Nie wiem co napisać..... mogę tylko zdradzić, że opowiadanie będzie składało się z dwóch części. :D Co wy na to xd
WPIS VI
Pobiegłem z całych sił przed siebie. Było cholernie ciemno i zimno. Miałem na sobie tylko koszulkę i bluzę. Z tego przerażenia nie wiedziałem w którą mam biec stronę. Czułem za sobą czyjąś obecność i nie myliłem się. Gdy odwróciłem się na chwile za siebie spostrzegłem biegnącą za mną postać. Biegnąc przed siebie na rozdrożu dróg znów ukazał mi się mój ojciec. Do cholery co to wszystko ma znaczyć?! Wskazał mi kierunek w którym mam dalej uciekać, nie wiedząc czy to dobry pomysł pobiegłem tam gdzie wskazywał. Po niedługim czasie dotarłem do jakichś starych magazynów. Schowałem się w mrocznym zakątku i nie wychodziłem z niego przez długi czas. Miałem krótką wizję.Ten typ już sobie poszedł, ale ja nadal okropnie się bałem.
W kieszeni zadzwonił mój telefon. Gdy zerknąłem na ekran i zobaczyłem, że to Minho, natychmiast odebrałem.
- Halo, Onew? Nic ci nie jest?!
- Uciekłem... Gonił mnie. - Mówiłem nadal szeptem obawiając się, że może wrócić.
- Gdzie jesteś?
- W starych magazynach... Minho boje się... - Pisnąłem do słuchawki. To co się działo wokół mnie... tego było po prostu za dużo.
- Nic się nie bój. Już po ciebie jadę. Gdy zadzwonię odbierz, a ja ci powiem gdzie masz wyjść. Na razie siedź tam gdzie siedzisz. - Powiedział i rozłączył się. Przez ten czas zastanawiało mnie to, że gdy uciekałem przed tym zabójcą ani razu się nie potknąłem i nie wywróciłem. Czyżbym nie był już tak niezdarny jak kiedyś? A może ja rzeczywiście mam te MOCE, jak twierdzi Jonghyun. Myśląc tak aż łzy zebrały mi się do oczu. Co to kurwa jest... Czy ja nie mogę być zwykłym nastolatkiem? Czemu akurat ja muszę uciekać przed dziwnymi ludźmi, którzy nie wiadomo czego ode mnie chcą? Czemu w głowie widzę te dziwne wizje?! Sądziłem, że chyba nikt nie może być bardziej nieszczęśliwy ode mnie. W kieszeni znów zadzwonił mój telefon. Otarłem łzy i odebrałem.
- Onew?
- hmm.. - zamruczałem tylko. Nie mogłem się odezwać, bo ponownie bym się rozpłakał.
- Jestem przy pierwszym magazynie, gdzie siedzisz? - Spytał. Ja złapałem głęboki oddech i wydusiłem z siebie.
- Gdzieś na środku.
- Nie bój się. Wyjdź na środek żebym mógł cię zobaczyć.
Zrobiłem jak kazał W oddali zobaczyłem świecący reflektor, który z każdą chwilą był coraz bliżej mnie. Chwileczkę później Minho zatrzymał swój motor obok mnie.
- Wsiadaj, szybko.
- Gdzie mnie zabierzesz? Spytałem przerażony, a serce o mało nie rozrywało mojej piersi.
- Jak to gdzie, do siebie. Wciśniemy kit moim rodzicom, że twoja mama wyjechała w delegacje i nie miałeś gdzie zamieszkać. To rozwiążę sprawę na parę dni.
- A moje zeszyty? Ubrania? Książki?
- Wrócimy tam po nie, ale nie dziś. Jutro przed szkołą tam wstąpimy.
Wsiadłem więc na motor i ruszyliśmy w stronę domu chłopaka. Jego mama przywitała mnie z uśmiechem i czułością, czego brakowało mi już od wielu lat. Dawno nikt nie był dla mnie tak uprzejmy. Miałem wyrzuty sumienia, że muszę okłamywać tą miłą kobietę, ale nic innego nie wchodziło w grę. Po zjedzeniu kolacji Minho zaprowadził mnie do swojego pokoju. Pomieszczenie które zajmował nie było za duże, ani za małe. W sam raz jak dla jednej osoby. Było tam wszystko co potrzebne między innymi: łóżko, biurko, szafa i półka na zeszyty książki i płyty. Skromnie, lecz bardzo przytulnie. Widać było, że Minho to miłośnik piłki nożnej. Całe ściany oklejone były plakatami reprezentacji różnych krajów. Zauważyłem około 4 piłki, ale myślę, że chłopak na pewno miał ich więcej. Na ścianie na przeciwko łóżka wisiał wielki telewizor. Wszystko idealnie do siebie pasowało.
- Siadaj, a ja zaraz wrócę. - Nagle usłyszałem głos przyjaciela. Usiadłem na łóżku i czekałem. Rozglądając się nadal zauważyłem nie za dużą fotografię na biurku pod książkami. Taemin? Po co Minho zdjęcie Tae? Do tego definitywnie widać było, że było robione z ukrycia. Ah... Czyżby oni do siebie coś mieli, ale żaden nie chce się przyznać? Na razie postanowiłem o to nie pytać. Usiadłem z powrotem na łóżku, a po chwili wrócił też Minho.
- Masz, to coś na uspokojenie. - Powiedział i wręczył mi tabletkę i szklankę wody mineralnej. Od razu zażyłem i po jakimś czasie poczułem się nieco spokojniejszy. Skorzystałem z łazienki i postanowiłem, że pójdę już spać i o niczym już dziś nie będę myślał. Minho nie pytał o nic, chociaż wiedziałem, że bardzo chce zadać mi mnóstwo pytań.
- Kładź się. - poklepał swoje łóżko.
- A ty? Gdzie będziesz spał? - Spytałem.
- Ja prześpię się na podłodze.
- Nie możesz spać na podłodze. Przecież nie zostaje tu tylko na dziś.
- Wiem, jutro coś wymyślimy. Nie martw się i idź spać. - Powiedział i położył się na legowisku obok łóżka. Również się położyłem. Było mi głupio, że zajmuję mu łóżko. Wtuliłem się w poduszkę i niemal natychmiast zasnąłem. Dziś miałem na szczęście spokojną noc, bo nie śnił mi się żaden sen, ale i tak nie spałem doskonale. Tyle przeżyć w tak krótkim czasie to zbyt wiele.
Rano zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy do mojego domu po parę moich rzeczy. Serce ze strachu podchodziło mi do gardła. Szybko się spakowałem i ruszyliśmy do szkoły. Natychmiast opowiedziałem swoją historię reszcie przyjaciół. Taemin ze strachu zrobił się blady, Jonghyun stał z otwartymi ustami i robił wielkie oczy, a Key odetchnął z ulgą i popatrzył z wdzięcznością w stronę Minho.
- O ja.... Ale dlaczego ten kolo cie ściga? On musi mieć coś wspólnego ze śmiercią twojego ojca. Może twoją mamę też dopadł i teraz zostałeś mu tylko ty...
- Jong zamkniesz się w końcu! - Skarcił go Key, posyłając mordercze spojrzenie.
- A jak inaczej to wytłumaczyć?
- Może idź na policję...- zaproponował Taemin, ale jak by to wyglądało....
- I co powiem? Panie władzo mam dziwne wizję, w których ukazuje mi się mój zmarły ojciec i jego zabójca... Wierzył byś w to?
- Ja tak!
- Jonghyun błagam cię... - Westchnąłem przeczesując ręką włosy. Czasem jego zachowanie mnie irytowało, ale jakoś specjalnie nie mogłem się o to gniewać. W końcu przerwa się skończyła i musieliśmy iść na lekcję. Muszę się jakoś podciągnąć w nauce bo nie chce nie zdać. Dziś znów dostałem złą ocenę bo całkiem zapomniałem o sprawdzianie. Nauczyciel prosił żeby przyszła moja matka, ale przecież nie powiem mu, że gdzieś zniknęła. W sumie to nie wiedziałem co miałem zrobić w tym momencie. Długo przecież nie da się tego ukrywać i w końcu prawda o tym, że nie mam pojęcia gdzie jest wyjdzie na jaw.
- Jakoś to będzie.. - pocieszał mnie Key, ale co mi po takim pocieszeniu jak wszystko zaczyna się komplikować.
- Musisz jak najszybciej odszukać swoją matkę i spróbować z nią pogadać.
- Gdyby to było takie łatwe... - westchnąłem. Kolejne problemy dopiero się szykowały. Podbiegł do mnie wściekły Heechul.
- Ty kłamco! - Złapał mnie za kołnierz. Jeszcze tego brakowało żeby on skapnął się, że wciskam mu kity. - I co teraz mi powiesz?!
- Mówiłem, że nie mogę wywołać wizji! - Odkrzyknąłem nie zważając na tłum.
- Może trochę ciszej... - szepnął Taemin.
- Słuchaj no proroku! - Zmroził mnie wzrokiem i wykrzywił usta co oznaczało, że jest wściekły i że jakiś kit nie wypalił. - Jeszcze raz wciśniesz mi jakiś kit to cała szkoła się dowie o tym jakim jesteś psycholem... - warknął i puścił mnie. Wskazał na mnie palcem i pogroził. - Więc radzę ci się postarać. Przyjdę jutro.... Czekaj na mnie...- Zacząłem poważnie się bać i wiedziałem, że nie ucieknę przed tym. On odszedł zupełnie opanowany. Ja bezradny upadłem na podłogę i podkuliłem nogi podpierając na nich głowę.
- Cholera..- jęknął Jong.
- Co teraz? - westchnął Tae.
- Nie możemy dopuścić, żeby on to rozpowiedział.... - zaczął Minho...
- Co masz na myśli? - Spytał Taemin podejrzliwie się na niego spoglądając. On widział w jego oczach, że coś tam knuje.
- Mam jeden pomysł, ale to bardzo ryzykowne....
- Minho przerażasz mnie... - Podniosłem głowę spoglądając na niego i nagle znów miałem wizję pokazującą o czym myśli chłopak. To co zobaczyłem trochę mnie przeraziło, ale po chwili zastanowienia i ja stwierdziłem, że to chyba jedyny sposób....
- Ja już wiem...
- Ale jak... co... miałeś wizje? - Dopytywał się Jonghyun. - Kiwnąłem tylko głową na znak, że ma rację. Minho miał szalony pomysł, ale za to mogło na dłuższą chwilę zatrzymać Heechula, a mianowicie zobaczyłem....
Opowiadania One- shoty Yaoi... dla każdego coś fajnego ;p
niedziela, 12 października 2014
poniedziałek, 29 września 2014
Jedna ze stron życia 5
Sorki, że tak rzadko dodaję kolejne części, ale ta nauka.... Musicie zrozumieć :D
WPIS V
~ On żył, razem byliśmy akurat na spacerze. Mama zachowywała się jak kiedyś. Była miła i kochająca. Te czasy były dla mnie najszczęśliwszym okresem dzieciństwa. Oboje się kochali, byliśmy szczęśliwi, ale zaraz rodzinnej sielanki znikł i pojawiły się te czasy, gdy mama tak naglę się zmieniła. Piękny sen przeobraził się w najgorszy koszmar. Zawsze zadawałem sobie pytanie: " Dlaczego ona taka się stała?", lecz nie dostawałem na nie odpowiedzi. Chwilę które spędzałem z tatą na długich rozmowach... To on nauczył mnie jak być dobrym, nie takim jak mama. Zawszę powtarzał, że mama nas nie zrozumie, że zawsze już będziemy dla niej inni. Co miał na myśli mówiąc to?... Obraz zawszę się rozmazywał i ukazywał się ten dzień w którym mój ukochany tata umarł. Znów zobaczyłem postać w kapturze. Teraz mogłem za nim podążyć. Dziwny ktoś rozmawiał z kimś przez telefon. - Tak załatwione... Nikogo... do zobaczenia... - słyszałem tylko te słowa. Nagle obok mnie stanął ojciec i wskazał ręką na tą osobę. Nieznajomy już zdejmował kaptur, lecz nie mogłem dostrzec twarzy. Od razu się obudziłem... ~
Co to miało znaczyć? Zastanawiałem się. Pierwszy raz przyśniła mi się ta dalsza część snu. Czy to oznacza, że niedługo dowiem się kim jest ten dziwny "ktoś"? Kim była ta zakapturzona postać? Nie miałem pojęcia. Byłem przekonany w 99%, że mój ojciec został zamordowany i że to ten koleś jest za to odpowiedzialny. Nasuwało mi się jeszcze więcej pytań. Czemu to zrobił? Ktoś mu zlecił zabicie mojego taty? I najważniejsze pytanie. Czemu nie mogę wejść do gabinetu taty, wtedy gdy wchodzi tam ten okropny typ? Zupełnie nie wiedziałem co mam myśleć. Zadzwoniłem szybko po Minho, Taemina, Key i Jonghyuna. Wszyscy przybyli prawie w równym czasie. Musiałem się streszczać, gdyż moja matka mogła w każdej chwili tu przyjść. Opowiedziałem im więc ów dziwny sen. Jonghyun jak zwykle podniecony zaczął szukać jakiegoś sensownego wytłumaczenia i odpowiedzi na moje pytania. Taemin trochę się przestraszył przez co wtulił się delikatnie w ramię Minho.
- To twój ojciec pokazał ci zabójcę!
- Tak Jong, ale nadal nie wiem kim jest ta osoba.
- Hmm... Skoro nikogo nie było w domu, nawet twojego taty, to jak ta osoba, która weszła na chwilę do gabinetu twojego taty mogła go zabić skoro go nie było? - Zastanawiał się Jong.
- Właśnie to nie ma sensu... - Jęknął Key.
- Ależ ma sens... - Mruknął zamyślony jak zawsze Minho.
- Minho.. - Pisnął Tae. - Przerażająco brzmisz....
- Ma sens. To, ze nikogo nie było.... Żeby sprawdzić moje przypuszczenia musimy dostać się do gabinetu twojego taty Onew.
- To będziemy robić śledztwo? - Podjarał się Dino.
- Ale jak? Matka zabrał klucz.
- Dlaczego?- Spytał zawiedziony podjarany detektyw. ( chodzi o Jonghyuna XD)
- Nie wiem, może nie chce żebym o nim myślał.
- Albo coś ukrywa... - Stwierdził Minho. Dreszcz przeszył moje ciało.
- Moja matka? Nie gadaj głupot. Przecież kiedyś bardzo się kochali.
- No właśnie KIEDYŚ - Rzekł żabol drapiąc się po brodzie.
- W sumie Minho ma rację. Po co zamykałaby gabinet? Coś tam musi być. - Westchnął Jong.
- Więc musimy się tam jakoś dostać- Rzekł Key.
- Ale jak? - Spytał Taemin.
- To proste. - Odrzekłem. - Musimy znaleźć klucz.
- Zajmie to wieki. - Westchnął zrezygnowany Tae, nadal opierając się o ramię Minho.
