Opowiadania One- shoty Yaoi... dla każdego coś fajnego ;p
sobota, 31 stycznia 2015
~ Jedna ze stron życia 10 ~
WPIS X
Następnego dnia według planu udaliśmy się do mojego domu. Stał pusty, tak jak go zostawiłem. Na szczęście nikt się do niego nie włamał. Niestety klucza nie znaleźliśmy nawet po długich poszukiwaniach. Drzwi nie mogliśmy wyważyć bo nie dalibyśmy rady. Ojciec dobrze je zabezpieczył i sam kiedyś powiedział mi, że są antywłamaniowe. Minho jak zwykle rozmyślał co by tu teraz zrobić, Tae siedział znudzony jak zawsze, a Jonghyun, on po prostu się denerwował ponieważ też nic nie mógł poradzić. Tak na prawdę to staliśmy w miejscu i to mnie najbardziej dobijało. Od śmierci ojca minęło już tyle czasu, a ja nawet nie wiem gdzie mam szukać tego typa, który pozbawił go życia.
- No i co? Będziemy tu tak siedzieć? Przecież to nie najmniejszego sensu. - westchnął nerwowo Dino i w sumie to miał rację, też nie miałem zamiaru tu dłużej siedzieć, bo po co?
- Lepiej się zastanówmy gdzie matka Onew ukryła klucz... - Żabol nadal siedział zamyślony, ale ja nie miałem już nawet ochoty na myślenie. Chciałem odpocząć i sprawdzić jak czuje się Key, bo miałem niezbyt dobre przeczucie. Tae ciężko podniósł się z krzesła i skierował się w stronę wyjścia.
- Ja nie wiem jak wy, ale ja wychodzę. Nic tu po nas i tak nie odnajdziemy tego klucza, pewnie ona go zabrała.
- On ma rację. - Przyznałem to z lekkim rozczarowaniem.
- No to co teraz zrobimy? - Minho również załamał ręce.
- Trzeba tylko odnaleźć matkę Jinki'ego. Wiem, że to nie będzie proste, ale musimy dać radę... - No tak. Jonghyun miał rację, to wcale nie będzie takie łatwe, bo nawet nie wiemy gdzie ona się teraz podziewa. Wiedziałem też, że nie chcę się tak poddawać i kiedyś odkryję prawdę dlaczego mam te dziwne wizje, dlaczego ojcu tak zależy abym ujawnił prawdę. Z każdym dniem robiło się to nieco trudniejsze i bałem się, że w końcu nigdy ta sprawa się nie wyjaśni. Nie wiedziałem co czeka mnie jednak w najbliższym czasie, bliższym niż mogłoby się wam wszystkim wydawać. Zrezygnowani wróciliśmy do swoich domów, a nie... Ja mieszkałem u Minho, pomyłka. W domu chłopaka zastanawialiśmy się wspólnie nad tym wszystkim, ale tak na prawdę nie było racjonalnego wytłumaczenia na te wszystkie dziwadła. No tak! Key! dopiero potem przypomniałem sobie, że miałem sprawdzić co u niego. Minho wypytywał się gdzie wychodzę, ale nic mu nie odpowiedziałem i po prostu wyszedłem. Miałem nadzieję tylko, że nie będzie mnie śledził i tak nie było. Właśnie to w nim lubiłem, nie wisiał nade mną tak jak Jonghyun, który swym natręctwem czasem doprowadzał mnie do furii. No tak! Przypomniało mi się, że to właśnie tego dnia mieli adoptować tego natręta. Może i tak na niego teraz mówię , ale tak na prawdę bez niego nie byłoby to samo. Denerwował mnie to fakt i chyba robił to z przyjemnością, ale widać też było, że to wina jego charakteru. Każdy z naszej piątki był inny i to mi się podobało. Ale koniec tych przemyśleń. Gdy tylko dotarłem do sierocińca, gdzie mieszkał Key powędrowałem do niego. Nie wiedziałem czego miałbym się spodziewać. Widok nie był jednak najgorszy, ale wyraźnie wyczułem, że nasza kochana Diva był przygnębiony.
- Wyprowadził się?
- A widzisz go? Jeszcze....- Głos mu się załamał. - Jeszcze na odchodne powiedział mi żebym tu zgnił... - rozpłakał się na dobre. Bez słowa przytuliłem się do niego.
- Znów się posprzeczaliście? Co wam to da?
- Ostatnio ciągle się kłócimy, nie możemy się porozumieć. Od kiedy.... od kiedy....
- Od kiedy ja się pojawiłem, wiem. - Posmutniałem wtedy nieco. Chłopak się zaprzeczał, że to nie tak, że nie miał tego na myśli i nie chciał żeby to tak zabrzmiało, ale ja nie byłem głupi, przecież każdy by stwierdził to samo co ja.
- Nie rozumiesz... - mruknął smuto i wbił wzrok w ziemię. - To nie przez Ciebie. To wszystko moja wina, jestem głupi i naiwny i wiem, że nigdy nie będzie idealnie, że zawsze będzie mi czegoś brakować. Nie mam rodziców, sam wiesz jak się czuję. Osoba którą kocham.... prawdopodobnie... nigdy nie będziemy mogli być razem. - To mnie trochę zbiło z tropu. Chłopak był zakochany? Nic nie mówił...
- Jesteś zakochany? Czemu nic nie....- Nie zdołałem skończyć, bo on wbił we mnie smutne spojrzenie. Oczy miał już po brzegi wypełnione łzami i odpowiedź sama nasunęła mi się na język.
- Jonghyun? - Samo wyrwało mi się z gardła. Chłopak tylko pokiwał głową. Nie protestował, rozpłakał się i oparł o moje ramię. Cieszyłem się, że w końcu mi się przyznał. Nie wiedziałem teraz co mam robić, ale też nie zamierzałem tak tego zostawić.
- Tylko proszę Cię... Nie mów nikomu. - Z każdą chwilą zanosił się coraz bardziej.
- Nie płacz. - Szepnąłem mu do ucha. - Nikomu nie powiem, nie martw się... - Może chcesz żebym tak dyskretnie zapytał go o co mu tak na prawdę chodzi?
- Nie wiem o co mu chodzi.... Z dnia na dzień się zmienił, to już nie ten sam Jong, którego pokochałem i to mnie tak boli. - Ponownie zaczął płakać.
- Czemu mu nie powiesz?
- Ależ próbowałem, tylko on niespodziewanie zaczął się dziwnie zachowywać, zaczęliśmy się kłócić, coraz gorzej się dogadywaliśmy i straciłem ochotę i odwagę aby mu powiedzieć co czuję. Teraz mu nie powiem, bo na pewno mnie odrzuci, nie chce rozczarowania i wolę milczeć. Zawsze warto mieć nadzieje, niż w ogóle jej nie mieć. Ja zawszę będę go kochał, on nie musi o tym wiedzieć.
- Ale będziesz cierpiał...
- Równie dobrze będę cierpiał jak mnie odrzuci i znienawidzi do końca, tego bym nie przeżył.
Byłem bezradny i w sumie to nie wiedziałem co mam mu poradzić.
- Nie zamierzasz nam pomóc? Już zawsze będziesz go unikał, bo coś mu odwaliło i zachowuje się jak gbur?
- Nie chcę go widzieć... - westchnął.
- Ale to nie rozwiążę problemu i tylko bardziej będziesz o nim myślał. Spróbuję się dowiedzieć o co mu chodzi, a ty jutro przyjdź do Minho, mamy się spotkać aby postanowić co dalej robić. - Wstałem i poklepałem go po ramieniu. - I nie rycz już, facetem jesteś.. - uśmiechnąłem się promiennie. - Miłość to przejściowy stan, zobaczysz z czasem przemija wszystko, nawet miłość. - Zostawiłem go samego i wróciłem do domu Minho. Ten od razu gdy zobaczył moje przygnębienie zaczął wypytywać mnie co się stało, ale przecież obiecałem i nie mogłem wyjawić tej tajemnicy. Tego dnia miałem już na prawdę dosyć. Chciałem jak najszybciej położyć się i iść spać, ale pojawił się kolejny nieoczekiwany problem. Rodzice Minho zaczęli wypytywać się gdzie jest moja matka, dlaczego zostawiła mnie na tak długo. To oznaczało jedno, nie mogłem już długo mieszkać u przyjaciela. U Key nie było szans, Jonghyun też odpadał. Został mi tylko Tae, ale też tylko na jakieś dwa tygodnie, a potem? Co potem? Miałbym wrócić do swojego mieszkania? Przecież tam było niebezpiecznie. Tu zaczęły się poważne zmartwienia, które nie dawały mi spać tej nocy.
