Pogadamy sobie później...- Wysyczałem przez zaciśnięte zęby.
- Ej przestańcie! - Rozdzielił nas Minho. Opanowałem się szybko i odpuściłem. No tak, to nie był najlepszy czas, ani miejsce na takiego typu sprzeczki.
- Myślicie, że ta sprawa sama się rozwiążę! Obicie sobie ryjów i niepotrzebne kłótnie w niczym tu nie pomogą. - I znów Minho miał świętą rację. - Ja mam tego dosyć! Jak tak dalej pójdzie to będziecie radzić sobie sami! - Żabol naprawdę się zdenerwował, a ja ani nikt z obecnych nie śmiał mu przerywać. Gdy się denerwował wyglądał strasznie, szczerze? Nie podskoczyłby mu nawet Jonghyun. Taka prawda, bo może krótko ich znam, ale już trochę o nich wiem. Key jest wrażliwy i uczuciowy, ma hopla na punkcie czystości i to dobry chłopak. Wiem, że nie opuściłby nikogo w potrzebie. Jonghyun porywczy i wkurzający, nienagadany i nawet natrętny. Z reguły wesoły koleś, ale gdy się wkurzy docina wszystkim i nie patrzy na to czy kogoś tym rani, czy nie. Taemin... Hmmm... On to raczej bojaźliwy, ale bardzo zwinny. Niechętny do uczestniczenia w tym całym  "polowaniu na zabójcę". Widać, że chętnie zająłby się czymś innym, np tym co najbardziej kocha, czyli tańczyłby całe dnie. Jest tu z nami jedynie ze względu na Minho. Gdy tylko to możliwe chłopak nie odstępuję go na krok. Nieśmiałość i skromność też można dopisać mu do jego cech. Za to Minho, jak już zdarzyło mi się wspomnieć wcześniej był "mózgiem" w każdej sytuacji. Opanowany i spokojny, rozważał każdy najdrobniejszy szczegół. Rzadko można było wyprowadzić go z równowagi. Zawsze stał murem za Tae, nie pozwalając mu zrobić krzywdy. Czy gdyby nie był w nim zakochany, też by tak postępował? ( lecz to są tylko moje przypuszczenia).
O sobie chyba nie muszę opowiadać. Do niedawna kaleka, potykałem się o własne nogi, a teraz mam jakieś moce " z dupy ". Myślicie, że mi się to podoba? A w życiu! Co ja bym dał, abym znów mógł być normalny.
A wracając do darcia się Minho...
W końcu się uspokoił, a na jego twarzy znów malował się stoicki spokój. W końcu udało nam się ustalić kwestię z moim tymczasowym pomieszkiwaniem. Taemin był moją ostatnią deską ratunku, więc tak czy siak nie było innego wyjścia. A to się nawet dobrze składało, gdyż będę mógł wypytać go o jego relację z Minho (bardzo mnie to ciekawiło). Czemu nie zapytałem o to Minho, gdy u niego mieszkałem? To proste, po prostu doskonale wiedziałem, że nic mi nie powie i wyprze się, a Taemin? On nie umie kłamać. Wiem, może to i nie moja sprawa, nie powinienem mieszać się w ich prywatne sprawy, ale jak dojdzie do tego co dzieje się teraz z JongKey? Wtedy to zostanę ze wszystkim sam jak palec, a tego nie chce.
Na razie nie zastanawiałem się co będzie potem z moim pomieszkiwaniem, teraz była o wiele trudniejsza kwestia, a mianowicie: " co zrobić ze szkołą? " Przecież byłem nieletni, nie mogłem opuszczać notorycznie zajęć.
...- No gdybyś nie wypalił z tym powiewem z dłoni, to można by było wcisnąć im kity, że Heechul łże, ale teraz to po prostu kicha. - Westchnął ciężko i niestety miał rację, lecz ja wtedy nie mogłem nad tym zapanować.
- I co teraz? - Spytałem już całkiem załamany. Pozwólcie, że zadam sobie to samo pytanie co zawsze. "Dlaczego ja?".
Minho dumał i dumał, ale nawet on nie wiedział co zrobić. Przecież ludzie w szkole nie dadzą mi spokoju, nie dadzą też chłopakom, bo kumplują się ze mną. Ale się porobiło. Nieświadomie aż złapałem się za głowę bo nagle znikąd pojawiła się kolejna wizja....
 ,, Jak zwykle widziałem zakapturzoną postać - prawdopodobnie mężczyzny. Dziwne było to, że nie był sam. Obok stała kobieta, też w kapturze. Skąd wiem, że była to kobieta? To proste jej włosy wystawały spod kaptura i opadały jej na piersi. Długie, proste- moja matka takie miała. Kobieta stała bokiem i nie mogłem dostrzec jej twarzy. Nagle ujrzałem w oddali jeszcze jedną postać, młodego chłopaka. Też był w kapturze, też nie widziałem jego twarzy, tylko usta. Wydawało mi się, że gdzieś już je widziałem. Widziałem ten uśmieszek, ten grymas, ale gdzie? Teraz nie potrafiłem sobie przypomnieć. Obserwowałem ich dalej... Rozmawiali o czymś, ale o czym? Nie mogłem usłyszeć. Nagle na swoim ramieniu poczułem chłód, przeszedł mnie dreszcz, a gdy spojrzałem w bok stał tam mój ojciec, a raczej jego zjawa. Pokazywał palcem na całą trójkę. Nic się nie odzywał. Ja też chciałem coś powiedzieć, ale nie mogłem, jakbym niespodziewanie stracił głos. To było okropne uczucie.~ O co tu kurwa chodzi!!! ~ Wydarłem się w swoich myślach i nagle się ocknąłem....,,
Siedziałem tak samo jak wcześniej na łóżku. Chłopaki z ciekawością mi się przyglądali. Wiedziałem, że zaraz posypią się pytania. Opowiedziałem im to co zobaczyłem to, że nie mogłem mówić, o ojcu i postaciach.
- A może rozpoznałeś miejsce gdzie się znajdowali? - Spytał nagle Minho. No tak! Jaki ja głupi na ten ważny szczegół nie zwróciłem uwagi!
- Nie, byłem zajęty rozpoznawaniem twarzy. Wydaje mi się, że znam tego chłopaka co z nimi tam stał.
- Wiesz kto to?
- Na razie nie, ale dowiem się, nie chcę oskarżać bez podstaw. Pozwólcie, że sam to sprawdzę i powiem wam jak będę już na sto procent pewny. - Uszanowali moją decyzję, nawet Jonghyun co bardzo mnie zdziwiło.
- Poszukiwania mojej mamy zaczynamy od jutra po szkole. - Oznajmiłem. - Wrócimy do domu, poszukamy wskazówek gdzie mogła się udać. Musimy zrobić śledztwo sami, inaczej nie dowiemy się niczego, a dusza mojego ojca nie zazna spokoju.....