- Może i trwać wieki, ja nie zrezygnuje, chce w końcu poznać to pieprzoną prawdę...- Złapałem się za głowę. Miałem na prawdę dość. Ta cała sytuacja zmuszała mnie do myślenia cały czas o tacie. Nie mogłem skupić się na niczym innym. Wspomnienia bolały i z każdym dniem robiło się to bardziej tajemnicze. Nie dość, że ten problem z rozwikłaniem zagadki mnie dręczył, to jeszcze w szkole Heechul i tych dwóch; Donghae i Eunhyuk. Moje życie nie należało do najłatwiejszych. Do tego wciągam w to swoich przyjaciół i matka znęca się nade mną. Jak tu nie mieć wszystkiego dość? Może powinienem uciec i tak to wszystko zostawić? Pomyślałem, a razem z tą myślą w mojej głowie ukazała się kolejna wizja.
" Stałem na cmentarzu... To była dość dziwna wizja, ale to była odpowiedź na moje pytanie. Byłem przykuty do nagrobka taty. Chyba nie chciał żebym tak to zostawił. Spojrzałem na zdjęcie, które wisiało na nagrobku. Wydawało mi się, że tata kiwał do mnie głową na znak, że się nie zgadza..."
A jednak nie mogłem uciec. Musiałem doprowadzić tę sprawę do końca. Ale jak? Co prawda Minho ma dobry pomysł ze znalezieniem klucza, ale gdzie zacząć?
Chłopaki poszli, a ja zostałem znów sam. Chyba przeszperałem cały dom. Zaglądałem dosłownie wszędzie, ale nic z tego, klucza jak nie było tak nie ma. Usiadłem na fotelu w salonie i po prostu zacząłem płakać. Nie miałem już na to wszystko siły. Kiedy mi to minie? A jak nigdy? Co wtedy?
- Ja mam do cholery dopiero 15 lat! Co ja wiedzieć mam o życiu!- Wydarłem się wypełniając pustkę w domu. Miałem nadzieje, że ojciec mnie teraz słyszy. - Czemu mi każesz szukać sprawcy! - Byłem wściekły. Siedziałem jeszcze z dobrą godzinę w salonie nad niczym nie myśląc, aż w końcu poczułem, że zrobiłem się głodny. Podszedłem do lodówki...
No ale cóż... Nic w niej nie było. Matka jadła na mieście, a mną wcale się nie przejmowała. do cholery! Jak ona może!
- Czemu tak naglę się zmieniała... - mruknąłem smutno pod nosem. Czy to może rzez tatę? Czy tego feralnego dnia, aż tak bardzo się pokłócili, że i mnie znienawidziła? Ale dlaczego ja? Nie wiem w czym jej zawiniłem, przecież byłem grzecznym dzieckiem. hmmm... to jednak na razie zostanie pod wielkim znakiem zapytania. Co teraz zrobić? Iść żebrać do sąsiadów o kawałek chleba? To żałosne, ale na prawdę nic innego mi nie pozostało. Pomyślałem jeszcze chwilę i w końcu zadzwoniłem do Key. Czemu do niego? Bo to on z naszej piątki był najbardziej opiekuńczy i wiem, że nie będzie się śmiał.
- Hallo? Key?
- O! Onew! Co jest? Znalazłeś już klucz?
- Nie o to chodzi...
- A o co w takim razie?
- Aż wstyd mi cię o to prosić... Mam problem.
- Skoro masz problem to dobrze trafiłeś, mów.
- Matka zaczęła mnie tak zaniedbywać, że nie wraca do domu, a ja nie mam co jeść. Jestem głodny.... Nie masz czegoś? Mogą być nawet resztki obiadu....
- Hmmm... Mieszkam w domu dziecka, ale coś skombinuje. Będę u ciebie za jakieś pół godziny. Wytrzymasz? - Spytał.
- Wytrzymam - Powiedziałem - Tylko nie mów nikomu, proszę.
- Jasne. Pogadamy jak przyjdę ok? Czekaj na mnie. Postaram się być jak najszybciej.
Odłożyłem słuchawkę i czekałem aż przyjaciel przyniesie mi coś do jedzenia. Matka na serio nie miała serca. Zanim Key do mnie dotarł postanowiłem, że muszę podjąć jakąś pracę, aby przeżyć bo inaczej umrę z głodu. Usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem je i zobaczyłem w progu swojego przyjaciela z koszykiem przysmaków.
- Key! Skąd ty to wszystko wziąłeś?! - Spytałem zaskoczony i odebrałem koszyk z jego rąk.
- Nie pytaj się, tylko wcinaj, a resztę zostaw sobie na później. - Powiedział uśmiechając się do mnie.
- Proszę powiedz. Mam dosyć tych tajemnic. - Poprosiłem zajadając się bułką i kawałkiem kurczaka.
- No dobra, zakosiłem to z kuchni, kucharkom.
- Ale przeze mnie teraz jakieś dziecko nie zje obiadu.
- Nie martw się stary. Zawsze zostaje i albo dają to bezdomnym, albo robią coś z tego na następny dzień. - Powiedział. Trochę się uspokoiłem.
- Mogę ci przynosić codziennie śniadanie do szkoły i coś na obiad.
- Dzięki Key! Jesteś niesamowity. - Uściskałem go mocno. W koszyku były kawałki kurczaka, bułki, trochę zupy w słoiku i owoce. Zjadłem trochę, a resztę schowałem do lodówki. Mama i tak nie wróci pewnie znów na noc, to tego nie zauważy. Key musiał już znikać więc zostałem ponownie sam. Robił się już wieczór, więc postanowiłem się wykąpać i trochę odpocząć. Oglądałem właśnie telewizję gdy nagle światło zgasło.
- No szlak by to.... - Mruknąłem pod nosem. Podskoczyłem przestraszony gdy nagle zobaczyłem jakiś cień za oknem. Schowałem się za kanapę i podczołgałem się do drzwi wejściowych, aby je zamknąć. Wszystkie okna były pozamykane, więc chyba nikt by nie wszedł. Zadzwoniłem do Minho. On potrafił opanować sytuację. Kazał mi się uspokoić i powiedział żebym się nie bał. Nasza rozmowę w połowie przerwała wizja.
" Zobaczyłem zakapturzoną postać, tą samą wychodzącą z gabinetu mojego ojca. "
Wytrzeszczyłem oczy.
- Minho... - Szepnąłem.
- Tak?
- To ten sam koleś, który wychodził z gabinetu... Miałem wizję...
- Onew.... Uciekaj... - Powiedział, a ja natychmiast posłuchałem go i zerwałem się z miejsca.....
WPIS V
~ On żył, razem byliśmy akurat na spacerze. Mama zachowywała się jak kiedyś. Była miła i kochająca. Te czasy były dla mnie najszczęśliwszym okresem dzieciństwa. Oboje się kochali, byliśmy szczęśliwi, ale zaraz rodzinnej sielanki znikł i pojawiły się te czasy, gdy mama tak naglę się zmieniła. Piękny sen przeobraził się w najgorszy koszmar. Zawsze zadawałem sobie pytanie: " Dlaczego ona taka się stała?", lecz nie dostawałem na nie odpowiedzi. Chwilę które spędzałem z tatą na długich rozmowach... To on nauczył mnie jak być dobrym, nie takim jak mama. Zawszę powtarzał, że mama nas nie zrozumie, że zawsze już będziemy dla niej inni. Co miał na myśli mówiąc to?... Obraz zawszę się rozmazywał i ukazywał się ten dzień w którym mój ukochany tata umarł. Znów zobaczyłem postać w kapturze. Teraz mogłem za nim podążyć. Dziwny ktoś rozmawiał z kimś przez telefon. - Tak załatwione... Nikogo... do zobaczenia... - słyszałem tylko te słowa. Nagle obok mnie stanął ojciec i wskazał ręką na tą osobę. Nieznajomy już zdejmował kaptur, lecz nie mogłem dostrzec twarzy. Od razu się obudziłem... ~
Co to miało znaczyć? Zastanawiałem się. Pierwszy raz przyśniła mi się ta dalsza część snu. Czy to oznacza, że niedługo dowiem się kim jest ten dziwny "ktoś"? Kim była ta zakapturzona postać? Nie miałem pojęcia. Byłem przekonany w 99%, że mój ojciec został zamordowany i że to ten koleś jest za to odpowiedzialny. Nasuwało mi się jeszcze więcej pytań. Czemu to zrobił? Ktoś mu zlecił zabicie mojego taty? I najważniejsze pytanie. Czemu nie mogę wejść do gabinetu taty, wtedy gdy wchodzi tam ten okropny typ? Zupełnie nie wiedziałem co mam myśleć. Zadzwoniłem szybko po Minho, Taemina, Key i Jonghyuna. Wszyscy przybyli prawie w równym czasie. Musiałem się streszczać, gdyż moja matka mogła w każdej chwili tu przyjść. Opowiedziałem im więc ów dziwny sen. Jonghyun jak zwykle podniecony zaczął szukać jakiegoś sensownego wytłumaczenia i odpowiedzi na moje pytania. Taemin trochę się przestraszył przez co wtulił się delikatnie w ramię Minho.
- To twój ojciec pokazał ci zabójcę!
- Tak Jong, ale nadal nie wiem kim jest ta osoba.
- Hmm... Skoro nikogo nie było w domu, nawet twojego taty, to jak ta osoba, która weszła na chwilę do gabinetu twojego taty mogła go zabić skoro go nie było? - Zastanawiał się Jong.
- Właśnie to nie ma sensu... - Jęknął Key.
- Ależ ma sens... - Mruknął zamyślony jak zawsze Minho.
- Minho.. - Pisnął Tae. - Przerażająco brzmisz....
- Ma sens. To, ze nikogo nie było.... Żeby sprawdzić moje przypuszczenia musimy dostać się do gabinetu twojego taty Onew.
- To będziemy robić śledztwo? - Podjarał się Dino.
- Ale jak? Matka zabrał klucz.
- Dlaczego?- Spytał zawiedziony podjarany detektyw. ( chodzi o Jonghyuna XD)
- Nie wiem, może nie chce żebym o nim myślał.
- Albo coś ukrywa... - Stwierdził Minho. Dreszcz przeszył moje ciało.
- Moja matka? Nie gadaj głupot. Przecież kiedyś bardzo się kochali.
- No właśnie KIEDYŚ - Rzekł żabol drapiąc się po brodzie.
- W sumie Minho ma rację. Po co zamykałaby gabinet? Coś tam musi być. - Westchnął Jong.
- Więc musimy się tam jakoś dostać- Rzekł Key.
- Ale jak? - Spytał Taemin.
- To proste. - Odrzekłem. - Musimy znaleźć klucz.
- Zajmie to wieki. - Westchnął zrezygnowany Tae, nadal opierając się o ramię Minho.
- Może i trwać wieki, ja nie zrezygnuje, chce w końcu poznać to pieprzoną prawdę...- Złapałem się za głowę. Miałem na prawdę dość. Ta cała sytuacja zmuszała mnie do myślenia cały czas o tacie. Nie mogłem skupić się na niczym innym. Wspomnienia bolały i z każdym dniem robiło się to bardziej tajemnicze. Nie dość, że ten problem z rozwikłaniem zagadki mnie dręczył, to jeszcze w szkole Heechul i tych dwóch; Donghae i Eunhyuk. Moje życie nie należało do najłatwiejszych. Do tego wciągam w to swoich przyjaciół i matka znęca się nade mną. Jak tu nie mieć wszystkiego dość? Może powinienem uciec i tak to wszystko zostawić? Pomyślałem, a razem z tą myślą w mojej głowie ukazała się kolejna wizja.
" Stałem na cmentarzu... To była dość dziwna wizja, ale to była odpowiedź na moje pytanie. Byłem przykuty do nagrobka taty. Chyba nie chciał żebym tak to zostawił. Spojrzałem na zdjęcie, które wisiało na nagrobku. Wydawało mi się, że tata kiwał do mnie głową na znak, że się nie zgadza..."
A jednak nie mogłem uciec. Musiałem doprowadzić tę sprawę do końca. Ale jak? Co prawda Minho ma dobry pomysł ze znalezieniem klucza, ale gdzie zacząć?
Chłopaki poszli, a ja zostałem znów sam. Chyba przeszperałem cały dom. Zaglądałem dosłownie wszędzie, ale nic z tego, klucza jak nie było tak nie ma. Usiadłem na fotelu w salonie i po prostu zacząłem płakać. Nie miałem już na to wszystko siły. Kiedy mi to minie? A jak nigdy? Co wtedy?
- Ja mam do cholery dopiero 15 lat! Co ja wiedzieć mam o życiu!- Wydarłem się wypełniając pustkę w domu. Miałem nadzieje, że ojciec mnie teraz słyszy. - Czemu mi każesz szukać sprawcy! - Byłem wściekły. Siedziałem jeszcze z dobrą godzinę w salonie nad niczym nie myśląc, aż w końcu poczułem, że zrobiłem się głodny. Podszedłem do lodówki...
No ale cóż... Nic w niej nie było. Matka jadła na mieście, a mną wcale się nie przejmowała. do cholery! Jak ona może!
- Czemu tak naglę się zmieniała... - mruknąłem smutno pod nosem. Czy to może rzez tatę? Czy tego feralnego dnia, aż tak bardzo się pokłócili, że i mnie znienawidziła? Ale dlaczego ja? Nie wiem w czym jej zawiniłem, przecież byłem grzecznym dzieckiem. hmmm... to jednak na razie zostanie pod wielkim znakiem zapytania. Co teraz zrobić? Iść żebrać do sąsiadów o kawałek chleba? To żałosne, ale na prawdę nic innego mi nie pozostało. Pomyślałem jeszcze chwilę i w końcu zadzwoniłem do Key. Czemu do niego? Bo to on z naszej piątki był najbardziej opiekuńczy i wiem, że nie będzie się śmiał.
- Hallo? Key?
- O! Onew! Co jest? Znalazłeś już klucz?
- Nie o to chodzi...
- A o co w takim razie?
- Aż wstyd mi cię o to prosić... Mam problem.
- Skoro masz problem to dobrze trafiłeś, mów.
- Matka zaczęła mnie tak zaniedbywać, że nie wraca do domu, a ja nie mam co jeść. Jestem głodny.... Nie masz czegoś? Mogą być nawet resztki obiadu....
- Hmmm... Mieszkam w domu dziecka, ale coś skombinuje. Będę u ciebie za jakieś pół godziny. Wytrzymasz? - Spytał.
- Wytrzymam - Powiedziałem - Tylko nie mów nikomu, proszę.
- Jasne. Pogadamy jak przyjdę ok? Czekaj na mnie. Postaram się być jak najszybciej.
Odłożyłem słuchawkę i czekałem aż przyjaciel przyniesie mi coś do jedzenia. Matka na serio nie miała serca. Zanim Key do mnie dotarł postanowiłem, że muszę podjąć jakąś pracę, aby przeżyć bo inaczej umrę z głodu. Usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem je i zobaczyłem w progu swojego przyjaciela z koszykiem przysmaków.