Następnego dnia wyglądałem jak jakieś zombie. Niewyspany i ledwo żywy zszedłem na śniadanie dobrze, że rodziców Żabci już nie było w domu bo by zaczęli się o mnie martwić. Niedługo potem zjawili się też Tae i Jong. Miałem cichą nadzieję, że Key przemyśli co mu powiedziałem i też się zjawi. Myślałem, że olał sobie moją wizytę i prośbę, ale nie. W końcu przyszedł, panowała nieco niezręczna atmosfera i wyraźnie czuć było to napięcie pomiędzy nim, a Jonghyunem. Siedzieli oddaleni od siebie i wcale na siebie nie spoglądali.
- Tak na prawdę to jesteśmy w kropce. - stwierdził po jakimś czasie zamyślony Minho.
- Co ty nie powiesz. My nic nie wiemy. Wiemy tylko, że w tym gabinecie musi być coś co rozwiążę całą sprawę. Jednak nie mamy klucza, bo ma go mama Onew, która niespodziewanie sobie zniknęła. Za to Onew ma wizję, które też nie wiemy skąd się biorą, dopóki nie odnajdziemy matki Onew. Jeszcze jakby tego było mało, ściga go jakiś podejrzany typ, który jest prawdopodobnie zabójcą ojca Dubu. Więc ja już nie wiem co mam robić, gdzie szukać i jak szukać. - Widać było, że Jonghyun od tych kłótni z Key nie miał już nawet ochoty na rozwiązanie tej zagadki. Był w nią przecież tak wciągnięty. Załamałem ręce. Jak tak dalej pójdzie to nie wiem czy wytrzymam psychicznie.
- Proponuje najpierw odnaleźć Panią Lee, a potem podejmować jakiekolwiek inne działania.- Taemin miał rację.
- Właśnie po kolei.
- Ale zostaje jeszcze jeden problem, a raczej dwa. - Spojrzałem pytająco na Key, który w końcu się odezwał. - Chodzi o Heechula, szkołę i o to gdzie Onew będzie teraz mieszkał. Przecież nie możemy o tym zapomnieć. - Zrobiło mi się miło, że pamięta o mnie.
- Właśnie! Moi rodzice już się wypytują. Co będzie jak dowiedzą się odrobinę za dużo?
- Może zamieszkaj w domu dziecka, u Key zwolniło się miejsce w pokoju - Wrednie wtrącił Jonghyun. Nie wytrzymałem i nerwy mi puściły. Złapałem go za koszulkę i zaciskałem już pięści. Widać, że Key zrobiło się przykro.
- Pogadamy sobie później...- Wysyczałem przez zaciśnięte zęby.
- Ej przestańcie! - Rozdzielił nas Minho. Opanowałem się szybko i odpuściłem. No tak, to nie był najlepszy czas, ani miejsce na takiego typu sprzeczki.
- Myślicie, że ta sprawa sama się rozwiążę! Obicie sobie ryjów i niepotrzebne kłótnie w niczym tu nie pomogą. - I znów Minho miał świętą rację. - Ja mam tego dosyć! Jak tak dalej pójdzie to będziecie radzić sobie sami! - Żabol naprawdę się zdenerwował, a ja ani nikt z obecnych nie śmiał mu przerywać. Gdy się denerwował wyglądał strasznie, szczerze? Nie podskoczyłby mu nawet Jonghyun. Taka prawda, bo może krótko ich znam, ale już trochę o nich wiem. Key jest wrażliwy i uczuciowy, ma hopla na punkcie czystości i to dobry chłopak. Wiem, że nie opuściłby nikogo w potrzebie. Jonghyun porywczy i wkurzający, nienagadany i nawet natrętny. Z reguły wesoły koleś, ale gdy się wkurzy docina wszystkim i nie patrzy na to czy kogoś tym rani, czy nie. Taemin... Hmmm... On to raczej bojaźliwy, ale bardzo zwinny. Niechętny do uczestniczenia w tym całym "polowaniu na zabójcę". Widać, że chętnie zająłby się czymś innym, np tym co najbardziej kocha, czyli tańczyłby całe dnie. Jest tu z nami jedynie ze względu na Minho. Gdy tylko to możliwe chłopak nie odstępuję go na krok. Nieśmiałość i skromność też można dopisać mu do jego cech. Za to Minho, jak już zdarzyło mi się wspomnieć wcześniej był "mózgiem" w każdej sytuacji. Opanowany i spokojny, rozważał każdy najdrobniejszy szczegół. Rzadko można było wyprowadzić go z równowagi. Zawsze stał murem za Tae, nie pozwalając mu zrobić krzywdy. Czy gdyby nie był w nim zakochany, też by tak postępował? ( lecz to są tylko moje przypuszczenia).
O sobie chyba nie muszę opowiadać. Do niedawna kaleka, potykałem się o własne nogi, a teraz mam jakieś moce " z dupy ". Myślicie, że mi się to podoba? A w życiu! Co ja bym dał, abym znów mógł być normalny.
A wracając do darcia się Minho...
W końcu się uspokoił, a na jego twarzy znów malował się stoicki spokój. W końcu udało nam się ustalić kwestię z moim tymczasowym pomieszkiwaniem. Taemin był moją ostatnią deską ratunku, więc tak czy siak nie było innego wyjścia. A to się nawet dobrze składało, gdyż będę mógł wypytać go o jego relację z Minho (bardzo mnie to ciekawiło). Czemu nie zapytałem o to Minho, gdy u niego mieszkałem? To proste, po prostu doskonale wiedziałem, że nic mi nie powie i wyprze się, a Taemin? On nie umie kłamać. Wiem, może to i nie moja sprawa, nie powinienem mieszać się w ich prywatne sprawy, ale jak dojdzie do tego co dzieje się teraz z JongKey? Wtedy to zostanę ze wszystkim sam jak palec, a tego nie chce.
Na razie nie zastanawiałem się co będzie potem z moim pomieszkiwaniem, teraz była o wiele trudniejsza kwestia, a mianowicie: " co zrobić ze szkołą? " Przecież byłem nieletni, nie mogłem opuszczać notorycznie zajęć.
...- No gdybyś nie wypalił z tym powiewem z dłoni, to można by było wcisnąć im kity, że Heechul łże, ale teraz to po prostu kicha. - Westchnął ciężko i niestety miał rację, lecz ja wtedy nie mogłem nad tym zapanować.
- I co teraz? - Spytałem już całkiem załamany. Pozwólcie, że zadam sobie to samo pytanie co zawsze. "Dlaczego ja?".
Minho dumał i dumał, ale nawet on nie wiedział co zrobić. Przecież ludzie w szkole nie dadzą mi spokoju, nie dadzą też chłopakom, bo kumplują się ze mną. Ale się porobiło. Nieświadomie aż złapałem się za głowę bo nagle znikąd pojawiła się kolejna wizja....
,, Jak zwykle widziałem zakapturzoną postać - prawdopodobnie mężczyzny. Dziwne było to, że nie był sam. Obok stała kobieta, też w kapturze. Skąd wiem, że była to kobieta? To proste jej włosy wystawały spod kaptura i opadały jej na piersi. Długie, proste- moja matka takie miała. Kobieta stała bokiem i nie mogłem dostrzec jej twarzy. Nagle ujrzałem w oddali jeszcze jedną postać, młodego chłopaka. Też był w kapturze, też nie widziałem jego twarzy, tylko usta. Wydawało mi się, że gdzieś już je widziałem. Widziałem ten uśmieszek, ten grymas, ale gdzie? Teraz nie potrafiłem sobie przypomnieć. Obserwowałem ich dalej... Rozmawiali o czymś, ale o czym? Nie mogłem usłyszeć. Nagle na swoim ramieniu poczułem chłód, przeszedł mnie dreszcz, a gdy spojrzałem w bok stał tam mój ojciec, a raczej jego zjawa. Pokazywał palcem na całą trójkę. Nic się nie odzywał. Ja też chciałem coś powiedzieć, ale nie mogłem, jakbym niespodziewanie stracił głos. To było okropne uczucie.~ O co tu kurwa chodzi!!! ~ Wydarłem się w swoich myślach i nagle się ocknąłem....,,
Siedziałem tak samo jak wcześniej na łóżku. Chłopaki z ciekawością mi się przyglądali. Wiedziałem, że zaraz posypią się pytania. Opowiedziałem im to co zobaczyłem to, że nie mogłem mówić, o ojcu i postaciach.