______________________________________________________________________
Oto 10 rozdział xd szkoda tylko, że nikt nie komentuje, ale to co xd nie wiem kiedy będzie
kolejny ;p

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Jedna ze stron życia 9

Dobra XD Dodaje kolejny rozdział xd i chyba coś przeczuwam.... A mianowicie ( Nie chcę was wcale straszyć), ale..... NORMALNIE OD JAKIEGOŚ CZASU..... ( przepraszam za to uniesienie), mam wrażenie, że te rozdziały nie są pisane z taką pasją jak robiłam to kiedyś.... piszę je na prawdę czasem od niechcenia.... Muszę stwierdzić wszem i wobec, że dodam jeszcze 10 rozdział i dokonuje zmian we wszystkich moich na przymus napisanych rozdziałach i wgl chyba wszystko poprawię, więc jak na razie nie będzie kontynuacji opowiadania ,, jedna ze stron życia,,  MAM NADZIEJE ŻE TO PRZECZYTALIŚCIE ~~~ Mam nadzieje, że będziecie czytali poprawione wersje i stwierdzicie, że są o wiele lepsze..... 


WPIS IX


Rano obudziłem się jak zwykle nie wyspany. Znów miałem koszmar. Nie sądziłem jednak, że ten sen stanie się rzeczywistością.  (...)
 Poszedłem do szkoły razem z Minho niczego nieświadomy. Ludzie na korytarzach i przed wejściem na prawdę dziwnie się zachowywali.
- Co im się wszystkim stało? - Nawet Minho to zauważył. Przymrużył oczy i zrobił skrzywioną minę. Wzruszyłem ramionami na znak, że nie rozumiem i postanowiłem poszukać reszty przyjaciół. Wszyscy coś szeptali, niektórzy chichotali, niektórzy byli nawet przerażeni. Wszyscy, oprócz całej naszej piątki. Staliśmy razem w kręgu czekając na lekcje. Brakowało tylko Taemina.
- To dziwne. - Mruknął Minho - On nigdy nie spóźnia się na lekcje...- dokończył i w sumie miał racje.
- E tam, pewnie zaraz przylezie, po co te nerwy. - rzekł Jonghyun. Key spojrzał na niego spode łba. Tak jak Jonghyun mówił, Taemin właśnie biegł w naszą stronę. Po jego minie można było wnioskować, że stało się coś nie ciekawego. Przerażony wpadł na stojącego na przeciwko Minho.
- Nie! - wydarł się jak opętany. - Musimy uciekać! Uciekać! Minho rusz się! Jong! Key! Onew! - Wydzierał się, a łzy zaczęły spływać z jego oczu.
- Co się stało Tae? Uspokój się, wytłumacz co się stało, ktoś Cię goni? Ktoś chce nas skrzywdzić? - wypytywał się Minho próbując go uspokoić.
- Ktoś chce nas zabić? - Spytał się Jong.
- Co jest! Odpowiedz! - Nagle się wydarłem i złapałem Taemina na ramiona potrząsając nim. Na prawdę się bałem, ale zaraz sam uzyskałem odpowiedź na pytania zadawane na przemian przez naszą całą czwórkę, a mianowicie miałem wizję, taką samą jak mój dzisiejszy sen.

 Wizja przedstawiała to do czego wcale nie powinno dojść, a jednak Taemin miał rację. Heechul się wygadał i teraz cała szkoła mówiła tylko o mnie. Ale to nie wszystko, bo własnie widziałem jak nie za duży tłum biegł w naszą stronę i to przed nim Tae musiał uciekać. Przeważnie były to dziewczyny, chodź w tłumie można było dopatrzeć się i męskich twarzy. 

Bez zastanowienia złapałem Tae za rękę i pociągnąłem za sobą.
- Na co czekacie! Musimy uciekać! Wszyscy już wiedzą! - wydarłem się. Biegiem ruszyliśmy w stronę drzwi wyjściowych,ale jedna z grupek wyłoniła się nam na drodze.
- To on! Łapać go! Łapać dziwaka! - Darli się uczniowie. Zaczęliśmy biec w inną stronę, ale to i tak nic nie dało. Okrążyli nas, bałem się co mogą nam zrobić. Byłem zdenerwowany, a zarazem okropnie się bałem. Nie zorientowałem się nawet,że leżę teraz na podłodze, a moją głowę przeszywa okropny ból. Nagle wrzaski gdzieś znikły, jakbym nic nie słyszał, jakby nikogo obok mnie nie było. W mojej głowie ukazał się znów jakiś obraz. To było coś innego, ta wizja... ona była inna.... Dziwna? Bez sensu?

  Stałem na środku jakiegoś pustego pola. Panowała tam nieskazitelna czystość. Nagle z oddali zaczęła wyjawiać się jakaś postać w białym kapturze. Widziałem tylko uśmiech tej osoby. Nie był zły, czułem to. Osoba ta nie zdjęła jeszcze kaptura ze swej głowy, a ja już rozpoznawałem swojego ukochanego ojca. 
- Tato! 
- Dasz im radę, a potem uciekaj... - Nie rozumiałem jego słów. 
- Ale jak, przecież oni... jest ich więcej ode...- Nie dokończyłem, poczułem tylko dotyk mojego ojca na swojej piersi. Czułem jakby był na prawdę, jakby był żywy. Zrobiło mi się dziwnie gorąco. 
- Ja jestem z tobą, zawsze.... - rzekł. 