- Key! Skąd ty to wszystko wziąłeś?! - Spytałem zaskoczony i odebrałem koszyk z jego rąk.
- Nie pytaj się, tylko wcinaj, a resztę zostaw sobie na później. - Powiedział uśmiechając się do mnie.
- Proszę powiedz. Mam dosyć tych tajemnic. - Poprosiłem zajadając się bułką i kawałkiem kurczaka.
- No dobra, zakosiłem to z kuchni, kucharkom.
- Ale przeze mnie teraz jakieś dziecko nie zje obiadu.
- Nie martw się stary. Zawsze zostaje i albo dają to bezdomnym, albo robią coś z tego na następny dzień. - Powiedział. Trochę się uspokoiłem.
- Mogę ci przynosić codziennie śniadanie do szkoły i coś na obiad.
- Dzięki Key! Jesteś niesamowity. - Uściskałem go mocno. W koszyku były kawałki kurczaka, bułki, trochę zupy w słoiku i owoce. Zjadłem trochę, a resztę schowałem do lodówki. Mama i tak nie wróci pewnie znów na noc, to tego nie zauważy. Key musiał już znikać więc zostałem ponownie sam. Robił się już wieczór, więc postanowiłem się wykąpać i trochę odpocząć. Oglądałem właśnie telewizję gdy nagle światło zgasło.
- No szlak by to.... - Mruknąłem pod nosem. Podskoczyłem przestraszony gdy nagle zobaczyłem jakiś cień za oknem. Schowałem się za kanapę i podczołgałem się do drzwi wejściowych, aby je zamknąć. Wszystkie okna były pozamykane, więc chyba nikt by nie wszedł. Zadzwoniłem do Minho. On potrafił opanować sytuację. Kazał mi się uspokoić i powiedział żebym się nie bał. Nasza rozmowę w połowie przerwała wizja.
" Zobaczyłem zakapturzoną postać, tą samą wychodzącą z gabinetu mojego ojca. "
Wytrzeszczyłem oczy.
- Minho... - Szepnąłem.
- Tak?
- To ten sam koleś, który wychodził z gabinetu... Miałem wizję...
- Onew.... Uciekaj... - Powiedział, a ja natychmiast posłuchałem go i zerwałem się z miejsca.....
sobota, 30 sierpnia 2014
Jedna ze stron życia 4 cz2
Przepraszam, że jest na części, ale pół rozdziału mi się opublikowało, a potem kliknęłam i mi się wszystko usunęło muszę połowę pisać od nowa :C
WPIS IV cz II
... Heechul nachodził mnie coraz częściej. Od naszego spotkania na korytarzu minęło już ponad miesiąc czasu. Myślałem, że jak przekazuje mu fałszywe przepowiednie w które wierzył odczepi się ode mnie, ale on chciał więcej. Nie wiedziałem już co mam mu mówić. Jonghyun pomagał mi, wpadał na, na prawdę wspaniałe pomysły. W sumie nie wiedziałem, że chłopak będzie aż tak w to wierzył. A jak zorientuję się? Co wtedy? Powie całej szkole... Nie wiem co wtedy zrobię, a mamie raczej nie będę o tym wspominał i tak miała mnie w dupie.
Pewnego dnia postanowiłem przyjść wcześniej do domu. Mamy jeszcze nie było. Chciałem wejść do gabinetu taty, ale był zamknięty, co bardzo mnie zdziwiło. Mama go zamknęła? Ale po co? Przecież nie wiedziała, że chodzę na cmentarz. I tak nie zapytam się jej bo w końcu już nigdy do niego nie wejdę. Temat ojca był w domu tematem tabu- zakazanym. Szukałem oczywiście kluczyka, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć. No cóż, pewnie matka go zabrała ze sobą, albo porządnie schowała. Poszedłem do siebie na górę. Dzień zleciał mi szybciej niż myślałem. Wieczorem gdy kładłem się spać mamy jeszcze nie było. Wracała teraz bardzo późno, ciekawe co robiła do tej godziny....
Gdy usnąłem znów miałem dziwną wizję.
To była jedna z wielu sytuacji, w których Eunhyuk i Donghae próbowali się na mnie zemścić. Znów ujrzałem siebie mającego wizję. Wizja w wizji? Byłem przerażony. Próbowałem dogonić postać, ale ona tak jak poprzednimi razy znikała gdy tylko się zbliżyłem. Dziwny ktoś doprowadził mnie do knujących coś chłopaków, a zaraz potem ujrzałem siebie ostrzegającego swoich przyjaciół przed tym co planują Eunhyuk i Donghae. Przerażony się obudziłem. Kim była postać? Czy to ta sama tajemnicza postać, która weszła wtedy do naszego domu? Nie potrafiłem tego określić. To przez tego kogoś miałem te wizje? Nie rozumiałem. Ale czemu nie widziałem postaci w tych wizjach w szkole, czy gdziekolwiek? Tylko zawsze w nocy. Zaczęło mnie to zastanawiać. Nie zasnąłem już tej nocy. Głowę znów miałem pełną pytań. Z tego powodu byłem zmęczony i następnego dnia poszedłem do szkoły zupełnie zmarnowany. Dostałem zły stopień, a do tego uwagę za spanie na lekcji koreańskiego. No pięknie będę miał przesrane jak mama się o tym dowie. Postanowiłem na razie o tym nie myśleć i opowiedziałem wszystko chłopakom. Minho myślał jak zwykle szukając racjonalnego rozwiązania, ale tym razem mu się nie udało. Jong słuchał z uwagą, podekscytowany jak zwykle. Taemin nie wiedział o co w tym może chodzić... On bardzo nie chciał mi wierzyć. Twierdził, że mam może za bardzo rozbudowaną wyobraźnię. Nie dość, że miałem mętlik w głowie, to jeszcze Heechul się napatoczył. Sprzedałem mu kolejną bujdę. Postanowiłem jakoś go unikać, ale nie wiedziałem jak. Miałem już tego serdecznie dosyć. Chciałem stąd uciec i już nie wrócić, ale co ja mogłem zrobić? Nic, zupełnie nic. Po szkole poszedłem na cmentarz, żeby podzielić się zmartwieniami z ojcem. Przesiedziałem tam dobre trzy godziny. W końcu zaczęło strasznie wiać i padać, więc musiałem ewakuować się do domu. Pech chciał, ze mama już była w domu. Miałem nieźle przerąbane... Uziemiła mnie do końca następnego miesiąca, czyli będzie jakieś 40 dni... eh mój los bywał ciężki. Na szczęście musiałem chodzić do szkoły, a tam mogłem spotkać się z przyjaciółmi. (...)
- Musimy to jakoś rozwikłać...- Stwierdził w końcu Minho, gdy szliśmy ze szkoły.
- Niby jak głupa żabo... Wiemy tylko, że Onew ma wizje i czasem wizje w wizjach.... Nie wiemy skąd się biorą, tak na prawdę nie mamy punktu zaczepienia... - Jong był na prawdę tym rozczarowany. On tak bardzo chciał wiedzieć skąd mi się to bierze.
- Może przypomnij sobie od kiedy się to zaczęło? Może miałeś podobne "coś" gdy byłeś mały?- Key próbował, ale też nie miał racji. Te wizje nie były od zawsze.
- One pojawiły się... - Przerwałem na chwilę. - Po śmierci mojego ojca... - mruknąłem.
- A może to on daje ci takie znaki?
- Jonghyun przestań bo się boje!- Pisnął Taemin i odruchowo złapał dłoń Minho, co zauważyłem. Ku mojemu zdziwieniu jego przyjaciel też ją ścisnął i nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Czyżby on wiedział o uczuciach przyjaciela? A może on sam..... A z resztą teraz to mało ważne... Musiałem się skupić na tych skomplikowanych wizjach.
- Pomyśl Onew.... Nic nie czujesz? Nic przed tym jak się to zaczęło się nie wydarzyło? - Nalegał Jonghyun abym sobie coś przypomniał, ale ja miałem pustkę w głowię.
- Nie wiem, na prawdę. - Posmutniałem. - Dlaczego ja... - wymamrotałem pod nosem.
- Nie martw się - Przytulił mnie Key. On zawsze umiał pocieszyć mnie po tych przygnębiających sytuacjach. - Zobaczysz znajdziemy odpowiedź na te wszystkie pytania, tylko przypomnij sobie każdy szczegół i dziel się z nami wszystkimi informacjami, nawet tymi które uznasz za mało ważne. - Posłałem mu ciepły uśmiech. W końcu trzeba było się rozejść, więc powędrowałem do swojego domu. Byłem jak zwykle sam. Codziennie sprawdzałem czy gabinet taty jest otwarty, ale nic z tego. Próbowałem sobie przypomnieć jak to wszystko się zaczęło. Nic nie przychodziło mi do głowy. Postanowiłem więc, że na dziś koniec tego myślenia. Odrobiłem wszystkie zaległe prace domowe, ale w głowie i tak nasuwały mi się pytania... Skąd? Dlaczego? Po co? Czemu to ja musiałem tak się męczyć?... Czytając lekturę na łóżku już nie mogłem i zmęczony usnąłem. Nie spodziewałem się, że akurat teraz przyśni mi się coś co jest warte uwagi... Często miewałem taki sam sen myśląc, że jest spowodowany tym, że tęsknie... Nie miałem pojęcia jeszcze przez długi czas, że to bardzo istotna sprawa.... Mianowicie śnił mi się tata, a dokładnie....
WPIS IV cz II
... Heechul nachodził mnie coraz częściej. Od naszego spotkania na korytarzu minęło już ponad miesiąc czasu. Myślałem, że jak przekazuje mu fałszywe przepowiednie w które wierzył odczepi się ode mnie, ale on chciał więcej. Nie wiedziałem już co mam mu mówić. Jonghyun pomagał mi, wpadał na, na prawdę wspaniałe pomysły. W sumie nie wiedziałem, że chłopak będzie aż tak w to wierzył. A jak zorientuję się? Co wtedy? Powie całej szkole... Nie wiem co wtedy zrobię, a mamie raczej nie będę o tym wspominał i tak miała mnie w dupie.
Pewnego dnia postanowiłem przyjść wcześniej do domu. Mamy jeszcze nie było. Chciałem wejść do gabinetu taty, ale był zamknięty, co bardzo mnie zdziwiło. Mama go zamknęła? Ale po co? Przecież nie wiedziała, że chodzę na cmentarz. I tak nie zapytam się jej bo w końcu już nigdy do niego nie wejdę. Temat ojca był w domu tematem tabu- zakazanym. Szukałem oczywiście kluczyka, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć. No cóż, pewnie matka go zabrała ze sobą, albo porządnie schowała. Poszedłem do siebie na górę. Dzień zleciał mi szybciej niż myślałem. Wieczorem gdy kładłem się spać mamy jeszcze nie było. Wracała teraz bardzo późno, ciekawe co robiła do tej godziny....
Gdy usnąłem znów miałem dziwną wizję.
To była jedna z wielu sytuacji, w których Eunhyuk i Donghae próbowali się na mnie zemścić. Znów ujrzałem siebie mającego wizję. Wizja w wizji? Byłem przerażony. Próbowałem dogonić postać, ale ona tak jak poprzednimi razy znikała gdy tylko się zbliżyłem. Dziwny ktoś doprowadził mnie do knujących coś chłopaków, a zaraz potem ujrzałem siebie ostrzegającego swoich przyjaciół przed tym co planują Eunhyuk i Donghae. Przerażony się obudziłem. Kim była postać? Czy to ta sama tajemnicza postać, która weszła wtedy do naszego domu? Nie potrafiłem tego określić. To przez tego kogoś miałem te wizje? Nie rozumiałem. Ale czemu nie widziałem postaci w tych wizjach w szkole, czy gdziekolwiek? Tylko zawsze w nocy. Zaczęło mnie to zastanawiać. Nie zasnąłem już tej nocy. Głowę znów miałem pełną pytań. Z tego powodu byłem zmęczony i następnego dnia poszedłem do szkoły zupełnie zmarnowany. Dostałem zły stopień, a do tego uwagę za spanie na lekcji koreańskiego. No pięknie będę miał przesrane jak mama się o tym dowie. Postanowiłem na razie o tym nie myśleć i opowiedziałem wszystko chłopakom. Minho myślał jak zwykle szukając racjonalnego rozwiązania, ale tym razem mu się nie udało. Jong słuchał z uwagą, podekscytowany jak zwykle. Taemin nie wiedział o co w tym może chodzić... On bardzo nie chciał mi wierzyć. Twierdził, że mam może za bardzo rozbudowaną wyobraźnię. Nie dość, że miałem mętlik w głowie, to jeszcze Heechul się napatoczył. Sprzedałem mu kolejną bujdę. Postanowiłem jakoś go unikać, ale nie wiedziałem jak. Miałem już tego serdecznie dosyć. Chciałem stąd uciec i już nie wrócić, ale co ja mogłem zrobić? Nic, zupełnie nic. Po szkole poszedłem na cmentarz, żeby podzielić się zmartwieniami z ojcem. Przesiedziałem tam dobre trzy godziny. W końcu zaczęło strasznie wiać i padać, więc musiałem ewakuować się do domu. Pech chciał, ze mama już była w domu. Miałem nieźle przerąbane... Uziemiła mnie do końca następnego miesiąca, czyli będzie jakieś 40 dni... eh mój los bywał ciężki. Na szczęście musiałem chodzić do szkoły, a tam mogłem spotkać się z przyjaciółmi. (...)
- Musimy to jakoś rozwikłać...- Stwierdził w końcu Minho, gdy szliśmy ze szkoły.
- Niby jak głupa żabo... Wiemy tylko, że Onew ma wizje i czasem wizje w wizjach.... Nie wiemy skąd się biorą, tak na prawdę nie mamy punktu zaczepienia... - Jong był na prawdę tym rozczarowany. On tak bardzo chciał wiedzieć skąd mi się to bierze.
- Może przypomnij sobie od kiedy się to zaczęło? Może miałeś podobne "coś" gdy byłeś mały?- Key próbował, ale też nie miał racji. Te wizje nie były od zawsze.
- One pojawiły się... - Przerwałem na chwilę. - Po śmierci mojego ojca... - mruknąłem.
- A może to on daje ci takie znaki?
- Jonghyun przestań bo się boje!- Pisnął Taemin i odruchowo złapał dłoń Minho, co zauważyłem. Ku mojemu zdziwieniu jego przyjaciel też ją ścisnął i nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Czyżby on wiedział o uczuciach przyjaciela? A może on sam..... A z resztą teraz to mało ważne... Musiałem się skupić na tych skomplikowanych wizjach.
- Pomyśl Onew.... Nic nie czujesz? Nic przed tym jak się to zaczęło się nie wydarzyło? - Nalegał Jonghyun abym sobie coś przypomniał, ale ja miałem pustkę w głowię.
- Nie wiem, na prawdę. - Posmutniałem. - Dlaczego ja... - wymamrotałem pod nosem.