- A może rozpoznałeś miejsce gdzie się znajdowali? - Spytał nagle Minho. No tak! Jaki ja głupi na ten ważny szczegół nie zwróciłem uwagi!
- Nie, byłem zajęty rozpoznawaniem twarzy. Wydaje mi się, że znam tego chłopaka co z nimi tam stał.
- Wiesz kto to?
- Na razie nie, ale dowiem się, nie chcę oskarżać bez podstaw. Pozwólcie, że sam to sprawdzę i powiem wam jak będę już na sto procent pewny. - Uszanowali moją decyzję, nawet Jonghyun co bardzo mnie zdziwiło.
- Poszukiwania mojej mamy zaczynamy od jutra po szkole. - Oznajmiłem. - Wrócimy do domu, poszukamy wskazówek gdzie mogła się udać. Musimy zrobić śledztwo sami, inaczej nie dowiemy się niczego, a dusza mojego ojca nie zazna spokoju.....
______________________________________________________________________
Oto 10 rozdział xd szkoda tylko, że nikt nie komentuje, ale to co xd nie wiem kiedy będzie
kolejny ;p
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Jedna ze stron życia 9
Dobra XD Dodaje kolejny rozdział xd i chyba coś przeczuwam.... A mianowicie ( Nie chcę was wcale straszyć), ale..... NORMALNIE OD JAKIEGOŚ CZASU..... ( przepraszam za to uniesienie), mam wrażenie, że te rozdziały nie są pisane z taką pasją jak robiłam to kiedyś.... piszę je na prawdę czasem od niechcenia.... Muszę stwierdzić wszem i wobec, że dodam jeszcze 10 rozdział i dokonuje zmian we wszystkich moich na przymus napisanych rozdziałach i wgl chyba wszystko poprawię, więc jak na razie nie będzie kontynuacji opowiadania ,, jedna ze stron życia,, MAM NADZIEJE ŻE TO PRZECZYTALIŚCIE ~~~ Mam nadzieje, że będziecie czytali poprawione wersje i stwierdzicie, że są o wiele lepsze.....
WPIS IX
Rano obudziłem się jak zwykle nie wyspany. Znów miałem koszmar. Nie sądziłem jednak, że ten sen stanie się rzeczywistością. (...)
Poszedłem do szkoły razem z Minho niczego nieświadomy. Ludzie na korytarzach i przed wejściem na prawdę dziwnie się zachowywali.
- Co im się wszystkim stało? - Nawet Minho to zauważył. Przymrużył oczy i zrobił skrzywioną minę. Wzruszyłem ramionami na znak, że nie rozumiem i postanowiłem poszukać reszty przyjaciół. Wszyscy coś szeptali, niektórzy chichotali, niektórzy byli nawet przerażeni. Wszyscy, oprócz całej naszej piątki. Staliśmy razem w kręgu czekając na lekcje. Brakowało tylko Taemina.
- To dziwne. - Mruknął Minho - On nigdy nie spóźnia się na lekcje...- dokończył i w sumie miał racje.
- E tam, pewnie zaraz przylezie, po co te nerwy. - rzekł Jonghyun. Key spojrzał na niego spode łba. Tak jak Jonghyun mówił, Taemin właśnie biegł w naszą stronę. Po jego minie można było wnioskować, że stało się coś nie ciekawego. Przerażony wpadł na stojącego na przeciwko Minho.
- Nie! - wydarł się jak opętany. - Musimy uciekać! Uciekać! Minho rusz się! Jong! Key! Onew! - Wydzierał się, a łzy zaczęły spływać z jego oczu.
- Co się stało Tae? Uspokój się, wytłumacz co się stało, ktoś Cię goni? Ktoś chce nas skrzywdzić? - wypytywał się Minho próbując go uspokoić.
- Ktoś chce nas zabić? - Spytał się Jong.
- Co jest! Odpowiedz! - Nagle się wydarłem i złapałem Taemina na ramiona potrząsając nim. Na prawdę się bałem, ale zaraz sam uzyskałem odpowiedź na pytania zadawane na przemian przez naszą całą czwórkę, a mianowicie miałem wizję, taką samą jak mój dzisiejszy sen.
Wizja przedstawiała to do czego wcale nie powinno dojść, a jednak Taemin miał rację. Heechul się wygadał i teraz cała szkoła mówiła tylko o mnie. Ale to nie wszystko, bo własnie widziałem jak nie za duży tłum biegł w naszą stronę i to przed nim Tae musiał uciekać. Przeważnie były to dziewczyny, chodź w tłumie można było dopatrzeć się i męskich twarzy.
Bez zastanowienia złapałem Tae za rękę i pociągnąłem za sobą.
- Na co czekacie! Musimy uciekać! Wszyscy już wiedzą! - wydarłem się. Biegiem ruszyliśmy w stronę drzwi wyjściowych,ale jedna z grupek wyłoniła się nam na drodze.
- To on! Łapać go! Łapać dziwaka! - Darli się uczniowie. Zaczęliśmy biec w inną stronę, ale to i tak nic nie dało. Okrążyli nas, bałem się co mogą nam zrobić. Byłem zdenerwowany, a zarazem okropnie się bałem. Nie zorientowałem się nawet,że leżę teraz na podłodze, a moją głowę przeszywa okropny ból. Nagle wrzaski gdzieś znikły, jakbym nic nie słyszał, jakby nikogo obok mnie nie było. W mojej głowie ukazał się znów jakiś obraz. To było coś innego, ta wizja... ona była inna.... Dziwna? Bez sensu?
Stałem na środku jakiegoś pustego pola. Panowała tam nieskazitelna czystość. Nagle z oddali zaczęła wyjawiać się jakaś postać w białym kapturze. Widziałem tylko uśmiech tej osoby. Nie był zły, czułem to. Osoba ta nie zdjęła jeszcze kaptura ze swej głowy, a ja już rozpoznawałem swojego ukochanego ojca.
- Tato!
- Dasz im radę, a potem uciekaj... - Nie rozumiałem jego słów.
- Ale jak, przecież oni... jest ich więcej ode...- Nie dokończyłem, poczułem tylko dotyk mojego ojca na swojej piersi. Czułem jakby był na prawdę, jakby był żywy. Zrobiło mi się dziwnie gorąco.
- Ja jestem z tobą, zawsze.... - rzekł.
Nagle wszystko zniknęło. Ja podniosłem się z ziemi szeroko się uśmiechając. Nie był to przyjacielski uśmieszek. Nie mogłem tego opanować, coś we mnie wstąpiło, coś okropnie dziwnego. Czułem, że zaraz eksploduje. Co się ze mną działo? Sam się bałem. Kazałem chłopakom stanąć za mną. Jakaś siła podniosła moją prawą rękę i nagle poczułem jakby coś ze mnie ubywało. Cofnęło mnie w tył. Otworzyłem oczy, bo z przerażenia je przymknąłem i zobaczyłem, że cała grupka leżała po bokach korytarza daleko ode mnie.
- O kurwa!!! - Wydarł się Jonghyun. - Nie mówiłeś, że masz jeszcze takie moce! - złapał się za głowę. Nie bardzo wiedziałem co się stało.
- Ale co ja zrobiłem? - Byłem w szoku.
- Nie czas teraz na wytłumaczenia! Uciekajmy! - Pośpieszył nas Minho trzymający Tae za rękę. Wybiegliśmy ze szkoły. Ja wiedziałem jedno, już tam nie wrócę, nigdy, a Heechul pożałuje tego, ja już się o to postaram. Schowaliśmy się z chłopakami w jakimś parku. Jong, jak i reszta nadal byli w szoku.
- Serio nic nie pamiętasz? - spytał przestraszony, a zarazem zdziwiony Taemin.