Nagle wszystko zniknęło. Ja podniosłem się z ziemi szeroko się uśmiechając. Nie był to przyjacielski uśmieszek. Nie mogłem tego opanować, coś we mnie wstąpiło, coś okropnie dziwnego. Czułem, że zaraz eksploduje. Co się ze mną działo? Sam się bałem. Kazałem chłopakom stanąć za mną. Jakaś siła podniosła moją prawą rękę i nagle poczułem jakby coś ze mnie ubywało. Cofnęło mnie w tył. Otworzyłem oczy, bo z przerażenia je przymknąłem i zobaczyłem, że cała grupka leżała po bokach korytarza daleko ode mnie.
- O kurwa!!! - Wydarł się Jonghyun. - Nie mówiłeś, że masz jeszcze takie moce! - złapał się za głowę. Nie bardzo wiedziałem co się stało.
- Ale co ja zrobiłem? - Byłem w szoku.
- Nie czas teraz na wytłumaczenia! Uciekajmy! - Pośpieszył nas Minho trzymający Tae za rękę. Wybiegliśmy ze szkoły. Ja wiedziałem jedno, już tam nie wrócę, nigdy, a Heechul pożałuje tego, ja już się o to postaram. Schowaliśmy się z chłopakami w jakimś parku. Jong, jak i reszta nadal byli w szoku.
- Serio nic nie pamiętasz? - spytał przestraszony, a zarazem zdziwiony Taemin.
- Co się stało?
- Stary! Ty normalnie najpierw upadłeś, a potem tak nagle wstałeś, wyciągnąłeś rękę o tak do przodu i ich wszystkich zmiotło, jakby przeszedł huragan! - Tłumaczył mi podekscytowany Dino pokazując jak to dokładnie wyglądało. Byłem w szoku. Cholera czy to było tylko chwilowe? Wyciągnąłem niepewnie rękę i machnąłem, ale nic się nie stało.
- Już tak nie mogę. Może tata....
- Co!? Widziałeś swojego ojca? - przerwał podekscytowany przyjaciel.
- Jakbym na chwilę poszedł do nieba... - tylko tak umiałem to wyjaśnić. To wszystko było dla mnie chore i bez sensu. Wszyscy wpatrywali się we mnie ze zdziwieniem.
- Wiem jak to brzmi... - mruknąłem pod nosem. Sam na ich miejscu bym nie uwierzył. No nie licząc naszego Dinusia, on był wprost zafascynowany całą tą sytuacją.
- A nie mówiłem.... - westchnął długowłosy.
- No mówiłeś... - Musiałem to przyznać. I tak prędzej czy później to by się wydało, tylko na prawdę było mi smutno, że stało to się aż tak szybko.
- Mówiłem wam, zabijmy go, a nie będzie problemu, ale wy nie... Oczywiście Kay wydarł się, że jestem bez serca! A to była jedyne poprawne rozwiązanie... - warknął.
- Uważasz, że to przeze mnie?
- Tak, mógłbyś chociaż raz się zamknąć i dać mi działać!
- To ty się zamknij! Nie kumam o co Ci ostatnio chodzi!
- A ja nie kumam Ciebie! Przypierdoli się taki i ci zasra całe życie! - Key nie wytrzymał i przywalił przyjacielowi z całej siły w twarz.
- Nie chce mieć z tobą już nic wspólnego głupi zasrańcu! Nie chce Cię znać! Sorry chłopaki, ale dopóki on tu jest ja się umywam. Informuj mnie Onew o wszystkim, będę starał się pomóc, ale na odległość, daleko od tego pieprzonego jaszczura.
- Uf! Na reszcie! A idź sobie! Wcale Cię nie potrzebuje! Już nawet się spakowałem, bo wiesz znaleźli dla mnie rodzinę zastępczą, a ty nadal będziesz głupią sierotą! - wykrzyczał mu jeszcze na odchodne. Co jak co, ale to musiało go okropnie zaboleć. Za to Jong zaczął się śmiać. Teraz to ja podszedłem i uderzyłam go w drugi policzek z całej siły. Po mnie zrobił to Taemin, a po Tae Minho.
- Sam jeszcze powinieneś jebnąć się z całej siły w łeb... - warknąłem. Na prawdę to nie ten sam Jong, którego poznałem na samym początku. Nie chciałem sobie wyobrażać jak teraz musi czuć się biedny Key.
Ta rozmowa z Jongiem jednak jest bardzo konieczna. Nie pozwolę, aby ich przyjaźń się rozpadła. Przecież z tego co wiem znają się od pieluchy. Wiadomo każdy przechodzi kryzys, ale temu kryzysowi trzeba jednak pomóc.
 Nie wiem jak chłopaki, ale ja jutro do szkoły nie wracam. Całą drogę do domu rozmyślałem jak to jutro będzie wyglądać.
- O czym tak rozmyślasz? - Spytał nagle Minho, gdy byliśmy już w połowie drogi. Westchnąłem ciężko i zatrzymałem się. Miałem już na prawdę wszystkiego dosyć.
- Nie potrzebnie was w to wszystkich wciągnąłem. Przeze mnie przyjaźń Key i Jonghyuna się rozwala, nie będziecie mieli teraz życia w szkole. Jutro wszyscy będą was wypytywać o mnie.
- A kto powiedział, że ja zamierzam wracać do szkoły?
- Co? Jak to? Zostawisz ich samych?
- Nie, oni też pewnie już tam nie wrócą.
- Minho co ty opowiadasz, a wasi rodzice? Przecież to nie jest takie łatwe. - Posmutniałem. Nie chciałem żeby mnie opuszczali tak na prawdę, ale też nie chciałem żeby przeze mnie mieli jakiekolwiek problemy. Co ja w ogóle pierdziele! Oni już je mieli. Kiepski ze mnie przyjaciel.
- Już się tak nie rozczulaj. Damy radę, nie można nam się załamywać. - Poklepał mnie po ramieniu i ruszyliśmy dalej.