- Nie martw się - Przytulił mnie Key. On zawsze umiał pocieszyć mnie po tych przygnębiających sytuacjach. - Zobaczysz znajdziemy odpowiedź na te wszystkie pytania, tylko przypomnij sobie każdy szczegół i dziel się z nami wszystkimi informacjami, nawet tymi które uznasz za mało ważne. - Posłałem mu ciepły uśmiech. W końcu trzeba było się rozejść, więc powędrowałem do swojego domu. Byłem jak zwykle sam. Codziennie sprawdzałem czy gabinet taty jest otwarty, ale nic z tego. Próbowałem sobie przypomnieć jak to wszystko się zaczęło. Nic nie przychodziło mi do głowy. Postanowiłem więc, że na dziś koniec tego myślenia. Odrobiłem wszystkie zaległe prace domowe, ale w głowie i tak nasuwały mi się pytania... Skąd? Dlaczego? Po co? Czemu to ja musiałem tak się męczyć?... Czytając lekturę na łóżku już nie mogłem i zmęczony usnąłem. Nie spodziewałem się, że akurat teraz przyśni mi się coś co jest warte uwagi... Często miewałem taki sam sen myśląc, że jest spowodowany tym, że tęsknie... Nie miałem pojęcia jeszcze przez długi czas, że to bardzo istotna sprawa.... Mianowicie śnił mi się tata, a dokładnie....
Jedna ze stron życia 4 cz1
WPIS IV cz I
Zastanawiało mnie to co zobaczyłem w swojej ,, wizji" a jednocześnie przeraziło. Kim była tajemnicza postać? Czemu była w naszym domu, wtedy kiedy nikogo w nim nie było? Złodziej? Jak umarł tata? Tyle pytań kłębiło mi się w głowie.
Do rana już nie spałem. Poszedłem do szkoły i podzieliłem się swoim snem z resztą przyjaciół.
- No jak! Na sto procent ty masz moce!!! MOCE! MOCE! - Darł się Jong przed budynkiem szkoły.
- Jonghyun opanuj dupę! To wcale nie jest zabawne i nie mam żadnych mocy! - Wydarłem się na niego, a on zaraz zamilkł.
- Ale jak to inaczej wytłumaczyć? - Za Jongiem stanął Taemin, no co jak co, ale tego się nie spodziewałem.
- Następny.... - Mruknąłem rozczarowany. - Niedługo wszyscy zrobicie ze mnie dziwoląga...
- Ale Onew, ty już jesteś dziwolągiem, bo tylko ty masz takie wizje. - No tak Jong jak zwykle był bardzo szczery. Mówił to co myślał, za co chciałem mu czasem na prawdę przyłożyć. Zmroziłem go tylko wzrokiem i westchnąłem ciężko.
- Nie kłóćcie się... - Poprosił spokojnie Minho. On jako jedyny milczał. Było widać, że nad czymś się zastanawia. Weszliśmy do szkoły bo niedługo miały zacząć się zajęcia. Nie spodziewałem się, że to będzie aż tak trudny dzień.....
Po lekcji historii zdziwiło mnie to, że Heechul, ten którego wszyscy się boją i ten który do nikogo się nie odzywa, podszedł do mnie i pociągnął za ramię. Jak szedł prosto na mnie trochę się przestraszyłem, jednak gdy dotknął mnie swoją ręką zaraz strach gdzieś prysł. Moje ciało opanował spokój.
- Kim ty do cholery jesteś?- Spytał mnie przez zaciśnięte zęby. Nie wiedziałem o co może mu chodzić.
- O co ci chodzi? Nie rozumiem.
- Nie kłam... Co to za moce... Wizje? Co ty odpierdalasz?- Patrzył na mnie wytrzeszczonymi oczami. Zamarłem, skąd on wiedział o wizjach? Jong.... nie to nie możliwe.
- Co ty pleciesz... - jęknąłem.
- Wiem co słyszałem... - warknął groźnie. - Przepowiadasz przyszłość?
- Nie... Co ty opowiadasz... - Odparłem, jednak chłopak nie uwolnił mnie z uścisku.
- Nie kłam, słyszałem wasze rozmowy. Słuchaj nikomu nie powiem...., ale musisz mi przepowiadać przyszłość.
- Ale ja nie potrafię.. - wyjąkałem.
- Nie kłam... albo będziesz to robił, albo cała szkoła dowie się jakim jesteś dziwolągiem. Wtedy nie będziesz miał spokoju nawet na lekcjach... - Powiedział i pokazał mi nagranie na którym wyraźnie były nagrane moje rozmowy z chłopakami. Byłem w pułapce. Musiałem coś wymyślić, tylko co? Nie mogłem powiedzieć tego mamie... Nie ufałem jej, a po za tym wyśmiałaby mnie. Chłopak mnie puścił i poszedł w swoją stronę. Cała sytuacja trwała tylko chwilę i nikt tego nawet nie zauważył. Zaraz odnalazłem przyjaciół i zabrałem ich w bardziej ustronne miejsce.
- A mówiłem Jong żebyś się tak nie darł! - Skarcił go Key.
- Uspokójcie się. - Powiedział jak zawsze spokojny i opanowany Minho. - Trzeba to jakoś rozwiązać. - Dodał. Taemin wyglądał na przerażonego, bo był on ofiarą Heechula przez długi czas.
- On ci nie odpuści... - Mruknął smutno.
- Taemin.. nie martw się. - Pocieszał go Minho. - Na razie staraj się go unikać, a jak cię już dopadnie wciskaj mu jakieś głupstwa. Nic innego nie możesz zrobić.
- A nie możesz wywołać tych wizji? - Spytał Jonghyun.
- Ja nawet nie potrafię ich kontrolować...- mruknąłem. - Cholera...- Czy to oznaczało, że teraz nie będę miał spokojnego życia? Ohh gdyby tylko mój ojciec żył na pewno powiedziałby mi co mam robić. (...)
Coraz więcej czasu zaczęliśmy spędzać razem w piątkę. Wiedzieliśmy o sobie coraz więcej. Tworzyła się pomiędzy nami niewidzialna więź. Wizje też pojawiały się częściej, ale nie były one warte uwagi... Uratowałem babcię przed potrąceniem, miałem nawet wizję jak mama wraca wcześniej do domu, gdy byłem na cmentarzu u taty, dzięki czemu udało mi się wcześniej wrócić. Heechulowi kłamałem jak z nut, bo nie umiałem wywołać wizji na zawołanie. Na szczęście jeszcze się nie zorientował, ale długo to nie potrwa. Przywykłem do tego przeszywającego bólu, który zawsze mi towarzyszył jak ukazywały mi się te wszystkie sytuację. Opanowałem to trochę i już nie mdlałem. Umiałem też dobrze ukryć to że znów coś zobaczyłem, jednak nie przed Jongiem. On normalnie był moim fanem. Wiedział o mnie wszystko... Widział kiedy mam te wizje... Nie wiem jak on to robił. Przestał powtarzać mi, że mam super moce, ale i tak tak twierdził. Uważał mnie za bohatera, a ja już miałem tego dosyć. Eunhyuk i Donghae uprzykrzali nam życie jak tylko się dało. A raczej próbowali, bo ja zawsze miałem ostrzegawcze widzenia. Skąd? Dlaczego? Na te odpowiedzi niestety nie było odpowiedzi.
Jeżeli chodzi o uczucia Taemina do Minho... Wiem, że to trochę z innej beczki, ale Taemin zaczął się trochę zdradzać. Przynajmniej ja to zauważyłem. Był zazdrosny o swojego przyjaciela i nawet czasem zdarzyło mu się unieść, krzyknąć, nawet płakał na widok Minho. Postanowiłem z nim porozmawiać w najbliższym czasie i wyjawić, ze wiem o co chodzi. Chciałem mu pomóc. Minho był zamknięty w sobie i nie okazywał emocji, więc nic nie mogłem stwierdzić. Wiedziałem tylko, że bardzo lubi swojego długowłosego przyjaciela najbardziej z nas wszystkich.
Zastanawiało mnie to co zobaczyłem w swojej ,, wizji" a jednocześnie przeraziło. Kim była tajemnicza postać? Czemu była w naszym domu, wtedy kiedy nikogo w nim nie było? Złodziej? Jak umarł tata? Tyle pytań kłębiło mi się w głowie.
Do rana już nie spałem. Poszedłem do szkoły i podzieliłem się swoim snem z resztą przyjaciół.
- No jak! Na sto procent ty masz moce!!! MOCE! MOCE! - Darł się Jong przed budynkiem szkoły.
- Jonghyun opanuj dupę! To wcale nie jest zabawne i nie mam żadnych mocy! - Wydarłem się na niego, a on zaraz zamilkł.
- Ale jak to inaczej wytłumaczyć? - Za Jongiem stanął Taemin, no co jak co, ale tego się nie spodziewałem.
- Następny.... - Mruknąłem rozczarowany. - Niedługo wszyscy zrobicie ze mnie dziwoląga...
- Ale Onew, ty już jesteś dziwolągiem, bo tylko ty masz takie wizje. - No tak Jong jak zwykle był bardzo szczery. Mówił to co myślał, za co chciałem mu czasem na prawdę przyłożyć. Zmroziłem go tylko wzrokiem i westchnąłem ciężko.
- Nie kłóćcie się... - Poprosił spokojnie Minho. On jako jedyny milczał. Było widać, że nad czymś się zastanawia. Weszliśmy do szkoły bo niedługo miały zacząć się zajęcia. Nie spodziewałem się, że to będzie aż tak trudny dzień.....
Po lekcji historii zdziwiło mnie to, że Heechul, ten którego wszyscy się boją i ten który do nikogo się nie odzywa, podszedł do mnie i pociągnął za ramię. Jak szedł prosto na mnie trochę się przestraszyłem, jednak gdy dotknął mnie swoją ręką zaraz strach gdzieś prysł. Moje ciało opanował spokój.
- Kim ty do cholery jesteś?- Spytał mnie przez zaciśnięte zęby. Nie wiedziałem o co może mu chodzić.
- O co ci chodzi? Nie rozumiem.
- Nie kłam... Co to za moce... Wizje? Co ty odpierdalasz?- Patrzył na mnie wytrzeszczonymi oczami. Zamarłem, skąd on wiedział o wizjach? Jong.... nie to nie możliwe.
- Co ty pleciesz... - jęknąłem.
- Wiem co słyszałem... - warknął groźnie. - Przepowiadasz przyszłość?
- Nie... Co ty opowiadasz... - Odparłem, jednak chłopak nie uwolnił mnie z uścisku.
- Nie kłam, słyszałem wasze rozmowy. Słuchaj nikomu nie powiem...., ale musisz mi przepowiadać przyszłość.
- Ale ja nie potrafię.. - wyjąkałem.
- Nie kłam... albo będziesz to robił, albo cała szkoła dowie się jakim jesteś dziwolągiem. Wtedy nie będziesz miał spokoju nawet na lekcjach... - Powiedział i pokazał mi nagranie na którym wyraźnie były nagrane moje rozmowy z chłopakami. Byłem w pułapce. Musiałem coś wymyślić, tylko co? Nie mogłem powiedzieć tego mamie... Nie ufałem jej, a po za tym wyśmiałaby mnie. Chłopak mnie puścił i poszedł w swoją stronę. Cała sytuacja trwała tylko chwilę i nikt tego nawet nie zauważył. Zaraz odnalazłem przyjaciół i zabrałem ich w bardziej ustronne miejsce.
- A mówiłem Jong żebyś się tak nie darł! - Skarcił go Key.
- Uspokójcie się. - Powiedział jak zawsze spokojny i opanowany Minho. - Trzeba to jakoś rozwiązać. - Dodał. Taemin wyglądał na przerażonego, bo był on ofiarą Heechula przez długi czas.
- On ci nie odpuści... - Mruknął smutno.
- Taemin.. nie martw się. - Pocieszał go Minho. - Na razie staraj się go unikać, a jak cię już dopadnie wciskaj mu jakieś głupstwa. Nic innego nie możesz zrobić.
- A nie możesz wywołać tych wizji? - Spytał Jonghyun.
- Ja nawet nie potrafię ich kontrolować...- mruknąłem. - Cholera...- Czy to oznaczało, że teraz nie będę miał spokojnego życia? Ohh gdyby tylko mój ojciec żył na pewno powiedziałby mi co mam robić. (...)
Coraz więcej czasu zaczęliśmy spędzać razem w piątkę. Wiedzieliśmy o sobie coraz więcej. Tworzyła się pomiędzy nami niewidzialna więź. Wizje też pojawiały się częściej, ale nie były one warte uwagi... Uratowałem babcię przed potrąceniem, miałem nawet wizję jak mama wraca wcześniej do domu, gdy byłem na cmentarzu u taty, dzięki czemu udało mi się wcześniej wrócić. Heechulowi kłamałem jak z nut, bo nie umiałem wywołać wizji na zawołanie. Na szczęście jeszcze się nie zorientował, ale długo to nie potrwa. Przywykłem do tego przeszywającego bólu, który zawsze mi towarzyszył jak ukazywały mi się te wszystkie sytuację. Opanowałem to trochę i już nie mdlałem. Umiałem też dobrze ukryć to że znów coś zobaczyłem, jednak nie przed Jongiem. On normalnie był moim fanem. Wiedział o mnie wszystko... Widział kiedy mam te wizje... Nie wiem jak on to robił. Przestał powtarzać mi, że mam super moce, ale i tak tak twierdził. Uważał mnie za bohatera, a ja już miałem tego dosyć. Eunhyuk i Donghae uprzykrzali nam życie jak tylko się dało. A raczej próbowali, bo ja zawsze miałem ostrzegawcze widzenia. Skąd? Dlaczego? Na te odpowiedzi niestety nie było odpowiedzi.
Jeżeli chodzi o uczucia Taemina do Minho... Wiem, że to trochę z innej beczki, ale Taemin zaczął się trochę zdradzać. Przynajmniej ja to zauważyłem. Był zazdrosny o swojego przyjaciela i nawet czasem zdarzyło mu się unieść, krzyknąć, nawet płakał na widok Minho. Postanowiłem z nim porozmawiać w najbliższym czasie i wyjawić, ze wiem o co chodzi. Chciałem mu pomóc. Minho był zamknięty w sobie i nie okazywał emocji, więc nic nie mogłem stwierdzić. Wiedziałem tylko, że bardzo lubi swojego długowłosego przyjaciela najbardziej z nas wszystkich.
wtorek, 26 sierpnia 2014
OS. Na pocieszenie...
Jak się podoba? xd
Na Pocieszenie...