- Co się stało?
- Stary! Ty normalnie najpierw upadłeś, a potem tak nagle wstałeś, wyciągnąłeś rękę o tak do przodu i ich wszystkich zmiotło, jakby przeszedł huragan! - Tłumaczył mi podekscytowany Dino pokazując jak to dokładnie wyglądało. Byłem w szoku. Cholera czy to było tylko chwilowe? Wyciągnąłem niepewnie rękę i machnąłem, ale nic się nie stało.
- Już tak nie mogę. Może tata....
- Co!? Widziałeś swojego ojca? - przerwał podekscytowany przyjaciel.
- Jakbym na chwilę poszedł do nieba... - tylko tak umiałem to wyjaśnić. To wszystko było dla mnie chore i bez sensu. Wszyscy wpatrywali się we mnie ze zdziwieniem.
- Wiem jak to brzmi... - mruknąłem pod nosem. Sam na ich miejscu bym nie uwierzył. No nie licząc naszego Dinusia, on był wprost zafascynowany całą tą sytuacją.
- A nie mówiłem.... - westchnął długowłosy.
- No mówiłeś... - Musiałem to przyznać. I tak prędzej czy później to by się wydało, tylko na prawdę było mi smutno, że stało to się aż tak szybko.
- Mówiłem wam, zabijmy go, a nie będzie problemu, ale wy nie... Oczywiście Kay wydarł się, że jestem bez serca! A to była jedyne poprawne rozwiązanie... - warknął.
- Uważasz, że to przeze mnie?
- Tak, mógłbyś chociaż raz się zamknąć i dać mi działać!
- To ty się zamknij! Nie kumam o co Ci ostatnio chodzi!
- A ja nie kumam Ciebie! Przypierdoli się taki i ci zasra całe życie! - Key nie wytrzymał i przywalił przyjacielowi z całej siły w twarz.
- Nie chce mieć z tobą już nic wspólnego głupi zasrańcu! Nie chce Cię znać! Sorry chłopaki, ale dopóki on tu jest ja się umywam. Informuj mnie Onew o wszystkim, będę starał się pomóc, ale na odległość, daleko od tego pieprzonego jaszczura.
- Uf! Na reszcie! A idź sobie! Wcale Cię nie potrzebuje! Już nawet się spakowałem, bo wiesz znaleźli dla mnie rodzinę zastępczą, a ty nadal będziesz głupią sierotą! - wykrzyczał mu jeszcze na odchodne. Co jak co, ale to musiało go okropnie zaboleć. Za to Jong zaczął się śmiać. Teraz to ja podszedłem i uderzyłam go w drugi policzek z całej siły. Po mnie zrobił to Taemin, a po Tae Minho.
- Sam jeszcze powinieneś jebnąć się z całej siły w łeb... - warknąłem. Na prawdę to nie ten sam Jong, którego poznałem na samym początku. Nie chciałem sobie wyobrażać jak teraz musi czuć się biedny Key.
WPIS IX
Rano obudziłem się jak zwykle nie wyspany. Znów miałem koszmar. Nie sądziłem jednak, że ten sen stanie się rzeczywistością. (...)
Poszedłem do szkoły razem z Minho niczego nieświadomy. Ludzie na korytarzach i przed wejściem na prawdę dziwnie się zachowywali.
- Co im się wszystkim stało? - Nawet Minho to zauważył. Przymrużył oczy i zrobił skrzywioną minę. Wzruszyłem ramionami na znak, że nie rozumiem i postanowiłem poszukać reszty przyjaciół. Wszyscy coś szeptali, niektórzy chichotali, niektórzy byli nawet przerażeni. Wszyscy, oprócz całej naszej piątki. Staliśmy razem w kręgu czekając na lekcje. Brakowało tylko Taemina.
- To dziwne. - Mruknął Minho - On nigdy nie spóźnia się na lekcje...- dokończył i w sumie miał racje.
- E tam, pewnie zaraz przylezie, po co te nerwy. - rzekł Jonghyun. Key spojrzał na niego spode łba. Tak jak Jonghyun mówił, Taemin właśnie biegł w naszą stronę. Po jego minie można było wnioskować, że stało się coś nie ciekawego. Przerażony wpadł na stojącego na przeciwko Minho.
- Nie! - wydarł się jak opętany. - Musimy uciekać! Uciekać! Minho rusz się! Jong! Key! Onew! - Wydzierał się, a łzy zaczęły spływać z jego oczu.
- Co się stało Tae? Uspokój się, wytłumacz co się stało, ktoś Cię goni? Ktoś chce nas skrzywdzić? - wypytywał się Minho próbując go uspokoić.
- Ktoś chce nas zabić? - Spytał się Jong.
- Co jest! Odpowiedz! - Nagle się wydarłem i złapałem Taemina na ramiona potrząsając nim. Na prawdę się bałem, ale zaraz sam uzyskałem odpowiedź na pytania zadawane na przemian przez naszą całą czwórkę, a mianowicie miałem wizję, taką samą jak mój dzisiejszy sen.
Wizja przedstawiała to do czego wcale nie powinno dojść, a jednak Taemin miał rację. Heechul się wygadał i teraz cała szkoła mówiła tylko o mnie. Ale to nie wszystko, bo własnie widziałem jak nie za duży tłum biegł w naszą stronę i to przed nim Tae musiał uciekać. Przeważnie były to dziewczyny, chodź w tłumie można było dopatrzeć się i męskich twarzy.
Bez zastanowienia złapałem Tae za rękę i pociągnąłem za sobą.
- Na co czekacie! Musimy uciekać! Wszyscy już wiedzą! - wydarłem się. Biegiem ruszyliśmy w stronę drzwi wyjściowych,ale jedna z grupek wyłoniła się nam na drodze.
- To on! Łapać go! Łapać dziwaka! - Darli się uczniowie. Zaczęliśmy biec w inną stronę, ale to i tak nic nie dało. Okrążyli nas, bałem się co mogą nam zrobić. Byłem zdenerwowany, a zarazem okropnie się bałem. Nie zorientowałem się nawet,że leżę teraz na podłodze, a moją głowę przeszywa okropny ból. Nagle wrzaski gdzieś znikły, jakbym nic nie słyszał, jakby nikogo obok mnie nie było. W mojej głowie ukazał się znów jakiś obraz. To było coś innego, ta wizja... ona była inna.... Dziwna? Bez sensu?
Stałem na środku jakiegoś pustego pola. Panowała tam nieskazitelna czystość. Nagle z oddali zaczęła wyjawiać się jakaś postać w białym kapturze. Widziałem tylko uśmiech tej osoby. Nie był zły, czułem to. Osoba ta nie zdjęła jeszcze kaptura ze swej głowy, a ja już rozpoznawałem swojego ukochanego ojca.
- Tato!
- Dasz im radę, a potem uciekaj... - Nie rozumiałem jego słów.
- Ale jak, przecież oni... jest ich więcej ode...- Nie dokończyłem, poczułem tylko dotyk mojego ojca na swojej piersi. Czułem jakby był na prawdę, jakby był żywy. Zrobiło mi się dziwnie gorąco.
- Ja jestem z tobą, zawsze.... - rzekł.
Nagle wszystko zniknęło. Ja podniosłem się z ziemi szeroko się uśmiechając. Nie był to przyjacielski uśmieszek. Nie mogłem tego opanować, coś we mnie wstąpiło, coś okropnie dziwnego. Czułem, że zaraz eksploduje. Co się ze mną działo? Sam się bałem. Kazałem chłopakom stanąć za mną. Jakaś siła podniosła moją prawą rękę i nagle poczułem jakby coś ze mnie ubywało. Cofnęło mnie w tył. Otworzyłem oczy, bo z przerażenia je przymknąłem i zobaczyłem, że cała grupka leżała po bokach korytarza daleko ode mnie.
- O kurwa!!! - Wydarł się Jonghyun. - Nie mówiłeś, że masz jeszcze takie moce! - złapał się za głowę. Nie bardzo wiedziałem co się stało.
- Ale co ja zrobiłem? - Byłem w szoku.