 Następnego dnia jak zwykle wstałem wcześnie rano. Pierwszy raz nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Mój przyjaciel z którym mieszkałem w przeciwieństwie do mnie wiedział czym się dziś zajmiemy.
- To ty jeszcze w łóżku? Wstawaj! - Krzyknął, ściągając mnie z łóżka.
- Co mnie tak ciągniesz? Chyba nie powiesz, że....
- No tak! Idziemy do szkoły!
- Co?! - Na prawdę się przeraziłem, ale chwilę później miałem ochotę go normalnie zatłuc.
- Żartowałem.! - Roześmiał się promiennie. Rzadko widziałem uśmiech na jego twarzy. Widząc to kąciki moich warg same powędrowały ku górze. Nie protestowałem i wstałem, nie wiedząc co tak na prawdę nasz móżdżek wymyślił. Miałem się bać? A może wręcz przeciwnie?
- Co wykombinowałeś? - Spytałem zakładając na siebie koszulkę. Chłopak spojrzał na mnie jak na głupiego.
- Skoro nie idziemy do szkoły to chyba trzeba to jakoś wykorzystać, prawda?
- Mówiąc wykorzystać masz coś konkretnego na myśli? - Zadałem kolejne pytanie coraz bardziej się bojąc odpowiedzi.
- Dziś pójdziemy w okolice twojego domu. Obadamy teren czy ten koleś się nie kręci i jutro tam wrócimy jak będzie wszystko okej. - Wyjaśnił mi. Serce podeszło mi do gardła słysząc to, ale to chyba kiedyś musiało nastąpić i w sumie szkoda marnować dnia na głupie gadanie, trzeba działać. Czułem, że niedługo dowiem się prawdy, poznam te wszystkie sekrety i odetchnę, albo umrę z przerażenia.
- Powiadomiłeś chłopaków? - Spytałem.
- Tak, ale Key nie przyjdzie. Powiedział, że nie pojawi się nigdzie tam, gdzie będzie Dino. - westchnął krótko. - Wiadomo, że Jonghyun nie odpuści żadnej okazji, znasz go. Nawet jakby nie miał ochoty iść, poszedłby tylko dlatego, żeby zrobić Key na złość. Ja już z nimi nie mogę...
- Co to się porobiło... - pokiwałem głową. Serio o co im chodzi? Tego nie wie jak na razie nikt, ale spróbuje przycisnąć obu.
Przyszedł czas żeby już iść, więc ruszyliśmy w umówione miejsce, gdzie mieli na nas czekać nasi przyjaciele. Brakowało tylko Key.
- Szkoda tylko, że nie ma z nami... - Taemin nie zdążył dokończyć bo w słowo wszedł mu Jong.
- I dobrze, że nie ma... Przynajmniej jednej osoby mniej, która sra po gaciach. - Powiedział i spojrzał znacząco na Tae. W tym momencie i Minho się wkurzył.
- Masz coś do niego? - Kątem oka spojrzał na Tae, a zaraz wbił groźne spojrzenie w Jonga.
- A ty co go tak bronisz? Sam nie może odpowiedzieć? Zachowujesz się jakbyś był jego nadopiekuńczą matką. - Widziałem jak żabol zaciska powili pięść. - Albo przynajmniej jakbyś tak bardzo darzył go niezdrowym uczuciem, Minho to widać, przyznaj się... - parsknął. Chłopak nie wytrzymał i mu przywalił, że tamten opadł na ziemię.
- Przestańcie!!! - Wydarł się Taemin i zaczął odciągać Minho od przyjaciela. - Minho on ma racje!
- Co ty opowiadasz, Tae....
- Nie broń mnie więcej, nie chcę już być ciotą, która nie może sobie poradzić ze swoimi lękami i trzeba jej bronić przed wszystkim i przed wszystkimi... - Powiedział nieśmiało i pomógł Jongowi wstać.
- Możecie się już nie kłócić? To tylko wszystko komplikuje. - Byłem stanowczy i skarciłem ich wszystkich wzrokiem. - I ty Jong na serio ogarnij dupsko bo zaczynasz mnie wkurwiać... - Westchnąłem ciężko i ruszyłem dalej nie patrząc czy idą za mną, czy nadal tam stoją. Niedługo jednak dorównali mi kroku. Nikt nie chciał się odzywać i bardzo dobrze. Mieliśmy tam siedzieć cały dzień, więc na prawdę chciałem się odstresować. Nie dość, że miałem takie problemy to jeszcze oni się kłócili. Ah! To mnie tak denerwowało. Dlaczego wszystko musiało być takie skomplikowane??? Odpowiedź była prosta: Bo dotyczyło to mnie... Ja zawsze miałem to "głupie szczęście".
Gdy dotarliśmy na miejsce ukryliśmy się gdzieś niedaleko mojego domu i obserwowaliśmy uważnie. Przez wiele godzin nic się nie działo. Wydawało się, że facet już tu nie wraca, gdy spostrzegł, że mnie tam już nie ma od dłuższego czasu i na prawdę nie myliłem się. Nikt nie przyszedł aż do wieczora.
- Jutro tu wrócimy... - rzekł Minho i wstał. - Na co czekacie? Wracajmy już do domu. - Chłopak wyciągnął dłoń w stronę Tae. Widziałem, że on w pierwszej chwili waha się patrząc się na Dino, ale chyba nie mógł się powstrzymać i dał sobie pomóc. Od razu zauważyłem rumieńce na jego policzkach, gdy Minho się do niego uśmiechnął. Również się uśmiechnąłem sam do siebie, taki tam głupi odruch.
Wszyscy wróciliśmy do siebie, byłem wykończony i przemarznięty bo za lekko się ubrałem. Padłem jak zabity na łóżko i usnąłem tak szybko jak było to możliwe..... 