Idąc sobie przez ulice miasta, stolicy Korei nuciłem piosenkę, która akurat leciała w moich słuchawkach. Kierowałem się właśnie do swojego domu, gdy zauważyłem grupkę ludzi zgromadzoną przy jednym z małych sklepików. Byłem ciekawy co się stało, więc podszedłem bliżej. No tak kolejna kradzież. Kolejna kobieta płacze, jednak nikt nic z tym nie robi. Wszyscy patrzą się i dziwią, jakby sami nigdy nie doznali jakiejś krzywdy. Idę dalej, przemierzam kolejne metry, kolejna piosenka rozbrzmiewa mi w uszach. Nie słyszę nic po za nią. Odpływam w całkiem inny świat. Patrzę tylko na drogę aby na nikogo nie wpaść. Jak zwykle jestem smutny i przygnębiony. No tak moje życie nie jest kolorowe tak jak mogłoby się wydawać moim znajomym, przed którymi to ukrywam jak naprawdę jest. Nie zdaję sobie sprawy co za chwilę się wydarzy. W sumie to nikt tego nie wie. Jestem znudzony tym moim nędznym życiem. Chciałbym odejść już z tego świata. Zapomnieć, odlecieć tam gdzie nikt nie będzie mnie już dręczył. Może kiedyś byłem szczęśliwy, ale to było bardzo dawno temu. Nawet nie pamiętam tych czasów. Wychowywała mnie ciotka i jej drugi mąż alkoholik. Czasem miałem ochotę go zabić, poważnie, ale zawsze brakowało mi odwagi. Gdy był pijany zawsze się znęcał nade mną. Nikomu o tym nie mówiłem, wiedziała tylko ciocia, ale ona także bała się tego tyrana. Tak na prawdę mam tylko ją. Rodzice... ahh... Mama zmarła przy porodzie, a tata, gdy miałem pięć lat zginął z rąk jakiegoś ulicznego złodzieja. Próbował go zatrzymać, jednak on niespodziewanie wyciągnął broń i strzelił mu prosto w serce. Widziałem to, widziałem jak mój tata umiera. Tego widoku nie umiałem wymazać z pamięci.
Tak jak myślałem, w domu kolejna awantura. Miałem przybrane rodzeństwo, które też cierpiało przez tego człowieka. Cioci nie było w domu. Ciężko pracowała, żeby utrzymać rodzinę. Zawsze bałem się wracać, gdy jej nie było. Wszedłem po cichutku do domu, tak żeby nikt mnie nie usłyszał i cichym krokiem wszedłem na poddasze, gdzie znajdował się mój malutki pokoik. Mieszkałem na strychu, ale sam wybrałem sobie to miejsce. Było tam mrocznie i ciasno. Wystarczy jak dla mnie. Nie chciałem przestrzeni.
Z dołu usłyszałem przeraźliwy krzyk. Biedna Suli znów dostała od tego pijaka. Nienawidziłem go z całego serca. Ma dopiero 7 lat, a musi przechodzić przez takie piekło. Słyszałem jak jej starszy brat staje w jej obronie. Dom wypełniały krzyki. Ja za bardzo się bałem wujka. To nade mną najbardziej się znęcał bo, byłem ,, niczyj,,. Nazywał mnie ,, przybłędą,,. Od zawsze mnie tak nazywał. W tym domu tylko ciocia zwracała się do mnie po imieniu, ale nie w obecności wuja. Znów łzy ściekały po moich policzkach. Modliłem się w myślach, żeby gdzieś sobie poszedł, bo byłem głodny. Już drugi dzień nic nie jadłem. Zawsze, gdy gdzieś szedł mała Sulli przybiegała do mnie i mówiła mi, że mogę zejść na dół. Tym razem było tak samo, ale zanim ruszył swoje sparciałe dupsko minęło z pięć dobrych godzin.
- Taemin! - Usłyszałem cieniutki głosik dziewczynki. - Już możesz zejść na dół. - Powiedziała. Była smutna i miała zaszklone, duże, brązowe oczka, a pod jednym z nich widniał fioletowy siniec.
- Co on ci zrobił... - wyszeptałem a w moich oczach znów zebrały się łzy. - Przepraszam, że nie mogę was przed nim ochronić. - Wyłkałem. Nie mogłem patrzeć jak on ich krzywdzi. Byłem ofermą losu i niedojdą, nie potrafiłem mu się przeciwstawić. Zastanawiałem się ile jeszcze będę musiał to znosić. Zszedłem z małą Sulli na dół. Na szyje od razu wskoczył mi jej starszy o 2 lata brat.
- Hyung! - Rozpłakał się. Przełknąłem głośno ślinę i przytuliłem oboje mocno do siebie.
- Już jestem, przepraszam. - Powiedziałem ocierając łzy.
- Hyung, nie płacz, rozumiemy cię. - Powiedział mały chłopiec z rozciętą dolną wargą.
- Taemin, ucieknijmy stąd. - Załkała dziewczynka.
- Nie możecie uciec. -Pogłaskałem ich po głowię. - Co z waszą mamą?
- Hyung, niech ona ucieknie z nami! - Oczy chłopca rozbłysły z nadzieją. Niestety musiałem odmówić.
- Nie. - odparłem krótko. - Ale nie martwcie się. Już niedługo on stąd zniknie.
- Na zawsze? - Spytała dziewczynka.
- Może nie na zawsze, ale na bardzo długo. Tylko musicie mi pomóc przekonać ciocię.... (...)
Gdy znów zobaczyłem moje rodzeństwo w takim stanie postanowiłem, że nie będę się chował i postawie się temu tyranowi. Sam jednak nie dałbym rady. Bez cioci nie udałoby się. Ciężko było ją namówić, ale dzieciaki bardzo mi pomogły. Wszyscy czworo poszliśmy na policję, aby złożyć oskarżenie. Niedługo potem policja zabrała tego alkoholika. Wymierzyli mu 15 lat pozbawienia wolności. Tak więc w domu na ten długi okres czasu zapanował spokój. Panowała zdrowa atmosfera. Ciocia zaopiekowała się nami jak mogła najlepiej. Ja również poszedłem do pracy, aby jej pomóc finansowo. Potem zmarła, więc musiałem zająć się 17 letnią Sulli i jej 19 letnim bratem, który chodził jeszcze do szkoły. Do końca wyroku tyrana, który zatruwał nam życie w dzieciństwie zostało jeszcze pięć lat. Postanowiłem wyprowadzić się i sprzedać dom cioci, a gdy wyjdzie odnaleźć go i policzyć się z nim osobiście.(..)
Ten dzień nadszedł. Dziś ten człowiek odzyska wolność. Nie pozwolę krzywdzić mu innych. Poszedłem pod więzienie gdzie przebywał i czekałem aż wyjdzie. Nie musiałem długo czekać. Było jakoś po 15, gdy opuścił więzienie. Śledziłem go przez jakiś czas. Tak myślałem, że pójdzie do domu w którym mieszkaliśmy kiedyś. Jakie było jego zaskoczenie, gdy zobaczył inną rodzinę. Wyszedłem za drzewa i stanąłem za nim.
- I co... Nie masz gdzie się podziać? - Prychnąłem, wypluwając źdźbło trawy z ust. On odwrócił się do mnie. - Nic dziwnego, że mnie nie poznajesz...Minęło, aż 15 lat... - Dodałem, a on otworzył usta ze zdziwienia. Teraz był w podeszłym wieku.
- To ty.... Taemin... - wymamrotał.
- HA! Nagle przypomniało ci się jak mam na imię? - Spytałem unosząc brew do góry. - Tak to ja ten sam, nad którym tak okrutnie się znęcałeś, głodziłeś, biłeś, ośmieszałeś, więziłeś, a nawet zamykałeś w starej komórce wiedząc doskonale, że się boję. Zawsze byłem dla ciebie smarkatym ,, przybłędą,,! - Uniosłem się.
- Proszę, wybacz mi... - powiedział, a ja nie mogłem w to uwierzyć. Nie umiałem mu uwierzyć, nienawidziłem go z całego serca.
- Tobie? To nie możliwe. Wybaczę ci jeżeli ciocia ci wybaczy.
- A gdzie ona jest?
- Nie żyje.. - powiedziałem.
- To znaczy....
- To znaczy, że nigdy ci nie wybaczę stary tyranie. Długo czekałem na tą chwilę, na chwilę gdy cię dopadnę i będę mógł cię zabić....
- Taemin... nie rób tego - poprosił mnie. - Zmieniłem się! Zobaczysz... - Ja nie chciałem go słuchać i wyciągnąłem pistolet za paska i wycelowałem w niego.
- Co ci da zabicie mnie?!
- Nic...- Pociągnąłem za spust, a kula wystrzeliła. -Ale nie uważasz, że po tych wszystkich latach należy mi się małe pocieszenie? - Dokończyłem już do martwego ciała mężczyzny. Splunąłem na nie odchodząc i nikt, nigdy mnie już nie widział....
Tak jak myślałem, w domu kolejna awantura. Miałem przybrane rodzeństwo, które też cierpiało przez tego człowieka. Cioci nie było w domu. Ciężko pracowała, żeby utrzymać rodzinę. Zawsze bałem się wracać, gdy jej nie było. Wszedłem po cichutku do domu, tak żeby nikt mnie nie usłyszał i cichym krokiem wszedłem na poddasze, gdzie znajdował się mój malutki pokoik. Mieszkałem na strychu, ale sam wybrałem sobie to miejsce. Było tam mrocznie i ciasno. Wystarczy jak dla mnie. Nie chciałem przestrzeni.
Z dołu usłyszałem przeraźliwy krzyk. Biedna Suli znów dostała od tego pijaka. Nienawidziłem go z całego serca. Ma dopiero 7 lat, a musi przechodzić przez takie piekło. Słyszałem jak jej starszy brat staje w jej obronie. Dom wypełniały krzyki. Ja za bardzo się bałem wujka. To nade mną najbardziej się znęcał bo, byłem ,, niczyj,,. Nazywał mnie ,, przybłędą,,. Od zawsze mnie tak nazywał. W tym domu tylko ciocia zwracała się do mnie po imieniu, ale nie w obecności wuja. Znów łzy ściekały po moich policzkach. Modliłem się w myślach, żeby gdzieś sobie poszedł, bo byłem głodny. Już drugi dzień nic nie jadłem. Zawsze, gdy gdzieś szedł mała Sulli przybiegała do mnie i mówiła mi, że mogę zejść na dół. Tym razem było tak samo, ale zanim ruszył swoje sparciałe dupsko minęło z pięć dobrych godzin.
- Taemin! - Usłyszałem cieniutki głosik dziewczynki. - Już możesz zejść na dół. - Powiedziała. Była smutna i miała zaszklone, duże, brązowe oczka, a pod jednym z nich widniał fioletowy siniec.
- Co on ci zrobił... - wyszeptałem a w moich oczach znów zebrały się łzy. - Przepraszam, że nie mogę was przed nim ochronić. - Wyłkałem. Nie mogłem patrzeć jak on ich krzywdzi. Byłem ofermą losu i niedojdą, nie potrafiłem mu się przeciwstawić. Zastanawiałem się ile jeszcze będę musiał to znosić. Zszedłem z małą Sulli na dół. Na szyje od razu wskoczył mi jej starszy o 2 lata brat.
- Hyung! - Rozpłakał się. Przełknąłem głośno ślinę i przytuliłem oboje mocno do siebie.
- Już jestem, przepraszam. - Powiedziałem ocierając łzy.
- Hyung, nie płacz, rozumiemy cię. - Powiedział mały chłopiec z rozciętą dolną wargą.
- Taemin, ucieknijmy stąd. - Załkała dziewczynka.
- Nie możecie uciec. -Pogłaskałem ich po głowię. - Co z waszą mamą?
- Hyung, niech ona ucieknie z nami! - Oczy chłopca rozbłysły z nadzieją. Niestety musiałem odmówić.
- Nie. - odparłem krótko. - Ale nie martwcie się. Już niedługo on stąd zniknie.
- Na zawsze? - Spytała dziewczynka.
- Może nie na zawsze, ale na bardzo długo. Tylko musicie mi pomóc przekonać ciocię.... (...)
Gdy znów zobaczyłem moje rodzeństwo w takim stanie postanowiłem, że nie będę się chował i postawie się temu tyranowi. Sam jednak nie dałbym rady. Bez cioci nie udałoby się. Ciężko było ją namówić, ale dzieciaki bardzo mi pomogły. Wszyscy czworo poszliśmy na policję, aby złożyć oskarżenie. Niedługo potem policja zabrała tego alkoholika. Wymierzyli mu 15 lat pozbawienia wolności. Tak więc w domu na ten długi okres czasu zapanował spokój. Panowała zdrowa atmosfera. Ciocia zaopiekowała się nami jak mogła najlepiej. Ja również poszedłem do pracy, aby jej pomóc finansowo. Potem zmarła, więc musiałem zająć się 17 letnią Sulli i jej 19 letnim bratem, który chodził jeszcze do szkoły. Do końca wyroku tyrana, który zatruwał nam życie w dzieciństwie zostało jeszcze pięć lat. Postanowiłem wyprowadzić się i sprzedać dom cioci, a gdy wyjdzie odnaleźć go i policzyć się z nim osobiście.(..)
Ten dzień nadszedł. Dziś ten człowiek odzyska wolność. Nie pozwolę krzywdzić mu innych. Poszedłem pod więzienie gdzie przebywał i czekałem aż wyjdzie. Nie musiałem długo czekać. Było jakoś po 15, gdy opuścił więzienie. Śledziłem go przez jakiś czas. Tak myślałem, że pójdzie do domu w którym mieszkaliśmy kiedyś. Jakie było jego zaskoczenie, gdy zobaczył inną rodzinę. Wyszedłem za drzewa i stanąłem za nim.
- I co... Nie masz gdzie się podziać? - Prychnąłem, wypluwając źdźbło trawy z ust. On odwrócił się do mnie. - Nic dziwnego, że mnie nie poznajesz...Minęło, aż 15 lat... - Dodałem, a on otworzył usta ze zdziwienia. Teraz był w podeszłym wieku.
- To ty.... Taemin... - wymamrotał.
- HA! Nagle przypomniało ci się jak mam na imię? - Spytałem unosząc brew do góry. - Tak to ja ten sam, nad którym tak okrutnie się znęcałeś, głodziłeś, biłeś, ośmieszałeś, więziłeś, a nawet zamykałeś w starej komórce wiedząc doskonale, że się boję. Zawsze byłem dla ciebie smarkatym ,, przybłędą,,! - Uniosłem się.
- Proszę, wybacz mi... - powiedział, a ja nie mogłem w to uwierzyć. Nie umiałem mu uwierzyć, nienawidziłem go z całego serca.
- Tobie? To nie możliwe. Wybaczę ci jeżeli ciocia ci wybaczy.
- A gdzie ona jest?
- Nie żyje.. - powiedziałem.
- To znaczy....
- To znaczy, że nigdy ci nie wybaczę stary tyranie. Długo czekałem na tą chwilę, na chwilę gdy cię dopadnę i będę mógł cię zabić....
- Taemin... nie rób tego - poprosił mnie. - Zmieniłem się! Zobaczysz... - Ja nie chciałem go słuchać i wyciągnąłem pistolet za paska i wycelowałem w niego.
- Co ci da zabicie mnie?!
- Nic...- Pociągnąłem za spust, a kula wystrzeliła. -Ale nie uważasz, że po tych wszystkich latach należy mi się małe pocieszenie? - Dokończyłem już do martwego ciała mężczyzny. Splunąłem na nie odchodząc i nikt, nigdy mnie już nie widział....