- Nie czas teraz na wytłumaczenia! Uciekajmy! - Pośpieszył nas Minho trzymający Tae za rękę. Wybiegliśmy ze szkoły. Ja wiedziałem jedno, już tam nie wrócę, nigdy, a Heechul pożałuje tego, ja już się o to postaram. Schowaliśmy się z chłopakami w jakimś parku. Jong, jak i reszta nadal byli w szoku.
- Serio nic nie pamiętasz? - spytał przestraszony, a zarazem zdziwiony Taemin.
- Co się stało?
- Stary! Ty normalnie najpierw upadłeś, a potem tak nagle wstałeś, wyciągnąłeś rękę o tak do przodu i ich wszystkich zmiotło, jakby przeszedł huragan! - Tłumaczył mi podekscytowany Dino pokazując jak to dokładnie wyglądało. Byłem w szoku. Cholera czy to było tylko chwilowe? Wyciągnąłem niepewnie rękę i machnąłem, ale nic się nie stało.
- Już tak nie mogę. Może tata....
- Co!? Widziałeś swojego ojca? - przerwał podekscytowany przyjaciel.
- Jakbym na chwilę poszedł do nieba... - tylko tak umiałem to wyjaśnić. To wszystko było dla mnie chore i bez sensu. Wszyscy wpatrywali się we mnie ze zdziwieniem.
- Wiem jak to brzmi... - mruknąłem pod nosem. Sam na ich miejscu bym nie uwierzył. No nie licząc naszego Dinusia, on był wprost zafascynowany całą tą sytuacją.
- A nie mówiłem.... - westchnął długowłosy.
- No mówiłeś... - Musiałem to przyznać. I tak prędzej czy później to by się wydało, tylko na prawdę było mi smutno, że stało to się aż tak szybko.
- Mówiłem wam, zabijmy go, a nie będzie problemu, ale wy nie... Oczywiście Kay wydarł się, że jestem bez serca! A to była jedyne poprawne rozwiązanie... - warknął.
- Uważasz, że to przeze mnie?
- Tak, mógłbyś chociaż raz się zamknąć i dać mi działać!
- To ty się zamknij! Nie kumam o co Ci ostatnio chodzi!
- A ja nie kumam Ciebie! Przypierdoli się taki i ci zasra całe życie! - Key nie wytrzymał i przywalił przyjacielowi z całej siły w twarz.
- Nie chce mieć z tobą już nic wspólnego głupi zasrańcu! Nie chce Cię znać! Sorry chłopaki, ale dopóki on tu jest ja się umywam. Informuj mnie Onew o wszystkim, będę starał się pomóc, ale na odległość, daleko od tego pieprzonego jaszczura.
- Uf! Na reszcie! A idź sobie! Wcale Cię nie potrzebuje! Już nawet się spakowałem, bo wiesz znaleźli dla mnie rodzinę zastępczą, a ty nadal będziesz głupią sierotą! - wykrzyczał mu jeszcze na odchodne. Co jak co, ale to musiało go okropnie zaboleć. Za to Jong zaczął się śmiać. Teraz to ja podszedłem i uderzyłam go w drugi policzek z całej siły. Po mnie zrobił to Taemin, a po Tae Minho.
- Sam jeszcze powinieneś jebnąć się z całej siły w łeb... - warknąłem. Na prawdę to nie ten sam Jong, którego poznałem na samym początku. Nie chciałem sobie wyobrażać jak teraz musi czuć się biedny Key.
Ta rozmowa z Jongiem jednak jest bardzo konieczna. Nie pozwolę, aby ich przyjaźń się rozpadła. Przecież z tego co wiem znają się od pieluchy. Wiadomo każdy przechodzi kryzys, ale temu kryzysowi trzeba jednak pomóc.
Nie wiem jak chłopaki, ale ja jutro do szkoły nie wracam. Całą drogę do domu rozmyślałem jak to jutro będzie wyglądać.
- O czym tak rozmyślasz? - Spytał nagle Minho, gdy byliśmy już w połowie drogi. Westchnąłem ciężko i zatrzymałem się. Miałem już na prawdę wszystkiego dosyć.
- Nie potrzebnie was w to wszystkich wciągnąłem. Przeze mnie przyjaźń Key i Jonghyuna się rozwala, nie będziecie mieli teraz życia w szkole. Jutro wszyscy będą was wypytywać o mnie.
- A kto powiedział, że ja zamierzam wracać do szkoły?
- Co? Jak to? Zostawisz ich samych?
- Nie, oni też pewnie już tam nie wrócą.
- Minho co ty opowiadasz, a wasi rodzice? Przecież to nie jest takie łatwe. - Posmutniałem. Nie chciałem żeby mnie opuszczali tak na prawdę, ale też nie chciałem żeby przeze mnie mieli jakiekolwiek problemy. Co ja w ogóle pierdziele! Oni już je mieli. Kiepski ze mnie przyjaciel.
- Już się tak nie rozczulaj. Damy radę, nie można nam się załamywać. - Poklepał mnie po ramieniu i ruszyliśmy dalej.
Następnego dnia jak zwykle wstałem wcześnie rano. Pierwszy raz nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Mój przyjaciel z którym mieszkałem w przeciwieństwie do mnie wiedział czym się dziś zajmiemy.
- To ty jeszcze w łóżku? Wstawaj! - Krzyknął, ściągając mnie z łóżka.
- Co mnie tak ciągniesz? Chyba nie powiesz, że....
- No tak! Idziemy do szkoły!
- Co?! - Na prawdę się przeraziłem, ale chwilę później miałem ochotę go normalnie zatłuc.
- Żartowałem.! - Roześmiał się promiennie. Rzadko widziałem uśmiech na jego twarzy. Widząc to kąciki moich warg same powędrowały ku górze. Nie protestowałem i wstałem, nie wiedząc co tak na prawdę nasz móżdżek wymyślił. Miałem się bać? A może wręcz przeciwnie?
- Co wykombinowałeś? - Spytałem zakładając na siebie koszulkę. Chłopak spojrzał na mnie jak na głupiego.
- Skoro nie idziemy do szkoły to chyba trzeba to jakoś wykorzystać, prawda?
- Mówiąc wykorzystać masz coś konkretnego na myśli? - Zadałem kolejne pytanie coraz bardziej się bojąc odpowiedzi.
- Dziś pójdziemy w okolice twojego domu. Obadamy teren czy ten koleś się nie kręci i jutro tam wrócimy jak będzie wszystko okej. - Wyjaśnił mi. Serce podeszło mi do gardła słysząc to, ale to chyba kiedyś musiało nastąpić i w sumie szkoda marnować dnia na głupie gadanie, trzeba działać. Czułem, że niedługo dowiem się prawdy, poznam te wszystkie sekrety i odetchnę, albo umrę z przerażenia.
- Powiadomiłeś chłopaków? - Spytałem.
- Tak, ale Key nie przyjdzie. Powiedział, że nie pojawi się nigdzie tam, gdzie będzie Dino. - westchnął krótko. - Wiadomo, że Jonghyun nie odpuści żadnej okazji, znasz go. Nawet jakby nie miał ochoty iść, poszedłby tylko dlatego, żeby zrobić Key na złość. Ja już z nimi nie mogę...
- Co to się porobiło... - pokiwałem głową. Serio o co im chodzi? Tego nie wie jak na razie nikt, ale spróbuje przycisnąć obu.
Przyszedł czas żeby już iść, więc ruszyliśmy w umówione miejsce, gdzie mieli na nas czekać nasi przyjaciele. Brakowało tylko Key.
- Szkoda tylko, że nie ma z nami... - Taemin nie zdążył dokończyć bo w słowo wszedł mu Jong.
- I dobrze, że nie ma... Przynajmniej jednej osoby mniej, która sra po gaciach. - Powiedział i spojrzał znacząco na Tae. W tym momencie i Minho się wkurzył.
- Masz coś do niego? - Kątem oka spojrzał na Tae, a zaraz wbił groźne spojrzenie w Jonga.
- A ty co go tak bronisz? Sam nie może odpowiedzieć? Zachowujesz się jakbyś był jego nadopiekuńczą matką. - Widziałem jak żabol zaciska powili pięść. - Albo przynajmniej jakbyś tak bardzo darzył go niezdrowym uczuciem, Minho to widać, przyznaj się... - parsknął. Chłopak nie wytrzymał i mu przywalił, że tamten opadł na ziemię.