piątek, 21 listopada 2014

Jedna ze stron życia 8

Kurde żadnych komentarzy serio?! OH! Wy macie co czytać, a ja? :p

WPIS VIII

.... Chłopaki zostali trochę w tyle, przecież nie mogli ze mną iść dalej. Cholernie bałem się co zobaczę, jednak musiałem też grać zaskoczonego, jeżeli chłopak żyje. To będzie trudne ukryć takie emocje. Przed wejściem postanowiłem się odprężyć. Wziąłem parę głębokich wdechów i wszedłem do środka. Nie było jeszcze tak ciemno, to był jedyny plus. Całkowicie uspokoiłem się jednak, gdy nagle w mojej głowie ukazała się wizja. Heechul żył i siedział skrępowany tam gdzie go zostawiliśmy. Był przerażony i nie wiedział co się dzieje. Poszedłem w tamtą stronę z jedzeniem. Niby przypadkiem wszedłem do tej wielkiej sali. Zrobiłem udawaną zszokowaną minę i dla efektu wypuściłem torby, które trzymałem w dłoniach. Heechul spojrzał na mnie równie zdziwiony.
- Co ty tu... - Zacząłem, jednak dobrze wiedziałem co on tu robi. Podbiegłem do niego i udawałem wystraszonego. Odwiązałem mu usta i dalej grałem nieźle zdziwionego.
- Do cholery! Gdzie ja jestem!
- Kto Cię tu uwięził? - Spytałem
- A ja wiem! Pamiętam tylko, że jakiś koleś.... ał... - syknął i pokręcił głową. - Boli mnie głowa... Pamiętam tylko ten ból, a potem obudziłem się tu, związany....
- Co za koleś? Powiedz! On może być niebezpieczny! - Dobrze mi szło to odgrywanie. Miałem nadzieje, że chłopak się nie skapnie.
- Napisał mi, że też wie o twoich mocach.... - warknął.
- Co! Komu więcej powiedziałeś?! Miałeś siedzieć cicho! Obiecałeś!
- Ja mu nie powiedziałem głąbie!
- To skąd wie!?
- Ja nie wiem! Przyszedłem żeby się dowiedzieć, ale ktoś mnie zaatakował.... - Wyjaśnił, ale zaraz zrobił podejrzliwą minę. - A ty co tutaj robisz co? - Sparaliżowało mnie to pytanie.
- Ja tu przychodzę karmić bezdomne psy. - Odparłem. - Przychodzę tu raz w tygodniu.... To, że tu jesteś okropnie mnie zastanawia. - Bałem się, że chłopak mi nie uwierzy, ale tak jak mówił Jong on jest naiwny jak dziecko we mgle.
- Na co czekasz! Uwolnij mnie!
- Co? Z jakiej racji? Niech uwolni Cię ten, który Cię tutaj uwięził. - odparłem. - Mam pomagać swojemu prześladowcy? Sorry, ale ja przyniosłem tu tylko jedzenie dla głodnych psów. Masz szczęście, że przyszedłem bo by Cię pewnie zjadły, gdyby nie dostały jedzenia na czas. - Widziałem przerażenie w jego oczach. Mój plan działał i wszystko szło jak powinno.
- Ej no nie bądź taki - jęknął przerażony. Westchnąłem ciężko i udawałem, że się zastanawiam.
- Dobra.... - już sięgałem żeby go odwiązać, lecz zatrzymałem się na chwilę. - Ale pod jednym warunkiem.
 Chłopak zmarszczył brwi, spoglądając się na mnie.
- Ja nigdy nie spełniam warunków innych, oszalałeś? To inni spełniają moje warunki!
- No to miłego siedzenia w tym smrodzie, może ktoś kiedyś Cię tu znajdzie. - Powiedziałem i wstałem zaczynając powoli odchodzić, już na prawdę myślałem, że duma jest dla niego ważniejsza i nasz plan nie wypali, ale na szczęście zaraz usłyszałem nawet swoje imię.
- Onew.... Proszę.... - Zamarłem z wrażenia, odwróciłem się i podszedłem do niego z powrotem.
- O, umiesz nawet ładnie prosić? - zaśmiałem się cicho.
- Lepiej mów jaki jest ten warunek.. - westchnął bezradnie.
- To proste, przestaniesz mnie prześladować i nikomu nie powiesz o moich nadprzyrodzonych mocach. - Chłopak się trochę skrzywił, ale w ostateczności zgodził się. Nie wiedziałem czy mam mu wierzyć, czy nie.
- Ale jest jeszcze coś.
- No co? - Widać, że był niezadowolony, ale w ostateczności przytaknął.
- Jak nie dotrzymasz słowa, to cię z niszczę.
- Niby w jaki sposób.
- Myślisz, że człowiek,który ma nadprzyrodzone moce potrafi tylko przewidywać co się stanie, lub widzi co się teraz obecnie dzieje? - Chłopak spojrzał na mnie jeszcze bardziej przerażony. Oto mi właśnie chodziło, żeby się bał.
- Co??? Co jeszcze potrafisz?
- I myślisz, że ci powiem? Żebyś mnie tak szantażował? Śnisz, nie powiem Ci. To jak? Zastanów się.
Chłopak jeszcze chwilę myślał i w końcu zmiękł.
- Wygrałeś, nikomu nie powiem, ale już mnie uwolnij.
 Uwolniłem go tak jak obejmowała nasza umowa. Obiecał mi, więc go odwiązałem. Zostawiłem te torby tam i wyszedłem stamtąd jak najszybciej. Gdy upewniłem się, że chłopak nie idzie za mną skręciłem w uliczkę, gdzie stali moi przyjaciele.
- Zmiękł? - Od razu Jong zaczął się wypytywać. Ja tylko triumfalnie się uśmiechnąłem.
- Miałeś rację, nie wiedziałem, że to tak szybko pójdzie.
- No to na jakiś czas Heechula mamy z głowy i możemy zająć się zagadkową śmiercią twojego ojca. - odezwał się Minho. Poklepał mnie krótko po ramieniu i powiedział, że dobrze się spisałem.