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
seryjny zabójca OS
Znów to samo.... Znów siedzę i nie mogę zrozumieć czemu to zrobiłem. Znów kogoś zabiłem, ale teraz tego na prawdę nie chciałem. To jakaś chora mania likwidowania wszystkich, którzy nadepneli mi na odcisk. Nie chciałem dłużej tak żyć. Na swoim koncie mam już około 25 zabójstw. Jestem jednak dobrym zabójcą bo jeszcze mnie nie wytropili. Długo tu nie pomieszkam. Muszę stąd wyjechać, gdzieś daleko. (..)
Wyjechałem, może nowe miejsce sprawi, że nie będę chciał zabijać. Czyżbym się mylił? Kurwa, serio musiałem trafić na durnego sąsiada, który od razu już drugiego dnia mojego pobytu tutaj mi się naraził. Nie był to starszy człowiek. Był około mojego wieku. Ja mam 22 lata. Popełniłem pierwszą zbrodnie gdy miałem 16 lat. Zabiłem własnego ojca, który zatruwał mi życie. Byłem przez niego wykorzystywany seksualnie. Nie umiałem mu się przeciwstawić, aż pewnego dnia nie wytrzymałem i zabiłem go, wsypując mu lek nasenny do alkoholu. Wtedy to po raz pierwszy poczułem satysfakcje. Potem musiałem zabić własną ciotkę, która z nami mieszkała od śmierci mamy, bo dowiedziała się kto dosypał lek ojcu. Zlikwidowałem ją zanim zdążyła pójść na policję. Drugie zabójstwo było dla mnie pestką. Zaczęło mnie to kręcić. Potem zabiłem swojego młodszego brata, bo mi zawadzał. Miał dopiero 3 latka. On też był wykorzystywany przez ojca. Skręciłem mu kark po czym spaliłem jego ciało w piecu. Prochy zamknąłem w małym woreczku i zawiesiłem sobie na szyi. Noszę je do tej pory. Kochałem go, ale nie mogłem zabrać ze sobą żywego. Jest ze mną teraz, choć w innej postaci. Kolejne zabójstwa to byli wredni sąsiedzi i ksiądz pedofil, a także jedna z nauczycielek, przez którą nie zdało prawie pół klasy. Przeprowadzałem się już chyba 4 raz z rzędu. Policja nie wiedziała kogo szukać. Każde zabójstwo popełniałem inaczej. Nie zostawiałem śladów, ani znaków rozpoznawczych.
A wracając do sąsiada. To był dziwny typ, chodził po okolicy unosząc się jak jakiś pan. Nie lubiłem takich typów. Tacy myślą, że wszystko im wolno... Na mnie też patrzył z góry, jakbym był jakąś mrówką. Wkurwiało mnie to.
Któregoś wieczoru siedząc w domu przeglądałem swoją kolekcje horrorów. Zawsze po obejrzeniu czegoś do głowy przychodziły mi nowe pomysły na sprzątniecie kolejnego palanta. Mam dość dziwne hobby, mało osób fascynuje zabijanie. Nie potrafię sobie wyobrazić jak teraz mogłoby wyglądać moje życie bez pozbawienia jego kogoś innego.
Oglądałem właśnie jakiś horror i jadłem lody o smaku czekoladowo- waniliowym, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi. ~ Kogo do diabła niesie o tej porze? ~ Pomyślałem zirytowany. Leniwie podniosłem się z kanapy i poszedłem otworzyć drzwi. Zdziwiłem się gdy przed drzwiami stał ten głupi typ.
- Czego? - Warknąłem groźnie i zmierzyłem go wzrokiem.
- Masz może szluga? - Spytał chłopak. Cicho parsknąłem i oparłem się o futrynę.
- A czy ja wyglądam na kogoś kto pali? - Spytałem pukając się w czoło i zamknąłem mu drzwi przed nosem. Wróciłem do oglądania filmu.
Następnego dnia idąc przez osiedle zauważyłem tego typa, ale coś mnie zdziwiło. Odkąd tu zamieszkałem, myślałem, że to on jest tym który znęca się nad innymi, a teraz widząc zaistniałą sytuację musiałem stwierdzić, iż się myliłem. Widziałem jak jest popychany przez jakichś dwóch osiłków. Przypomniały mi się czasy podstawówki jak dwóch podobnych znęcało się nade mną. Przecież takich dwóch to dla mnie pikuś. Jednego załatwię w jedną noc, a drugiego w drugą. Pewnym krokiem podszedłem do zbiorowiska i stanąłem pomiędzy nimi. Zmroziłem dwóch typków wzrokiem. Byli ode mnie wyżsi i postawniejsi.
- Czego chcesz!?- Spytał jeden na co ja odparłem.
- Zostaw gnoja, bo jeszcze poleci się poskarżyć do mamuśki.
- Co? Ty chyba nie wiesz co z takimi jak on robimy. - parsknął.
- Domyślam się, ale po co marnować siły na takich szczyli jak ten? Nie lepiej sprać jakiegoś gnoja co na prawdę przeszkadza na tym osiedlu? Nikt wam tu życia nigdy nie umilił? - Osiłek zastanowił się chwile i odchrząknął.
- W sumie ten młody ma racje. - Zwrócił się do drugiego. Drugi też skinął głową.
- Dobra dziś masz dzień wolny, mamy ważniejsze sprawy, ale jak jutro się nam napatoczysz...-Przerwał na chwilę. - Nie żyjesz... - powiedział i splunął obok chłopaka. Przyglądałem się całej tej sytuacji i wiedziałem kto będzie następny na mojej liście zamiast chłopaka. W sumie to zrobiło mi się go trochę szkoda. Podałem mu rękę i pomogłem wstać.
- Nic ci nie jest?
- A ty co nagle taki przyjazny się zrobiłeś co?- Wyrwał swoja dłoń z mojej i zaczął się otrzepywać z kurzu.
- Zabiliby cię gnoju jakbym nie przyszedł ci z pomocą, a ty jeszcze tak mi dziękujesz?
- Co z tego, że dziś mnie ocaliłeś, jak oni i tak jutro mnie dopadną. - Uśmiechnąłem się delikatnie, a on zrobił zaskoczoną minę. - Z czego się śmiejesz co? Takie to zabawne?!
- Tak. - Odparłem. - Zabiją cię, no chyba że nie dożyją jutra. - Chłopak wytrzeszczył na mnie oczy.
- Co takiego? Czemu mieliby....? - Nie dokończył nadal się we mnie wpatrując.
- Nie tutaj młody. Chodź, przydasz mi się. Powiedziałem i ruchem ręki wskazałem, żeby szedł za mną. Zaprowadziłem go do swojego domu.
- Nie wiem czy można ci zaufać. Najwyżej jak się na tobie zawiodę, od razu cie zlikwiduje. - Słysząc moje słowa trochę się przeraził. Przełknął głośno ślinę i wpatrywał się we mnie przestraszony.
- Jestem zabójcą. - Wyznałem. - Ale nie byle jakim. Zabiłem już 25 osób, w tym własną rodzinę, oprócz matki. Matka zmarła zanim zacząłem zabijać. Można powiedzieć, że to moje takie hobby. Zabijam tylko tych, którzy krzywdzą innych, albo mi się narażą w jakiś sposób. Ty też mi się naraziłeś, ale coś w tobie jest i postanowiłem dać ci szansę. Dlatego dołączysz się do mnie. W tym samym czasie możemy likwidować tych degeneratów, którzy znęcają się nad swoimi rodzinami, czy narkomanów, którzy namawiają bezbronne dzieci do zażywania tego gówna, pedofilii i gwałcicieli. Wszystkich, którzy wyrządzają zło w tym kraju. Złodziei i zwykłych zabójców.
- A czy my też nie będziemy zwykłymi zabójcami? - Przerwał mi tym pytaniem.
- Może, ale ktoś musi oczyścić kraj z tych ścierw. Dziś w nocy załatwimy tych dwóch prześladowców. Musisz mi pomóc.
- Ale jak?
- To bardzo proste... (...)
< z perspektywy chłopaka >
Zgodziłem się, sam nie wiem dlaczego. Cholernie się bałem, bo jeszcze nikogo nie zabiłem. Nie wiedziałem czy mi się uda. Kierowałem się wskazówkami, które dał mi chłopak. Zakradłem się pod dom jednego z moich prześladowców i wyczekiwałem aż wyjdzie z łazienki. Mieszkał sam, dobrze go znałem. Jego rodzice zginęli w wypadku, a rodzeństwa nie miał. Włamałem się do mieszkania i schowałem za fotelem tak żeby mnie nie zauważył. Wcześniej założyłem rękawiczki, tak żeby nie zostawiać odcisków. Naszykowałem ściereczkę nasączoną czymś odurzającym. Miałem przytkać mu tym usta i nos. Naszykowałem także strzykawkę z trucizną. Gdy wyszedł z łazienki i rozłożył się wygodnie na fotelu, podszedłem na palcach i przytkałem mu usta ściereczką. Trochę się szarpał po czym padł zemdlony. Ująłem jego dłoń i wcisnąłem mu w palce strzykawkę. Wkułem mu ją w żyłę. Zrobiłem wszystko tak żeby pomyślano, że przedawkował. Po skończonej robocie dyskretnie wyszedłem z jego mieszkania zamykając zamek na klucz. Chciał zabić mnie za dnia, ja zabiłem go noc wcześniej. Ciekawy byłem jak idzie ,, zabójcy,, ~ Tak go nazywałem.
< z perspektywy zabójcy >
Ja jak zwykle cieszyłem się, że mogłem kogoś zabić. Zero stresu, uśmiech na twarzy. Idąc do domu tego jednego goryla zastanawiałem się jak go zabić. Postanowiłem też, że jak sprzątnę tego grubasa popełnię jeszcze dwa zabójstwa i koniec z tym. Gdy byłem już pod domem tego typka zwyczajnie zapukałem do drzwi. ~ Klasyczne zabójstwo? ~ Pomyślałem. Drzwi otworzył mi osiłek. Zanim zdążył coś powiedzieć ja wszedłem do środka.
- E czego tu! - Krzyknął za mną. Ja wyjąłem nóż i nadziałem jego cielsko nacierające na mnie. Padł na ziemię, wił się. Z otworu, który przewierciłem mu w brzuchu wypłynęła czarno-czerwona krew. Dźgnąłem go jeszcze kilka razy, tak że przestał się ruszać i zwyczajnie wyszedłem z mieszkania zostawiając otwarte drzwi. Spotkałem się ze swoim wspólnikiem w umówionym wcześniej miejscu.
- I jak ci poszło? - Spytałem chłopka.
- Całkiem nieźle. Co teraz robimy?
- Nic. Chodź do mnie, mam jeszcze coś do załatwienia. - Poklepałem go po ramieniu i poszliśmy w stronę mojego mieszkania.
Gdy dotarliśmy na miejsce kazałem chłopakowi usiąść. Ja poszedłem po kartkę i długopis. Napisałem parę krótkich zdań i położyłem na stoliku w widocznym miejscu. Obok położyłem jeszcze woreczek z prochami brata i zwróciłem się do swojego wspólnika.
- Wciągnąłem cię w to gówno, więc teraz muszę cię z niego wyciągnąć.
- Nie rozumiem... O czym mówisz?
- Jak masz na imię? - Spytałem.
- Eunhyuk. - odparł.
- Tak więc Eunhyuk... kończę z tym. A jeżeli chce z tym skończyć, to muszę skończyć z nami. - Odparłem i wyciągnąłem pistolet wymierzając mu prosto w głowę.
- Ale poczekaj! - krzyknął przerażony. Ja łobuzersko się uśmiechnąłem.
- Miło było cię poznać Eunhyuk i dziękuje, dzięki tobie przestane zabijać. Powiedziałem i strzeliłem w sam środek jego głowy. Upadł na ziemie bez ruchu. Ja zaraz potem przystawiłem sobie spluwę do skroni i tekże padłem bez ruchu na podłogę.
Tak jak sobie obiecałem, skończyłem z tym i nie dałem się złapać. Zostawiłem tylko list, w którym napisałem:
,, To byłem ja... Pochowajcie mnie razem z bratem, leży na stole w tym małym woreczku.
Wyjechałem, może nowe miejsce sprawi, że nie będę chciał zabijać. Czyżbym się mylił? Kurwa, serio musiałem trafić na durnego sąsiada, który od razu już drugiego dnia mojego pobytu tutaj mi się naraził. Nie był to starszy człowiek. Był około mojego wieku. Ja mam 22 lata. Popełniłem pierwszą zbrodnie gdy miałem 16 lat. Zabiłem własnego ojca, który zatruwał mi życie. Byłem przez niego wykorzystywany seksualnie. Nie umiałem mu się przeciwstawić, aż pewnego dnia nie wytrzymałem i zabiłem go, wsypując mu lek nasenny do alkoholu. Wtedy to po raz pierwszy poczułem satysfakcje. Potem musiałem zabić własną ciotkę, która z nami mieszkała od śmierci mamy, bo dowiedziała się kto dosypał lek ojcu. Zlikwidowałem ją zanim zdążyła pójść na policję. Drugie zabójstwo było dla mnie pestką. Zaczęło mnie to kręcić. Potem zabiłem swojego młodszego brata, bo mi zawadzał. Miał dopiero 3 latka. On też był wykorzystywany przez ojca. Skręciłem mu kark po czym spaliłem jego ciało w piecu. Prochy zamknąłem w małym woreczku i zawiesiłem sobie na szyi. Noszę je do tej pory. Kochałem go, ale nie mogłem zabrać ze sobą żywego. Jest ze mną teraz, choć w innej postaci. Kolejne zabójstwa to byli wredni sąsiedzi i ksiądz pedofil, a także jedna z nauczycielek, przez którą nie zdało prawie pół klasy. Przeprowadzałem się już chyba 4 raz z rzędu. Policja nie wiedziała kogo szukać. Każde zabójstwo popełniałem inaczej. Nie zostawiałem śladów, ani znaków rozpoznawczych.
A wracając do sąsiada. To był dziwny typ, chodził po okolicy unosząc się jak jakiś pan. Nie lubiłem takich typów. Tacy myślą, że wszystko im wolno... Na mnie też patrzył z góry, jakbym był jakąś mrówką. Wkurwiało mnie to.
Któregoś wieczoru siedząc w domu przeglądałem swoją kolekcje horrorów. Zawsze po obejrzeniu czegoś do głowy przychodziły mi nowe pomysły na sprzątniecie kolejnego palanta. Mam dość dziwne hobby, mało osób fascynuje zabijanie. Nie potrafię sobie wyobrazić jak teraz mogłoby wyglądać moje życie bez pozbawienia jego kogoś innego.
Oglądałem właśnie jakiś horror i jadłem lody o smaku czekoladowo- waniliowym, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi. ~ Kogo do diabła niesie o tej porze? ~ Pomyślałem zirytowany. Leniwie podniosłem się z kanapy i poszedłem otworzyć drzwi. Zdziwiłem się gdy przed drzwiami stał ten głupi typ.