- Przestańcie!!! - Wydarł się Taemin i zaczął odciągać Minho od przyjaciela. - Minho on ma racje!
- Co ty opowiadasz, Tae....
- Nie broń mnie więcej, nie chcę już być ciotą, która nie może sobie poradzić ze swoimi lękami i trzeba jej bronić przed wszystkim i przed wszystkimi... - Powiedział nieśmiało i pomógł Jongowi wstać.
- Możecie się już nie kłócić? To tylko wszystko komplikuje. - Byłem stanowczy i skarciłem ich wszystkich wzrokiem. - I ty Jong na serio ogarnij dupsko bo zaczynasz mnie wkurwiać... - Westchnąłem ciężko i ruszyłem dalej nie patrząc czy idą za mną, czy nadal tam stoją. Niedługo jednak dorównali mi kroku. Nikt nie chciał się odzywać i bardzo dobrze. Mieliśmy tam siedzieć cały dzień, więc na prawdę chciałem się odstresować. Nie dość, że miałem takie problemy to jeszcze oni się kłócili. Ah! To mnie tak denerwowało. Dlaczego wszystko musiało być takie skomplikowane??? Odpowiedź była prosta: Bo dotyczyło to mnie... Ja zawsze miałem to "głupie szczęście".
Gdy dotarliśmy na miejsce ukryliśmy się gdzieś niedaleko mojego domu i obserwowaliśmy uważnie. Przez wiele godzin nic się nie działo. Wydawało się, że facet już tu nie wraca, gdy spostrzegł, że mnie tam już nie ma od dłuższego czasu i na prawdę nie myliłem się. Nikt nie przyszedł aż do wieczora.
- Jutro tu wrócimy... - rzekł Minho i wstał. - Na co czekacie? Wracajmy już do domu. - Chłopak wyciągnął dłoń w stronę Tae. Widziałem, że on w pierwszej chwili waha się patrząc się na Dino, ale chyba nie mógł się powstrzymać i dał sobie pomóc. Od razu zauważyłem rumieńce na jego policzkach, gdy Minho się do niego uśmiechnął. Również się uśmiechnąłem sam do siebie, taki tam głupi odruch.
Wszyscy wróciliśmy do siebie, byłem wykończony i przemarznięty bo za lekko się ubrałem. Padłem jak zabity na łóżko i usnąłem tak szybko jak było to możliwe.....
Nie wiem jak chłopaki, ale ja jutro do szkoły nie wracam. Całą drogę do domu rozmyślałem jak to jutro będzie wyglądać.
- O czym tak rozmyślasz? - Spytał nagle Minho, gdy byliśmy już w połowie drogi. Westchnąłem ciężko i zatrzymałem się. Miałem już na prawdę wszystkiego dosyć.
- Nie potrzebnie was w to wszystkich wciągnąłem. Przeze mnie przyjaźń Key i Jonghyuna się rozwala, nie będziecie mieli teraz życia w szkole. Jutro wszyscy będą was wypytywać o mnie.
- A kto powiedział, że ja zamierzam wracać do szkoły?
- Co? Jak to? Zostawisz ich samych?
- Nie, oni też pewnie już tam nie wrócą.
- Minho co ty opowiadasz, a wasi rodzice? Przecież to nie jest takie łatwe. - Posmutniałem. Nie chciałem żeby mnie opuszczali tak na prawdę, ale też nie chciałem żeby przeze mnie mieli jakiekolwiek problemy. Co ja w ogóle pierdziele! Oni już je mieli. Kiepski ze mnie przyjaciel.
- Już się tak nie rozczulaj. Damy radę, nie można nam się załamywać. - Poklepał mnie po ramieniu i ruszyliśmy dalej.
Następnego dnia jak zwykle wstałem wcześnie rano. Pierwszy raz nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Mój przyjaciel z którym mieszkałem w przeciwieństwie do mnie wiedział czym się dziś zajmiemy.
- To ty jeszcze w łóżku? Wstawaj! - Krzyknął, ściągając mnie z łóżka.
- Co mnie tak ciągniesz? Chyba nie powiesz, że....
- No tak! Idziemy do szkoły!
- Co?! - Na prawdę się przeraziłem, ale chwilę później miałem ochotę go normalnie zatłuc.
- Żartowałem.! - Roześmiał się promiennie. Rzadko widziałem uśmiech na jego twarzy. Widząc to kąciki moich warg same powędrowały ku górze. Nie protestowałem i wstałem, nie wiedząc co tak na prawdę nasz móżdżek wymyślił. Miałem się bać? A może wręcz przeciwnie?
- Co wykombinowałeś? - Spytałem zakładając na siebie koszulkę. Chłopak spojrzał na mnie jak na głupiego.
- Skoro nie idziemy do szkoły to chyba trzeba to jakoś wykorzystać, prawda?
- Mówiąc wykorzystać masz coś konkretnego na myśli? - Zadałem kolejne pytanie coraz bardziej się bojąc odpowiedzi.
- Dziś pójdziemy w okolice twojego domu. Obadamy teren czy ten koleś się nie kręci i jutro tam wrócimy jak będzie wszystko okej. - Wyjaśnił mi. Serce podeszło mi do gardła słysząc to, ale to chyba kiedyś musiało nastąpić i w sumie szkoda marnować dnia na głupie gadanie, trzeba działać. Czułem, że niedługo dowiem się prawdy, poznam te wszystkie sekrety i odetchnę, albo umrę z przerażenia.
- Powiadomiłeś chłopaków? - Spytałem.
- Tak, ale Key nie przyjdzie. Powiedział, że nie pojawi się nigdzie tam, gdzie będzie Dino. - westchnął krótko. - Wiadomo, że Jonghyun nie odpuści żadnej okazji, znasz go. Nawet jakby nie miał ochoty iść, poszedłby tylko dlatego, żeby zrobić Key na złość. Ja już z nimi nie mogę...
- Co to się porobiło... - pokiwałem głową. Serio o co im chodzi? Tego nie wie jak na razie nikt, ale spróbuje przycisnąć obu.
Przyszedł czas żeby już iść, więc ruszyliśmy w umówione miejsce, gdzie mieli na nas czekać nasi przyjaciele. Brakowało tylko Key.
- Szkoda tylko, że nie ma z nami... - Taemin nie zdążył dokończyć bo w słowo wszedł mu Jong.
- I dobrze, że nie ma... Przynajmniej jednej osoby mniej, która sra po gaciach. - Powiedział i spojrzał znacząco na Tae. W tym momencie i Minho się wkurzył.
- Masz coś do niego? - Kątem oka spojrzał na Tae, a zaraz wbił groźne spojrzenie w Jonga.
- A ty co go tak bronisz? Sam nie może odpowiedzieć? Zachowujesz się jakbyś był jego nadopiekuńczą matką. - Widziałem jak żabol zaciska powili pięść. - Albo przynajmniej jakbyś tak bardzo darzył go niezdrowym uczuciem, Minho to widać, przyznaj się... - parsknął. Chłopak nie wytrzymał i mu przywalił, że tamten opadł na ziemię.
- Przestańcie!!! - Wydarł się Taemin i zaczął odciągać Minho od przyjaciela. - Minho on ma racje!
- Co ty opowiadasz, Tae....
- Nie broń mnie więcej, nie chcę już być ciotą, która nie może sobie poradzić ze swoimi lękami i trzeba jej bronić przed wszystkim i przed wszystkimi... - Powiedział nieśmiało i pomógł Jongowi wstać.
- Możecie się już nie kłócić? To tylko wszystko komplikuje. - Byłem stanowczy i skarciłem ich wszystkich wzrokiem. - I ty Jong na serio ogarnij dupsko bo zaczynasz mnie wkurwiać... - Westchnąłem ciężko i ruszyłem dalej nie patrząc czy idą za mną, czy nadal tam stoją. Niedługo jednak dorównali mi kroku. Nikt nie chciał się odzywać i bardzo dobrze. Mieliśmy tam siedzieć cały dzień, więc na prawdę chciałem się odstresować. Nie dość, że miałem takie problemy to jeszcze oni się kłócili. Ah! To mnie tak denerwowało. Dlaczego wszystko musiało być takie skomplikowane??? Odpowiedź była prosta: Bo dotyczyło to mnie... Ja zawsze miałem to "głupie szczęście".