 Wróciliśmy w końcu do swoich domów. Jak na dziś zrobiliśmy i tak dużo, a żeby iść do mojego domu, trzeba rozpatrzeć teren. Jak podejrzany typ nadal się tam kręci? Nie mogliśmy też opuszczać szkoły, co też było dla nas przeszkodą. Wielokrotnie myślałem o odejściu stamtąd, ale nie byłem pełnoletni. W sumie mama się mną nie interesowała, to gdybym przestał do niej chodzić też by się jakoś nie przejęła. Ale co z chłopakami? Przecież oni mają normalne życie.... Chyba, że... Sam będę działał gdy oni będą w szkole. To był pomysł, ale też sam się trochę bałem. Podzieliłem się jeszcze dziś pomysłem z Minho. Powiedział, że sam nie wpadł by na taki wspaniały pomysł. Byłem ciekawy co na to chłopaki... NO TAK! Zupełnie zapomniałem o biednym Key, miałem do niego iść.
- Słuchaj Minho ja lecę do Key, sprawdzę jak się trzyma. - Chłopak tylko skinął głową pogrążony w grze. Poszedłem do pobliskiego sierocińca, bo tam właśnie mieszkali razem Jong i Key. Zapukałem do jednego z pokoi. Key na mój widok strasznie się ucieszył i mnie przytulił.
- Bardzo zły jesteś na Jonghyuna? - spytałem.
- Kiedyś się tak nie zachowywał, mam wrażenie jakby stawał się bez serca, strasznie się zmienił, coraz częściej się kłócimy. On nic nie robi sobie z tego, że jestem smutny, że czasem przesadzi tak, że ryczę jak dziecko. Nie rozumiem go. - westchnął, a w jego oczach już zaczęły zbierać się łzy. Przytuliłem go mocno.
- Nie płacz, postaram się z nim o tym pogadać.
- Na prawdę? Nie wiem czy Ci się uda.... On na prawdę jest inny.
- Czuje, że to po części moja wina. - westchnąłem smutno. Taka była prawda, gdybym nie zamieszał im w życiu nadal by się przyjaźnili bez żadnych kłótni.
- Co ty opowiadasz. Dzięki tobie Taemin otworzył się na nowe znajomości, Minho przestał być takim ważniakiem.
I przeze mnie twoja przyjaźń z Jonghyunem może się rozwalić. - dodałem.
- No nie myśl o tych złych stronach, patrz ile dobrego zrobiłeś. Dzięki tobie Donghae i Eunhyuk już nie prześladują ludzi w szkole, Minho jest spokojniejszy i coraz częściej się uśmiecha.-
No tak, to co mówił Key było prawdą, chociaż wcześniej tego nie dostrzegałem. Lekko się uśmiechnąłem, ale nadal było mi przykro, że on musi tak przez to wszystko cierpieć. Miałem nadzieję, że chłopaki dojdą do jakiegoś porozumienia i po mojej rozmowie Jong chociaż trochę się ogranie. Nie mógł aż tak angażować się w to co się dzieje. Nie chciałem togo. Wiedziałem, że bardzo go to kręci, ale żeby miało to wpływ na przyjaźń? No raczej tego nie chciałem. Wytłumaczę mu to choćby miał się na mnie śmiertelnie obrazić. Jest dla mnie ważny, ale nie aż tak ważny jak  dla Key.
 Posiedziałem jeszcze chwilę u przyjaciela i w końcu musiałem wracać dopóki nie zrobiło się zbyt ciemno. Postanowiłem, że z Jongiem pogadam jutro w wolnej chwili. Jutro jeszcze go trochę poobserwuję i może uda mi się wywnioskować co jest na rzeczy. Na dziś koniec jakichkolwiek śledztw. Byłem cholernie zmęczony i jedyną rzeczą o jakiej teraz marzyłem, było ciepłe łóżko i coś pysznego do zjedzenia. Minho już trochę się o mnie martwił i czekał na mnie na tarasie. Będzie przypał od nadopiekuńczej żaby? A jednak się myliłem. Powiedział tylko, że cieszy się, że wróciłem cały i zdrowy. Uśmiechnąłem się tylko i weszliśmy do środka. Ciekaw byłem ile jeszcze będę mógł mieszkać u przyjaciela. Obawiałem się, że ten czas już mija. Gdzie się wtedy zapodzieje? Cholera, życie było bardziej skomplikowane niż mogłem sobie wyobrazić. Jutro już ostatni dzień szkoły i weekend. Cieszyłem się bo to oznacza dwa dni wolnego. Będziemy mogli zająć się naszą zagadką. Jak tylko zjadłem i położyłem się to natychmiast usnąłem. Byłem cholernie zmęczony całym tym dniem. W ogóle ostatnie dni i tygodnie strasznie mnie męczyły. Już sam nie wiem kiedy ostatnio porządnie się wyspałem.
 Nie sądziłem, że z każdym dniem będzie lżej, ale też nie sądziłem, że moje życie z dnia na dzień może zmienić się w gorszy koszmar.... Gdybym wiedział... Wcale nie chciałbym się budzić. Wszystko zaczęło się naprawdę komplikować.