- Czego? - Warknąłem groźnie i zmierzyłem go wzrokiem.
- Masz może szluga? - Spytał chłopak. Cicho parsknąłem i oparłem się o futrynę.
- A czy ja wyglądam na kogoś kto pali? - Spytałem pukając się w czoło i zamknąłem mu drzwi przed nosem. Wróciłem do oglądania filmu.
Następnego dnia idąc przez osiedle zauważyłem tego typa, ale coś mnie zdziwiło. Odkąd tu zamieszkałem, myślałem, że to on jest tym który znęca się nad innymi, a teraz widząc zaistniałą sytuację musiałem stwierdzić, iż się myliłem. Widziałem jak jest popychany przez jakichś dwóch osiłków. Przypomniały mi się czasy podstawówki jak dwóch podobnych znęcało się nade mną. Przecież takich dwóch to dla mnie pikuś. Jednego załatwię w jedną noc, a drugiego w drugą. Pewnym krokiem podszedłem do zbiorowiska i stanąłem pomiędzy nimi. Zmroziłem dwóch typków wzrokiem. Byli ode mnie wyżsi i postawniejsi.
- Czego chcesz!?- Spytał jeden na co ja odparłem.
- Zostaw gnoja, bo jeszcze poleci się poskarżyć do mamuśki.
- Co? Ty chyba nie wiesz co z takimi jak on robimy. - parsknął.
- Domyślam się, ale po co marnować siły na takich szczyli jak ten? Nie lepiej sprać jakiegoś gnoja co na prawdę przeszkadza na tym osiedlu? Nikt wam tu życia nigdy nie umilił? - Osiłek zastanowił się chwile i odchrząknął.
- W sumie ten młody ma racje. - Zwrócił się do drugiego. Drugi też skinął głową.
- Dobra dziś masz dzień wolny, mamy ważniejsze sprawy, ale jak jutro się nam napatoczysz...-Przerwał na chwilę. - Nie żyjesz... - powiedział i splunął obok chłopaka. Przyglądałem się całej tej sytuacji i wiedziałem kto będzie następny na mojej liście zamiast chłopaka. W sumie to zrobiło mi się go trochę szkoda. Podałem mu rękę i pomogłem wstać.
- Nic ci nie jest?
- A ty co nagle taki przyjazny się zrobiłeś co?- Wyrwał swoja dłoń z mojej i zaczął się otrzepywać z kurzu.
- Zabiliby cię gnoju jakbym nie przyszedł ci z pomocą, a ty jeszcze tak mi dziękujesz?
- Co z tego, że dziś mnie ocaliłeś, jak oni i tak jutro mnie dopadną. - Uśmiechnąłem się delikatnie, a on zrobił zaskoczoną minę. - Z czego się śmiejesz co? Takie to zabawne?!
- Tak. - Odparłem. - Zabiją cię, no chyba że nie dożyją jutra. - Chłopak wytrzeszczył na mnie oczy.
- Co takiego? Czemu mieliby....? - Nie dokończył nadal się we mnie wpatrując.
- Nie tutaj młody. Chodź, przydasz mi się. Powiedziałem i ruchem ręki wskazałem, żeby szedł za mną. Zaprowadziłem go do swojego domu.
- Nie wiem czy można ci zaufać. Najwyżej jak się na tobie zawiodę, od razu cie zlikwiduje. - Słysząc moje słowa trochę się przeraził. Przełknął głośno ślinę i wpatrywał się we mnie przestraszony.
- Jestem zabójcą. - Wyznałem. - Ale nie byle jakim. Zabiłem już 25 osób, w tym własną rodzinę, oprócz matki. Matka zmarła zanim zacząłem zabijać. Można powiedzieć, że to moje takie hobby. Zabijam tylko tych, którzy krzywdzą innych, albo mi się narażą w jakiś sposób. Ty też mi się naraziłeś, ale coś w tobie jest i postanowiłem dać ci szansę. Dlatego dołączysz się do mnie. W tym samym czasie możemy likwidować tych degeneratów, którzy znęcają się nad swoimi rodzinami, czy narkomanów, którzy namawiają bezbronne dzieci do zażywania tego gówna, pedofilii i gwałcicieli. Wszystkich, którzy wyrządzają zło w tym kraju. Złodziei i zwykłych zabójców.
- A czy my też nie będziemy zwykłymi zabójcami? - Przerwał mi tym pytaniem.
- Może, ale ktoś musi oczyścić kraj z tych ścierw. Dziś w nocy załatwimy tych dwóch prześladowców. Musisz mi pomóc.
- Ale jak?
- To bardzo proste... (...)
< z perspektywy chłopaka >
Zgodziłem się, sam nie wiem dlaczego. Cholernie się bałem, bo jeszcze nikogo nie zabiłem. Nie wiedziałem czy mi się uda. Kierowałem się wskazówkami, które dał mi chłopak. Zakradłem się pod dom jednego z moich prześladowców i wyczekiwałem aż wyjdzie z łazienki. Mieszkał sam, dobrze go znałem. Jego rodzice zginęli w wypadku, a rodzeństwa nie miał. Włamałem się do mieszkania i schowałem za fotelem tak żeby mnie nie zauważył. Wcześniej założyłem rękawiczki, tak żeby nie zostawiać odcisków. Naszykowałem ściereczkę nasączoną czymś odurzającym. Miałem przytkać mu tym usta i nos. Naszykowałem także strzykawkę z trucizną. Gdy wyszedł z łazienki i rozłożył się wygodnie na fotelu, podszedłem na palcach i przytkałem mu usta ściereczką. Trochę się szarpał po czym padł zemdlony. Ująłem jego dłoń i wcisnąłem mu w palce strzykawkę. Wkułem mu ją w żyłę. Zrobiłem wszystko tak żeby pomyślano, że przedawkował. Po skończonej robocie dyskretnie wyszedłem z jego mieszkania zamykając zamek na klucz. Chciał zabić mnie za dnia, ja zabiłem go noc wcześniej. Ciekawy byłem jak idzie ,, zabójcy,, ~ Tak go nazywałem.
< z perspektywy zabójcy >
Ja jak zwykle cieszyłem się, że mogłem kogoś zabić. Zero stresu, uśmiech na twarzy. Idąc do domu tego jednego goryla zastanawiałem się jak go zabić. Postanowiłem też, że jak sprzątnę tego grubasa popełnię jeszcze dwa zabójstwa i koniec z tym. Gdy byłem już pod domem tego typka zwyczajnie zapukałem do drzwi. ~ Klasyczne zabójstwo? ~ Pomyślałem. Drzwi otworzył mi osiłek. Zanim zdążył coś powiedzieć ja wszedłem do środka.
- E czego tu! - Krzyknął za mną. Ja wyjąłem nóż i nadziałem jego cielsko nacierające na mnie. Padł na ziemię, wił się. Z otworu, który przewierciłem mu w brzuchu wypłynęła czarno-czerwona krew. Dźgnąłem go jeszcze kilka razy, tak że przestał się ruszać i zwyczajnie wyszedłem z mieszkania zostawiając otwarte drzwi. Spotkałem się ze swoim wspólnikiem w umówionym wcześniej miejscu.
- I jak ci poszło? - Spytałem chłopka.
- Całkiem nieźle. Co teraz robimy?
- Nic. Chodź do mnie, mam jeszcze coś do załatwienia. - Poklepałem go po ramieniu i poszliśmy w stronę mojego mieszkania.
Gdy dotarliśmy na miejsce kazałem chłopakowi usiąść. Ja poszedłem po kartkę i długopis. Napisałem parę krótkich zdań i położyłem na stoliku w widocznym miejscu. Obok położyłem jeszcze woreczek z prochami brata i zwróciłem się do swojego wspólnika.
- Wciągnąłem cię w to gówno, więc teraz muszę cię z niego wyciągnąć.
- Nie rozumiem... O czym mówisz?
- Jak masz na imię? - Spytałem.
- Eunhyuk. - odparł.
- Tak więc Eunhyuk... kończę z tym. A jeżeli chce z tym skończyć, to muszę skończyć z nami. - Odparłem i wyciągnąłem pistolet wymierzając mu prosto w głowę.
- Ale poczekaj! - krzyknął przerażony. Ja łobuzersko się uśmiechnąłem.
- Miło było cię poznać Eunhyuk i dziękuje, dzięki tobie przestane zabijać. Powiedziałem i strzeliłem w sam środek jego głowy. Upadł na ziemie bez ruchu. Ja zaraz potem przystawiłem sobie spluwę do skroni i tekże padłem bez ruchu na podłogę.
Tak jak sobie obiecałem, skończyłem z tym i nie dałem się złapać. Zostawiłem tylko list, w którym napisałem:
,, To byłem ja... Pochowajcie mnie razem z bratem, leży na stole w tym małym woreczku.
Wasz Seryjny zabójca,
Którego nie mogliście znaleźć
Choi Minho.''
Jedna ze stron życia 3
Piszcie jak wam się podoba, bo nie wiem czy to opowiadanie jest dobre... dla mnie to beznadzieja.... Co sądzicie?
WPIS III
Gdy chłopaki usłyszeli historie, która wydarzyła się przez momentem na korytarzu ryknęli śmiechem.
- Mi wtedy nie było do śmiechu. - Skarciłem ich, ale też rozumiałem to brzmiało śmiesznie. Eunhyuk postrach całej szkoły gejem... No w sumie to nie zaprzeczył, a zrobił się czerwony. Wiedziałem, że będzie mnie teraz ścigał. Narobiłem mu tym razem większej siary niż wtedy za pierwszym razem. Mało mnie to jednak obchodziło. Lekcje przeciągały się niemiłosiernie. Myślałem, że się zanudzę na śmierć. Nie no może na śmierć to niezbyt trafne określenie, ale na pewno bardzo mnie to nudziło. Z resztą nie tylko mnie bo i Key i Jonga, a także znudzenie widziałem w oczach Minho i Taemina. Gdy w końcu wyszliśmy na korytarz odetchnąłem z ulgą. Miałem nadzieję, że ten dzień będzie już spokojny, ale to właśnie dziś musiałem poznać tego jak to Key ujął ,, króla, który panoszy się tu po szkolę,, czy coś takiego. To nie było zbyt przyjacielskie spotkanie. Co ja gadam, przecież on nikogo nie lubił, to jak mogłoby być to miłe spotkanie... Chyba śnie... Tak więc, gdy wyszliśmy na przerwę przez przypadek na niego wpadłem. Gdybym nie wiedział, że to chłopak na pewno pomyliłbym się tak jak w przypadku Taemina, że jest dziewczyną. Miał długie, czarne włosy, związane w wysokiego kucyka. Na prawdę byłaby z niego niezła laska. Ale nie pora teraz na moje spostrzeżenia. Patrzył się na mnie z pogardą w oczach. O dziwo nie wystraszyłem się go. Dla świętego spokoju ukłoniłem się i przeprosiłem przechodnia, jednak wiedziałem, że to nic nie da, że jestem na jego czarnej liście. Minąłem się z nim i pomaszerowałem w stronę sali gimnastycznej, bo mieliśmy mieć teraz w-f.
Podczas tej lekcji bardziej przypatrywałem się innym niż ćwiczyłem. Nie lubiłem ćwiczyć, zawsze musiałem sobie coś zrobić podczas tej durnej lekcji. Siedziałem właśnie na trybunach i przyglądałem się jak wokół Minho gromadzi się ogromna liczba dziewcząt. Ja nie wiem jak on to robił, że tak na niego lecą. Spostrzegłem też kontem oka Taemina stojącego z boku. Był smutny i jakoś dziwnie przygnębiony. Dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że spogląda co chwila w stronę obłapianego Minho. Czy ja dobrze myślę? Jest zazdrosny? E tam pewnie mi się wydawało, ale postanowiłem obserwować ich dalej i nie tylko na w-f'ie. W końcu nauczyciel zauważył, że nie ćwiczę i prawię siłą wepchnął mnie na boisko. Pomyślałem, że może uda mi się zaprzyjaźnić z długowłosym, którego nikt oprócz Minho nie lubił. Podszedłem więc do chłopaka i wyciągnąłem rękę w jego stronę.
- Jestem Lee Jinki.- Przedstawiłem się, a on spojrzał na mnie zaskoczony. - Ale wolę jak ktoś mówi do mnie Onew.
- yy- wymamrotał. Wyglądało jakby on nigdy nikomu się nie przedstawiał, a może był aż tak zestresowany? Jednak po chwili on również wyciągnął dłoń.
- Lee Taemin. A czemu Onew? - Spytał po chwili ciszy.
- Wszyscy tak na mnie mówią. Nie lubię swojego imienia. - Wyjaśniłem krótko. Chłopak się delikatnie uśmiechnął.
- Widzę, że nie masz zbyt wielu kolegów. - Powiedziałem, a on nagle posmutniał.
- No jak widać. Mam tylko Minho, to on jako jedyny chciał się ze mną zaprzyjaźnić.
- Nie smuć się, teraz masz też mnie. - Powiedziałem entuzjastycznie i poklepałem go po plecach. Gdy tak sobie rozmawialiśmy podbiegł do nas Key, a zaraz za nim Jong.
- O! Onew grasz z nami w kosza? - zostałem lekko trącony przez rozbawionego czymś Jonghyuna. - O Taemin... - Zwrócił się do długowłosego. - A ty grasz? - Spytał. Tae tylko popatrzył zaskoczony na niego i niepewnie skinął głową na znak, że się zgadza.
- No to jak Onew, grasz? - Spytał ponownie Key. Ja jednak odmówiłem. Nie byłem najlepszy w sporcie. Tak właśnie Taemin zyskał nowych kolegów. Mnie, Jonga i Key. Miło było patrzeć jak się uśmiecha, bo muszę przyznać, że rzadko można było ujrzeć uśmiech na jego twarzy. Obserwowałem jak Minho przygląda się nam wszystkim. Widziałem, że chciał się wyrwać od tłumu tych pustych lasek, ale jakoś nie mogło mu to wyjść. Taemin zaś nie spojrzał już do końca lekcji w stronę swojego przyjaciela. Był zajęty grą. Ja schowałem się gdzieś, żeby trener mnie nie zobaczył, bo bym musiał ćwiczyć. Na szczęście lekcja niedługo się skończyła i znów była upragniona przerwa. Staliśmy razem we czwórkę, gdy nagle podszedł do nas Minho. Stanął obok Taemina. Zmierzył nas wzrokiem i wyciągnął ku mnie rękę.
- Jestem Minho. - Powiedział, ja również się przedstawiłem. Key i Jong zrobili to zaraz po mnie. - Taemin...- zwrócił się do chłopaka. Widać było, że długowłosy jest na niego zły. Przynajmniej ja to zauważyłem. - Cieszę się, że poznałeś w końcu nowych kolegów. - Powiedział łagodnie i pogładził go po głowie. Nie uzyskał jednak żadnej odpowiedzi z drugiej strony. Gdy przyszedł zrobiła się jakaś dziwna atmosfera, nawet Jong się nie śmiał. Panowała niezręczna cisza, którą przerwałem głośnym syknięciem. Znów ten ból... Zanim jednak zdążyłem upaść złapał mnie Key. Kolejna wizja, a myślałem, że mi już przeszło... To było coś innego...