Gdy dotarliśmy na miejsce ukryliśmy się gdzieś niedaleko mojego domu i obserwowaliśmy uważnie. Przez wiele godzin nic się nie działo. Wydawało się, że facet już tu nie wraca, gdy spostrzegł, że mnie tam już nie ma od dłuższego czasu i na prawdę nie myliłem się. Nikt nie przyszedł aż do wieczora.
- Jutro tu wrócimy... - rzekł Minho i wstał. - Na co czekacie? Wracajmy już do domu. - Chłopak wyciągnął dłoń w stronę Tae. Widziałem, że on w pierwszej chwili waha się patrząc się na Dino, ale chyba nie mógł się powstrzymać i dał sobie pomóc. Od razu zauważyłem rumieńce na jego policzkach, gdy Minho się do niego uśmiechnął. Również się uśmiechnąłem sam do siebie, taki tam głupi odruch.
Wszyscy wróciliśmy do siebie, byłem wykończony i przemarznięty bo za lekko się ubrałem. Padłem jak zabity na łóżko i usnąłem tak szybko jak było to możliwe.....
piątek, 21 listopada 2014
Jedna ze stron życia 8
Kurde żadnych komentarzy serio?! OH! Wy macie co czytać, a ja? :p
WPIS VIII
.... Chłopaki zostali trochę w tyle, przecież nie mogli ze mną iść dalej. Cholernie bałem się co zobaczę, jednak musiałem też grać zaskoczonego, jeżeli chłopak żyje. To będzie trudne ukryć takie emocje. Przed wejściem postanowiłem się odprężyć. Wziąłem parę głębokich wdechów i wszedłem do środka. Nie było jeszcze tak ciemno, to był jedyny plus. Całkowicie uspokoiłem się jednak, gdy nagle w mojej głowie ukazała się wizja. Heechul żył i siedział skrępowany tam gdzie go zostawiliśmy. Był przerażony i nie wiedział co się dzieje. Poszedłem w tamtą stronę z jedzeniem. Niby przypadkiem wszedłem do tej wielkiej sali. Zrobiłem udawaną zszokowaną minę i dla efektu wypuściłem torby, które trzymałem w dłoniach. Heechul spojrzał na mnie równie zdziwiony.
- Co ty tu... - Zacząłem, jednak dobrze wiedziałem co on tu robi. Podbiegłem do niego i udawałem wystraszonego. Odwiązałem mu usta i dalej grałem nieźle zdziwionego.
- Do cholery! Gdzie ja jestem!
- Kto Cię tu uwięził? - Spytałem
- A ja wiem! Pamiętam tylko, że jakiś koleś.... ał... - syknął i pokręcił głową. - Boli mnie głowa... Pamiętam tylko ten ból, a potem obudziłem się tu, związany....
- Co za koleś? Powiedz! On może być niebezpieczny! - Dobrze mi szło to odgrywanie. Miałem nadzieje, że chłopak się nie skapnie.
- Napisał mi, że też wie o twoich mocach.... - warknął.
- Co! Komu więcej powiedziałeś?! Miałeś siedzieć cicho! Obiecałeś!
- Ja mu nie powiedziałem głąbie!
- To skąd wie!?
- Ja nie wiem! Przyszedłem żeby się dowiedzieć, ale ktoś mnie zaatakował.... - Wyjaśnił, ale zaraz zrobił podejrzliwą minę. - A ty co tutaj robisz co? - Sparaliżowało mnie to pytanie.
- Ja tu przychodzę karmić bezdomne psy. - Odparłem. - Przychodzę tu raz w tygodniu.... To, że tu jesteś okropnie mnie zastanawia. - Bałem się, że chłopak mi nie uwierzy, ale tak jak mówił Jong on jest naiwny jak dziecko we mgle.
- Na co czekasz! Uwolnij mnie!
- Co? Z jakiej racji? Niech uwolni Cię ten, który Cię tutaj uwięził. - odparłem. - Mam pomagać swojemu prześladowcy? Sorry, ale ja przyniosłem tu tylko jedzenie dla głodnych psów. Masz szczęście, że przyszedłem bo by Cię pewnie zjadły, gdyby nie dostały jedzenia na czas. - Widziałem przerażenie w jego oczach. Mój plan działał i wszystko szło jak powinno.
- Ej no nie bądź taki - jęknął przerażony. Westchnąłem ciężko i udawałem, że się zastanawiam.
- Dobra.... - już sięgałem żeby go odwiązać, lecz zatrzymałem się na chwilę. - Ale pod jednym warunkiem.
Chłopak zmarszczył brwi, spoglądając się na mnie.
- Ja nigdy nie spełniam warunków innych, oszalałeś? To inni spełniają moje warunki!
- No to miłego siedzenia w tym smrodzie, może ktoś kiedyś Cię tu znajdzie. - Powiedziałem i wstałem zaczynając powoli odchodzić, już na prawdę myślałem, że duma jest dla niego ważniejsza i nasz plan nie wypali, ale na szczęście zaraz usłyszałem nawet swoje imię.
- Onew.... Proszę.... - Zamarłem z wrażenia, odwróciłem się i podszedłem do niego z powrotem.
- O, umiesz nawet ładnie prosić? - zaśmiałem się cicho.
- Lepiej mów jaki jest ten warunek.. - westchnął bezradnie.
- To proste, przestaniesz mnie prześladować i nikomu nie powiesz o moich nadprzyrodzonych mocach. - Chłopak się trochę skrzywił, ale w ostateczności zgodził się. Nie wiedziałem czy mam mu wierzyć, czy nie.
- Ale jest jeszcze coś.
- No co? - Widać, że był niezadowolony, ale w ostateczności przytaknął.
- Jak nie dotrzymasz słowa, to cię z niszczę.
- Niby w jaki sposób.
- Myślisz, że człowiek,który ma nadprzyrodzone moce potrafi tylko przewidywać co się stanie, lub widzi co się teraz obecnie dzieje? - Chłopak spojrzał na mnie jeszcze bardziej przerażony. Oto mi właśnie chodziło, żeby się bał.
- Co??? Co jeszcze potrafisz?
- I myślisz, że ci powiem? Żebyś mnie tak szantażował? Śnisz, nie powiem Ci. To jak? Zastanów się.
Chłopak jeszcze chwilę myślał i w końcu zmiękł.
- Wygrałeś, nikomu nie powiem, ale już mnie uwolnij.
Uwolniłem go tak jak obejmowała nasza umowa. Obiecał mi, więc go odwiązałem. Zostawiłem te torby tam i wyszedłem stamtąd jak najszybciej. Gdy upewniłem się, że chłopak nie idzie za mną skręciłem w uliczkę, gdzie stali moi przyjaciele.
- Zmiękł? - Od razu Jong zaczął się wypytywać. Ja tylko triumfalnie się uśmiechnąłem.
- Miałeś rację, nie wiedziałem, że to tak szybko pójdzie.
- No to na jakiś czas Heechula mamy z głowy i możemy zająć się zagadkową śmiercią twojego ojca. - odezwał się Minho. Poklepał mnie krótko po ramieniu i powiedział, że dobrze się spisałem.
Wróciliśmy w końcu do swoich domów. Jak na dziś zrobiliśmy i tak dużo, a żeby iść do mojego domu, trzeba rozpatrzeć teren. Jak podejrzany typ nadal się tam kręci? Nie mogliśmy też opuszczać szkoły, co też było dla nas przeszkodą. Wielokrotnie myślałem o odejściu stamtąd, ale nie byłem pełnoletni. W sumie mama się mną nie interesowała, to gdybym przestał do niej chodzić też by się jakoś nie przejęła. Ale co z chłopakami? Przecież oni mają normalne życie.... Chyba, że... Sam będę działał gdy oni będą w szkole. To był pomysł, ale też sam się trochę bałem. Podzieliłem się jeszcze dziś pomysłem z Minho. Powiedział, że sam nie wpadł by na taki wspaniały pomysł. Byłem ciekawy co na to chłopaki... NO TAK! Zupełnie zapomniałem o biednym Key, miałem do niego iść.
- Słuchaj Minho ja lecę do Key, sprawdzę jak się trzyma. - Chłopak tylko skinął głową pogrążony w grze. Poszedłem do pobliskiego sierocińca, bo tam właśnie mieszkali razem Jong i Key. Zapukałem do jednego z pokoi. Key na mój widok strasznie się ucieszył i mnie przytulił.