niedziela, 9 listopada 2014

Jedna ze stron życia 7

Długo czekaliście, ale się doczekaliście~!~ hihi :D Idę pisać nexta xd 

WPIS VII

.... Tak jak mówiłem widziałem o czym myślał mój przyjaciel....
,, Zobaczyłem naszą całą piątkę. Ciągnęliśmy bezwładne ciało Heechula o zmroku. Oczywiście żył, ale był nieprzytomny. Zaciągnęliśmy go do jakiegoś starego, opuszczonego budynku, gdzie kiedyś był zakład przetworów rybnych. Miejsce to jest już opuszczone od tylu lat i przychodzą tam tylko bezdomne psy. Przywiązaliśmy tam natrętnego chłopaka i uciekliśmy... ,, z jednej strony to był dobry pomysł, ale przecież wiecznie nie będziemy mogli go tam trzymać. Przecież wiadomo, że policja zacznie węszyć.
- Ale Minho.... i tak go tam zostawimy bez jedzenia i picia? - Spytałem po chwili.
- Ale o czym wy mówicie? Co wy chcecie mu zrobić? - Dopytywał się przerażony Taemin. - Choi Minho wytłumacz mi co ty tam znów wymyśliłeś! - Podniósł głos.
- Nie gorączkuj się Tae,porwiemy Heechula. - Powiedziałem ze spokojem i szeptem, żeby nikt nie usłyszał.
- Że co! - wydarł się Key, na szczęście w odpowiednim momencie usta zatkał mu dłonią Jonghyun.
- Ależ to durny pomysł, a zarazem świetny. Tylko jak to zrobimy?
- To proste Jong.... Dziś w nocy musimy się na niego zaczaić i ogłuszyć. Tylko tak żeby nie zauważył, że go śledzimy. Potem niby przyjdziemy mu z pomocą i go wypuścimy, a on będzie miał dług wdzięczności. Zażądamy żeby milczał. - Wytłumaczył Minho.
- I ty serio myślisz, że on dotrzyma słowa? Błagam...- Taemin nie był do tego przekonany.
- Warto spróbować.
- Czy wyście wszyscy powariowali!
- Key, a masz inne wyjście?! Lepiej żeby się z niego wszyscy śmiali i dręczyli?! - Jong wreszcie powiedział coś mądrego.
W końcu po długich namowach Dino, Key zgodził się w  tym uczestniczyć. Było mi cholernie głupio, że pakuje chłopaków w takie kłopoty, ale z drugiej strony cieszę się, że nie jestem z tym wszystkim sam, że ktoś mnie wspiera. Cały czas żyłem w strachu o swoje życie i o to żeby oni nie mieli przeze mnie problemów. Gdyby coś im się stało nie wybaczył bym sobie tego nigdy.
Tak więc mieliśmy się spotkać wieczorem. O godzinie 18 byliśmy już w umówionym miejscu. Jonghyunowi udało się skombinować skądś numer do Heechula. Myśleliśmy teraz jak go zwabić do tego miejsca, a mianowicie pod opuszczony magazyn, gdzie kiedyś była przetwórnia ryb. W końcu napisaliśmy do niego sms'a. ,, Ja też wiem o mocach tego gluta... mnie też okłamał, jak chcesz się zemścić przyjdź do starej przetwórni ryb. Teraz. ,, 
- Jak myślisz uda się? -  Spytałem Dino jak jeszcze kończył pisać.
- No jasne, a co ma się nie udać. On jest naiwny jak dziecko we mgle.
Ukryliśmy się w kącie i czekaliśmy aż przyjdzie. Jong miał go ogłuszyć, a ja Key i Minho zaciągnąć do środka. Zadaniem  Taemina było pilnowanie czy nikt nie idzie. Na początku się bał i nie można było go namówić, ale Minho poszedł z nim na bok i udało mu się go jakoś przekonać. Jak? Tego nie wiem. Ważne, że chłopak w końcu się zgodził. Po jakimś czasie na miejsce dotarł Heechul. Zatrzymał się rozglądając dokoła. W tym czasie Jonghyun zaszedł chłopaka od tyłu i przywalił mu w głowę drewnianą deską, którą znalazł gdzieś wcześniej. Heechul padł jak bela. Wszyscy tam podbiegliśmy. Key był przerażony.
- Cholera Jong! Tak mocno go jebnąłeś... a jak go zabiłeś?
-Key nie przesadzaj, tylko pomóż bo zaraz się obudzi, a wtedy to już na prawdę będziemy mieli przesrane. - Powiedziałem i zacząłem podnosić chłopaka. Wnieśliśmy go na dużą, opuszczoną sale. Nieźle waliło tam szczątkami ryb. Zawiązaliśmy mu oczy, ręce do słupa i związaliśmy dokładnie nogi. Z głowy leciała mu krew. Jong na serio trochę przegiął z tym uderzeniem, ale teraz nie mieliśmy czasu żeby go opatrywać. Najprędzej jak to było możliwe zabraliśmy Tae i uciekliśmy stamtąd. Taemin cały czas nam panikował, ale Minho jakoś go uspokajał. Tak więc Heechula mieliśmy jak na razie z głowy, ale przecież nie na długo. Wyrzuciliśmy kartę z której napisaliśmy sms'a i ja i Minho ruszyliśmy do domu, a reszta w swoją stronę. Przez całą noc nie mogłem zmrużyć oka. Miałem wyrzuty sumienia. Wstałem rano okropnie zmęczony. Poszliśmy do szkoły, nie tylko ja wyglądałem na niewyspanego. Taemin miał normalnie wory pod oczami i Key też. Jong za to był wesoły i rozpromieniony, a Minho poważny jak zwykle, jednak gdy zobaczył twarz Tae od razu do niego podszedł.
- Nie spałeś? - Spytał pół szeptem.Chłopak kiwnął głową i westchnął. - Mówiłem ci, żebyś tak się nie zamartwiał. - Pogłaskał go po włosach. Widać było jak poważny Minho zawsze zmienia się pod wpływem Tae w czułego i nadopiekuńczego. Gdy chłopakowi tylko dzieję się krzywda z oczu Minho można wyczytać, że ma ochotę tę osobę zabić. Skoro go kocha to czemu mu tego nie powie. Przecież na pierwszy rzut oka widać, że oboje pałają do siebie uczuciem. Key też to chyba zauważył, bo bacznie się im przygląda.
No ale cóż. Teraz trzeba było wymyślić coś, żeby odnaleźć niby przypadkiem tego natręta. Poszedłem z tym problemem do Minho, on zawsze wiedział co zrobić, to był tak jakby mózg całej tej akcji. Powiedział, że pomyśli nad tym.
W szkole nie mogliśmy się skupić. Było po nas widać, szczególnie po Tae. On jak zwykle srał po gaciach. Jong jako jedyny się nie przejmował, ja nie wiem jak można być aż tak bezproblemowym. Czasem na prawdę mu zazdrościłem, ale taka osoba była nam potrzebna. Dzięki niemu tak szybko nikt z nas się nie załamywał.
- A jak on się tam wykrwawił? - Key zaczął panikować tak samo jak Taemin. No tak, jeszcze tego nam brakowało.
- Daj spokój, najwyżej się wykrwawi i po problemie, lepiej nawet dla Onew, bo nikt się nie dowie o jego zajebistych mocach.
- Jong! Bo jak Cię zaraz!.....
- Uspokójcie się do cholery! Jong ma racje nie możemy panikować, bo zaraz wyjdzie wszystko na jaw. Spiąć poślady i siedzieć cicho, no chyba, że chcecie narobić sobie niezłych problemów. - Widać, że Minho trochę się zdenerwował, ale rozumiałem go doskonale, też byłem trochę poddenerwowany tą sytuacją, a te cykory jeszcze to wszystko pogarszały. Czasem na prawdę miałem ochotę przywalić najmłodszemu w twarz tak, żeby się w końcu ogarnął, ale bałem się trochę Minho. W końcu na ostatniej przerwie żabol wymyślił jak niby znaleźć Heechula w tej starej przetwórni. Plan wydawał się banalnie prosty, ale i trochę bez sensu, bo co ja niby miałbym tam robić? Przecież nikt tam nie przychodzi i nagle zjawię się tam ja i go uratuje? To nie będzie trochę podejrzane? Zadałem te pytania przyjacielowi, ten podrapał się chwilę po głowie i widać było, że nad czymś intensywnie myśli.