Staliśmy wszyscy w tym miejscu gdzie teraz. Nagle obraz gwałtownie zaczął się cofać, tak jakbym cofał się w czasie, ale nie w swoich wspomnieniach, a w czyichś. To były wspomnienia Taemina....
Najpierw ukazał mi się obraz z pierwszego dnia szkoły. Obserwował ukradkiem chłopaka, który stał na przeciwko. Chwilę później obserwowany podszedł do niego i przedstawił się, szeroko się uśmiechając. - Jestem Minho.... - Taemin....... Obraz znów się rozpłynął, a po chwili pokazał się inny. Taemin po raz pierwszy staję się osobą przemocy, a na pomoc biegnie mu Minho. Od tamtej pory ukazywały mi się krótkie obrazy obu chłopaków, którzy nie rozłączali się ani na chwilę. Chwilę później obraz pierwszego pocałunku Minho z jakąś dziewczyną i Taemin stojący za rogiem i przyglądający się temu. Był dziwnie smutny, a po policzku spływała mu jedna, mała, przezroczysta łza. Obraz rozmazał się i widziałem następną sytuacje. Minho opowiadający przyjacielowi historię swojego pierwszego pocałunku. Taemin musiał powstrzymywać się, aby się nie rozpłakać, zaś jego przyjaciel był cały w skowronkach. Ostatnia scena to ta, w której Minho przytula Taemina, słyszałem jak serce zaczyna bić mu nierównym tempem....
Nagle oprzytomniałem. Słyszałem jak Jong, Key, Minho i Taemin wołają moje imię. Już teraz wiedziałem dlaczego Taemin tak bacznie przyglądał się na w-f'ie Minho, dlaczego był smutny, gdy widział go w towarzystwie dziewczyn. On był zazdrosny... Czyżby długowłosy czuł coś do chłopaka? Musiałem się tego koniecznie dowiedzieć. Nie mówiłem nikomu o wizji. Cała czwórka nękała mnie o to co mi się przywidziało, ale nie mogłem powiedzieć. Musiałem porozmawiać o tym wyłącznie tylko z Taeminem. A no tak właśnie... Podczas gdy miałem wizję Key i Jong zdążyli opowiedzieć Minho i Tae o moich, jak to ujął Jonghyun ,, nadprzyrodzonych mocach,,. Ja jednak uważałem, że jestem po prostu dziwakiem i tyle. Nie podobało mi się to, ale też nie mogłem tego kontrolować.
Po szkole jak sobie obmyśliłem poszedłem prosto na cmentarz do taty. Stała tam mała ławeczka, na której zawsze siadałem aby z nim porozmawiać. Opowiedziałem mu o dziwnym wizjach i o nowych kolegach. Wiem, że może się to wydawać głupie, ale czułem, że on mnie słyszy, że rozumie i daje mi rady. Nie takie słowne jak kiedyś gdy żył, ale duchowe. Po rozmowie z nim, a raczej gadaniu tak do siebie było mi lżej, tak jak kiedyś gdy przychodziłem do niego z problemami. Spojrzałem na zegarek. Było już późno. Miałem nadzieje, że mamy nie ma jeszcze w domu. Pożegnałem się z tatą i poszedłem wprost do domu. Ufff, gdy wszedłem do środka jeszcze nikogo nie było. Odetchnąłem z ulgą i poszedłem odrabiać lekcje. Mama wróciła późno, już spałem. W nocy śnił mi się znów dziwny sen...
To był dzień w którym umarł mój tata. Widziałem jak ktoś w kapturze wchodzi do naszego domu. Nieznajomy? Nie wiem... poruszał się po domu jakby wiedział gdzie znajduje się każde pomieszczenie. Wszedł do gabinetu taty. Po chwili wyszedł. Nie widziałem jego twarzy. Potem obraz się rozmazał. Z pracy wrócił tata. Rzucił płaszcz w przedpokoju i poszedł do swojego gabinetu. Zostawił uchylone drzwi przez które mogłem wejść. Gdy zajrzałem do środka zobaczyłem ojca siedzącego już bez ruchu i mnie w tym momencie gdy przyszedłem ze szkoły i zorientowałem się, że nie żyje.....
Zaraz potem obraz się rozmył, a ja się obudziłem. Bolała mnie głowa. Przetarłem oczy i usiadłem przerażony. Co to miało znaczyć? To tylko zły sen, czy kolejna wizja?
WPIS III
Gdy chłopaki usłyszeli historie, która wydarzyła się przez momentem na korytarzu ryknęli śmiechem.
- Mi wtedy nie było do śmiechu. - Skarciłem ich, ale też rozumiałem to brzmiało śmiesznie. Eunhyuk postrach całej szkoły gejem... No w sumie to nie zaprzeczył, a zrobił się czerwony. Wiedziałem, że będzie mnie teraz ścigał. Narobiłem mu tym razem większej siary niż wtedy za pierwszym razem. Mało mnie to jednak obchodziło. Lekcje przeciągały się niemiłosiernie. Myślałem, że się zanudzę na śmierć. Nie no może na śmierć to niezbyt trafne określenie, ale na pewno bardzo mnie to nudziło. Z resztą nie tylko mnie bo i Key i Jonga, a także znudzenie widziałem w oczach Minho i Taemina. Gdy w końcu wyszliśmy na korytarz odetchnąłem z ulgą. Miałem nadzieję, że ten dzień będzie już spokojny, ale to właśnie dziś musiałem poznać tego jak to Key ujął ,, króla, który panoszy się tu po szkolę,, czy coś takiego. To nie było zbyt przyjacielskie spotkanie. Co ja gadam, przecież on nikogo nie lubił, to jak mogłoby być to miłe spotkanie... Chyba śnie... Tak więc, gdy wyszliśmy na przerwę przez przypadek na niego wpadłem. Gdybym nie wiedział, że to chłopak na pewno pomyliłbym się tak jak w przypadku Taemina, że jest dziewczyną. Miał długie, czarne włosy, związane w wysokiego kucyka. Na prawdę byłaby z niego niezła laska. Ale nie pora teraz na moje spostrzeżenia. Patrzył się na mnie z pogardą w oczach. O dziwo nie wystraszyłem się go. Dla świętego spokoju ukłoniłem się i przeprosiłem przechodnia, jednak wiedziałem, że to nic nie da, że jestem na jego czarnej liście. Minąłem się z nim i pomaszerowałem w stronę sali gimnastycznej, bo mieliśmy mieć teraz w-f.
Podczas tej lekcji bardziej przypatrywałem się innym niż ćwiczyłem. Nie lubiłem ćwiczyć, zawsze musiałem sobie coś zrobić podczas tej durnej lekcji. Siedziałem właśnie na trybunach i przyglądałem się jak wokół Minho gromadzi się ogromna liczba dziewcząt. Ja nie wiem jak on to robił, że tak na niego lecą. Spostrzegłem też kontem oka Taemina stojącego z boku. Był smutny i jakoś dziwnie przygnębiony. Dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że spogląda co chwila w stronę obłapianego Minho. Czy ja dobrze myślę? Jest zazdrosny? E tam pewnie mi się wydawało, ale postanowiłem obserwować ich dalej i nie tylko na w-f'ie. W końcu nauczyciel zauważył, że nie ćwiczę i prawię siłą wepchnął mnie na boisko. Pomyślałem, że może uda mi się zaprzyjaźnić z długowłosym, którego nikt oprócz Minho nie lubił. Podszedłem więc do chłopaka i wyciągnąłem rękę w jego stronę.
- Jestem Lee Jinki.- Przedstawiłem się, a on spojrzał na mnie zaskoczony. - Ale wolę jak ktoś mówi do mnie Onew.
- yy- wymamrotał. Wyglądało jakby on nigdy nikomu się nie przedstawiał, a może był aż tak zestresowany? Jednak po chwili on również wyciągnął dłoń.
- Lee Taemin. A czemu Onew? - Spytał po chwili ciszy.
- Wszyscy tak na mnie mówią. Nie lubię swojego imienia. - Wyjaśniłem krótko. Chłopak się delikatnie uśmiechnął.
- Widzę, że nie masz zbyt wielu kolegów. - Powiedziałem, a on nagle posmutniał.
- No jak widać. Mam tylko Minho, to on jako jedyny chciał się ze mną zaprzyjaźnić.
- Nie smuć się, teraz masz też mnie. - Powiedziałem entuzjastycznie i poklepałem go po plecach. Gdy tak sobie rozmawialiśmy podbiegł do nas Key, a zaraz za nim Jong.
- O! Onew grasz z nami w kosza? - zostałem lekko trącony przez rozbawionego czymś Jonghyuna. - O Taemin... - Zwrócił się do długowłosego. - A ty grasz? - Spytał. Tae tylko popatrzył zaskoczony na niego i niepewnie skinął głową na znak, że się zgadza.
- No to jak Onew, grasz? - Spytał ponownie Key. Ja jednak odmówiłem. Nie byłem najlepszy w sporcie. Tak właśnie Taemin zyskał nowych kolegów. Mnie, Jonga i Key. Miło było patrzeć jak się uśmiecha, bo muszę przyznać, że rzadko można było ujrzeć uśmiech na jego twarzy. Obserwowałem jak Minho przygląda się nam wszystkim. Widziałem, że chciał się wyrwać od tłumu tych pustych lasek, ale jakoś nie mogło mu to wyjść. Taemin zaś nie spojrzał już do końca lekcji w stronę swojego przyjaciela. Był zajęty grą. Ja schowałem się gdzieś, żeby trener mnie nie zobaczył, bo bym musiał ćwiczyć. Na szczęście lekcja niedługo się skończyła i znów była upragniona przerwa. Staliśmy razem we czwórkę, gdy nagle podszedł do nas Minho. Stanął obok Taemina. Zmierzył nas wzrokiem i wyciągnął ku mnie rękę.
- Jestem Minho. - Powiedział, ja również się przedstawiłem. Key i Jong zrobili to zaraz po mnie. - Taemin...- zwrócił się do chłopaka. Widać było, że długowłosy jest na niego zły. Przynajmniej ja to zauważyłem. - Cieszę się, że poznałeś w końcu nowych kolegów. - Powiedział łagodnie i pogładził go po głowie. Nie uzyskał jednak żadnej odpowiedzi z drugiej strony. Gdy przyszedł zrobiła się jakaś dziwna atmosfera, nawet Jong się nie śmiał. Panowała niezręczna cisza, którą przerwałem głośnym syknięciem. Znów ten ból... Zanim jednak zdążyłem upaść złapał mnie Key. Kolejna wizja, a myślałem, że mi już przeszło... To było coś innego...
Staliśmy wszyscy w tym miejscu gdzie teraz. Nagle obraz gwałtownie zaczął się cofać, tak jakbym cofał się w czasie, ale nie w swoich wspomnieniach, a w czyichś. To były wspomnienia Taemina....
Najpierw ukazał mi się obraz z pierwszego dnia szkoły. Obserwował ukradkiem chłopaka, który stał na przeciwko. Chwilę później obserwowany podszedł do niego i przedstawił się, szeroko się uśmiechając. - Jestem Minho.... - Taemin....... Obraz znów się rozpłynął, a po chwili pokazał się inny. Taemin po raz pierwszy staję się osobą przemocy, a na pomoc biegnie mu Minho. Od tamtej pory ukazywały mi się krótkie obrazy obu chłopaków, którzy nie rozłączali się ani na chwilę. Chwilę później obraz pierwszego pocałunku Minho z jakąś dziewczyną i Taemin stojący za rogiem i przyglądający się temu. Był dziwnie smutny, a po policzku spływała mu jedna, mała, przezroczysta łza. Obraz rozmazał się i widziałem następną sytuacje. Minho opowiadający przyjacielowi historię swojego pierwszego pocałunku. Taemin musiał powstrzymywać się, aby się nie rozpłakać, zaś jego przyjaciel był cały w skowronkach. Ostatnia scena to ta, w której Minho przytula Taemina, słyszałem jak serce zaczyna bić mu nierównym tempem....
Nagle oprzytomniałem. Słyszałem jak Jong, Key, Minho i Taemin wołają moje imię. Już teraz wiedziałem dlaczego Taemin tak bacznie przyglądał się na w-f'ie Minho, dlaczego był smutny, gdy widział go w towarzystwie dziewczyn. On był zazdrosny... Czyżby długowłosy czuł coś do chłopaka? Musiałem się tego koniecznie dowiedzieć. Nie mówiłem nikomu o wizji. Cała czwórka nękała mnie o to co mi się przywidziało, ale nie mogłem powiedzieć. Musiałem porozmawiać o tym wyłącznie tylko z Taeminem. A no tak właśnie... Podczas gdy miałem wizję Key i Jong zdążyli opowiedzieć Minho i Tae o moich, jak to ujął Jonghyun ,, nadprzyrodzonych mocach,,. Ja jednak uważałem, że jestem po prostu dziwakiem i tyle. Nie podobało mi się to, ale też nie mogłem tego kontrolować.
Po szkole jak sobie obmyśliłem poszedłem prosto na cmentarz do taty. Stała tam mała ławeczka, na której zawsze siadałem aby z nim porozmawiać. Opowiedziałem mu o dziwnym wizjach i o nowych kolegach. Wiem, że może się to wydawać głupie, ale czułem, że on mnie słyszy, że rozumie i daje mi rady. Nie takie słowne jak kiedyś gdy żył, ale duchowe. Po rozmowie z nim, a raczej gadaniu tak do siebie było mi lżej, tak jak kiedyś gdy przychodziłem do niego z problemami. Spojrzałem na zegarek. Było już późno. Miałem nadzieje, że mamy nie ma jeszcze w domu. Pożegnałem się z tatą i poszedłem wprost do domu. Ufff, gdy wszedłem do środka jeszcze nikogo nie było. Odetchnąłem z ulgą i poszedłem odrabiać lekcje. Mama wróciła późno, już spałem. W nocy śnił mi się znów dziwny sen...
To był dzień w którym umarł mój tata. Widziałem jak ktoś w kapturze wchodzi do naszego domu. Nieznajomy? Nie wiem... poruszał się po domu jakby wiedział gdzie znajduje się każde pomieszczenie. Wszedł do gabinetu taty. Po chwili wyszedł. Nie widziałem jego twarzy. Potem obraz się rozmazał. Z pracy wrócił tata. Rzucił płaszcz w przedpokoju i poszedł do swojego gabinetu. Zostawił uchylone drzwi przez które mogłem wejść. Gdy zajrzałem do środka zobaczyłem ojca siedzącego już bez ruchu i mnie w tym momencie gdy przyszedłem ze szkoły i zorientowałem się, że nie żyje.....
Zaraz potem obraz się rozmył, a ja się obudziłem. Bolała mnie głowa. Przetarłem oczy i usiadłem przerażony. Co to miało znaczyć? To tylko zły sen, czy kolejna wizja?
Subskrybuj:
Posty (Atom)