- A może..... Wiem! - Aż podskoczyliśmy gdy Jonghyun wydarł się tak nagle. - Słuchajcie! Tam w tej opuszczonej hali jest wiele niedożywionych psów prawda?
- Prawda i co z tego?
- A więc, Onew pójdzie tam pod pretekstem nakarmienia piesków i niby przypadkowo zobaczy związanego Heechula.
- Hmmm, Dino to wspaniały pomysł, ale skąd my weźmiemy tyle żarcia dla tych psów? - Spytałem. Przecież tam było ich ze dwadzieścia i ogólnie kto by się nie bał wygłodniałych psów.
- Ile zamierzamy trzymać tam tego natręta?
- No nie wiem... Nie długo... Przecież zaraz zacznie szukać go policja, jego ojciec już pewnie się zamartwia, bo nie wrócił na noc, nie poszedł dziś do szkoły, o tym też pewnie wie.
- No to ja coś wykombinuje razem z Key.
- Co! Mnie w to nie mieszaj!
- Sorry stary, już jestem zamieszany. - Kay tylko naburmuszył policzki wiedział, że jest bezradny i też w tym tkwi. Cała ta sytuacja była jak wyrwana scena z jakiegoś kiepskiego filmu kryminalnego, gdzie my byliśmy porywaczami, a zaraz miała złapać nas policja. Na szczęście jeszcze do tego nie doszło i miałem nadzieje, że tak to się nie potoczy. Z resztą czuwał nad nami mój ojciec, przynajmniej tak myślę. Wizję też były bardzo pomocne, bo dzięki nim nie wpadaliśmy w większe problemy. Nawet to polubiłem, że je mam. Zacząłem czuć się taki wyjątkowy, inny niż zwykli ludzie, ważniejszy? Bo umiem przewidzieć co się stanie, lub zobaczyć co dzieje się gdzieś tam w danej chwili. To sprawiło nawet, że zacząłem patrzeć z góry na niektórych ludzi. Wiedziałem, że to złe i prędzej czy później prowadzi do zguby, ale tak mi się to podobało, że byłem inny niż zwyczajni ludzie. Nie powiedziałem przyjaciołom oczywiście o swoich przemyśleniach, bo mogło by ich to urazić, a są mi bardzo potrzebni. O nich tak nie myślałem, darzyłem ich szczególnym uczuciem i byłem im wdzięczny za to, że się nie wycofali, że brną ze mną w to samo gówno bez najmniejszego zastanowienia. Pomimo tego, że się boją. Oczywiście jak będą chcieli kiedyś odejść, zostawić mnie bo stwierdzą, iż mają dość, to zrozumiem to. Może ich nie podziwiałem za to co dla mnie robią, ale na pewno było mi o wiele lżej i dziękowałem im co dzień za to, że w ogóle przy mnie są. Często zastanawiałem się jakby moje życie potoczyło się gdybym się tu nie przeprowadził. Pewnie tata by żył, nie miałbym tych wszystkich problemów, ale z drugiej strony nie poznałbym tak wspaniałych przyjaciół. Ale ile mnie to musiało kosztować, żeby ich zdobyć... Teraz nie mam ani kochającego ojca, ani matki. Tej to akurat mi nie brakowało. Ja tęskniłem za tą czułą, kochającą kobietą. Ona była moją mamą, nie ta oschła, wstrętna i bezwzględna kobieta, która przez ostatnie lata zatruwała moje życie i życie mojego taty. Na prawdę mój żywot na tej ziemi nie należał do najłatwiejszych. Czasem zazdrościłem takiemu Minho lub Tae. Mieli wszystko, rodzice ich kochali, mieli w pewnym sensie normalne życie. Dlaczego w pewnym? Bo ja im je trochę zacząłem komplikować. Oczywiście miałem wyzuty sumienia, bo wiedziałem, że może to się dla nas wszystkich źle skończyć, ale na prawdę ich potrzebowałem, a oni chcieli mi pomagać. Kto by przypuszczał, że nastolatkowie będą zmuszeni stawiać czoła takim wyzwaniom. Jakie plany ma los z nami związane? Do czego to wszystko doprowadzi? Na te pytanie, jak i na wiele innych nie było odpowiedzi, przynajmniej teraz. Czas pokarze, teraz trzeba kierować swoim życiem tak, żeby nie żałować potem podjętych decyzji, żeby nikt nie ucierpiał. Może i brzmi to bardzo prosto, ale tak się tylko wydaje. Kierować życiem nie jest wcale łatwo, prawie nikomu to się nie udaję. Zawsze staje coś na drodze. Mi już stanęło, wszystko obróciło się o 180 stopni, całkiem inną stronę. Nie wiem czy kiedyś uda mi się wyjść na prostą, czas pokarze. Na razie postanowiłem skupić się na teraźniejszości. Pomysł Jonghyuna z odnalezieniem Heechula był na prawdę, chyba jedynym, dobrym pomysłem, ale musiałem iść tam sam, a przecież ja boję się tych wygłodniałych psów. Dumałem tak jeszcze przez połowę lekcji, aż w końcu wyrwał mnie z niej siedzący obok mnie Key. 
- Onew, a jak te psy zjadły już Heechula, bo były tak głodne?- No tak o tym nikt z nas nie pomyślał. Psy miałyby ucztę, a do tego zachęcała je świeża krew, cieknąca z tyłu jego głowy. Serce podeszło mi do gardła. A co jeśli znajdę tam rozszarpanego chłopaka? A co gorsza wejdę akurat wtedy, gdy psy będą się nim żywiły? O tym nikt z nas nie pomyślał. Jak najszybciej postanowiłem załatwić te żarcie i pobiec tam zaraz po szkole. Gdy wyszliśmy z budynku podzieliłem się z nimi tym co powiedział mi Key. Taemin pisnął przerażony, ale za to Jonghyun nic sobie z tego nie zrobił. 
- Dajcie spokój... Przesadzacie. Jak psy go zjedzą to nawet lepiej, nie? Resztki byśmy zakopali albo spalili i po problemie. - Parsknął. Byłem w szoku, ze Jong wcale się tym nie przejął. On uważał, że takie życie mu odpowiada. Według niego teraz dzieje się wreszcie coś ciekawego. Key nie wytrzymał i palnął go z całej siły w głowę. 
- Kiedy ty dorośniesz! Myślisz, że to wszystko jest takie zajebiste!? To koszmar, a ty jesteś bez serca, ty głupi jaszczurze! - Chłopak nieźle się wkurzył i wyminął nas. Nie było wcale nic dziwnego, że Jonghyun nic, a nic się tym nie przejął. Spojrzałem na niego z pogardą, ale nikt tego nie widział. Postanowiłem się już więcej nie odzywać. Wiedziałem, że Key jest bardzo wrażliwy, trochę było mi go szkoda w tym momencie. Postanowiłem, że jak już będzie po wszystkim, gdy uwolnię natręta, to pójdę do niego. Nasz przyjaciel nie pokazał się do końca dnia. Nadszedł czas żeby iść uwolnić mojego prześladowce. Okropnie się bojąc razem z przyjaciółmi ruszyliśmy w stronę opuszczonych magazynów....