- Bardzo zły jesteś na Jonghyuna? - spytałem.
- Kiedyś się tak nie zachowywał, mam wrażenie jakby stawał się bez serca, strasznie się zmienił, coraz częściej się kłócimy. On nic nie robi sobie z tego, że jestem smutny, że czasem przesadzi tak, że ryczę jak dziecko. Nie rozumiem go. - westchnął, a w jego oczach już zaczęły zbierać się łzy. Przytuliłem go mocno.
- Nie płacz, postaram się z nim o tym pogadać.
- Na prawdę? Nie wiem czy Ci się uda.... On na prawdę jest inny.
- Czuje, że to po części moja wina. - westchnąłem smutno. Taka była prawda, gdybym nie zamieszał im w życiu nadal by się przyjaźnili bez żadnych kłótni.
- Co ty opowiadasz. Dzięki tobie Taemin otworzył się na nowe znajomości, Minho przestał być takim ważniakiem.
I przeze mnie twoja przyjaźń z Jonghyunem może się rozwalić. - dodałem.
- No nie myśl o tych złych stronach, patrz ile dobrego zrobiłeś. Dzięki tobie Donghae i Eunhyuk już nie prześladują ludzi w szkole, Minho jest spokojniejszy i coraz częściej się uśmiecha.-
No tak, to co mówił Key było prawdą, chociaż wcześniej tego nie dostrzegałem. Lekko się uśmiechnąłem, ale nadal było mi przykro, że on musi tak przez to wszystko cierpieć. Miałem nadzieję, że chłopaki dojdą do jakiegoś porozumienia i po mojej rozmowie Jong chociaż trochę się ogranie. Nie mógł aż tak angażować się w to co się dzieje. Nie chciałem togo. Wiedziałem, że bardzo go to kręci, ale żeby miało to wpływ na przyjaźń? No raczej tego nie chciałem. Wytłumaczę mu to choćby miał się na mnie śmiertelnie obrazić. Jest dla mnie ważny, ale nie aż tak ważny jak dla Key.
Posiedziałem jeszcze chwilę u przyjaciela i w końcu musiałem wracać dopóki nie zrobiło się zbyt ciemno. Postanowiłem, że z Jongiem pogadam jutro w wolnej chwili. Jutro jeszcze go trochę poobserwuję i może uda mi się wywnioskować co jest na rzeczy. Na dziś koniec jakichkolwiek śledztw. Byłem cholernie zmęczony i jedyną rzeczą o jakiej teraz marzyłem, było ciepłe łóżko i coś pysznego do zjedzenia. Minho już trochę się o mnie martwił i czekał na mnie na tarasie. Będzie przypał od nadopiekuńczej żaby? A jednak się myliłem. Powiedział tylko, że cieszy się, że wróciłem cały i zdrowy. Uśmiechnąłem się tylko i weszliśmy do środka. Ciekaw byłem ile jeszcze będę mógł mieszkać u przyjaciela. Obawiałem się, że ten czas już mija. Gdzie się wtedy zapodzieje? Cholera, życie było bardziej skomplikowane niż mogłem sobie wyobrazić. Jutro już ostatni dzień szkoły i weekend. Cieszyłem się bo to oznacza dwa dni wolnego. Będziemy mogli zająć się naszą zagadką. Jak tylko zjadłem i położyłem się to natychmiast usnąłem. Byłem cholernie zmęczony całym tym dniem. W ogóle ostatnie dni i tygodnie strasznie mnie męczyły. Już sam nie wiem kiedy ostatnio porządnie się wyspałem.
Nie sądziłem, że z każdym dniem będzie lżej, ale też nie sądziłem, że moje życie z dnia na dzień może zmienić się w gorszy koszmar.... Gdybym wiedział... Wcale nie chciałbym się budzić. Wszystko zaczęło się naprawdę komplikować.
WPIS VIII
.... Chłopaki zostali trochę w tyle, przecież nie mogli ze mną iść dalej. Cholernie bałem się co zobaczę, jednak musiałem też grać zaskoczonego, jeżeli chłopak żyje. To będzie trudne ukryć takie emocje. Przed wejściem postanowiłem się odprężyć. Wziąłem parę głębokich wdechów i wszedłem do środka. Nie było jeszcze tak ciemno, to był jedyny plus. Całkowicie uspokoiłem się jednak, gdy nagle w mojej głowie ukazała się wizja. Heechul żył i siedział skrępowany tam gdzie go zostawiliśmy. Był przerażony i nie wiedział co się dzieje. Poszedłem w tamtą stronę z jedzeniem. Niby przypadkiem wszedłem do tej wielkiej sali. Zrobiłem udawaną zszokowaną minę i dla efektu wypuściłem torby, które trzymałem w dłoniach. Heechul spojrzał na mnie równie zdziwiony.
- Co ty tu... - Zacząłem, jednak dobrze wiedziałem co on tu robi. Podbiegłem do niego i udawałem wystraszonego. Odwiązałem mu usta i dalej grałem nieźle zdziwionego.
- Do cholery! Gdzie ja jestem!
- Kto Cię tu uwięził? - Spytałem
- A ja wiem! Pamiętam tylko, że jakiś koleś.... ał... - syknął i pokręcił głową. - Boli mnie głowa... Pamiętam tylko ten ból, a potem obudziłem się tu, związany....
- Co za koleś? Powiedz! On może być niebezpieczny! - Dobrze mi szło to odgrywanie. Miałem nadzieje, że chłopak się nie skapnie.
- Napisał mi, że też wie o twoich mocach.... - warknął.
- Co! Komu więcej powiedziałeś?! Miałeś siedzieć cicho! Obiecałeś!
- Ja mu nie powiedziałem głąbie!
- To skąd wie!?
- Ja nie wiem! Przyszedłem żeby się dowiedzieć, ale ktoś mnie zaatakował.... - Wyjaśnił, ale zaraz zrobił podejrzliwą minę. - A ty co tutaj robisz co? - Sparaliżowało mnie to pytanie.
- Ja tu przychodzę karmić bezdomne psy. - Odparłem. - Przychodzę tu raz w tygodniu.... To, że tu jesteś okropnie mnie zastanawia. - Bałem się, że chłopak mi nie uwierzy, ale tak jak mówił Jong on jest naiwny jak dziecko we mgle.
- Na co czekasz! Uwolnij mnie!
- Co? Z jakiej racji? Niech uwolni Cię ten, który Cię tutaj uwięził. - odparłem. - Mam pomagać swojemu prześladowcy? Sorry, ale ja przyniosłem tu tylko jedzenie dla głodnych psów. Masz szczęście, że przyszedłem bo by Cię pewnie zjadły, gdyby nie dostały jedzenia na czas. - Widziałem przerażenie w jego oczach. Mój plan działał i wszystko szło jak powinno.
- Ej no nie bądź taki - jęknął przerażony. Westchnąłem ciężko i udawałem, że się zastanawiam.
- Dobra.... - już sięgałem żeby go odwiązać, lecz zatrzymałem się na chwilę. - Ale pod jednym warunkiem.
Chłopak zmarszczył brwi, spoglądając się na mnie.
- Ja nigdy nie spełniam warunków innych, oszalałeś? To inni spełniają moje warunki!
- No to miłego siedzenia w tym smrodzie, może ktoś kiedyś Cię tu znajdzie. - Powiedziałem i wstałem zaczynając powoli odchodzić, już na prawdę myślałem, że duma jest dla niego ważniejsza i nasz plan nie wypali, ale na szczęście zaraz usłyszałem nawet swoje imię.
- Onew.... Proszę.... - Zamarłem z wrażenia, odwróciłem się i podszedłem do niego z powrotem.
- O, umiesz nawet ładnie prosić? - zaśmiałem się cicho.
- Lepiej mów jaki jest ten warunek.. - westchnął bezradnie.
- To proste, przestaniesz mnie prześladować i nikomu nie powiesz o moich nadprzyrodzonych mocach. - Chłopak się trochę skrzywił, ale w ostateczności zgodził się. Nie wiedziałem czy mam mu wierzyć, czy nie.
- Ale jest jeszcze coś.
- No co? - Widać, że był niezadowolony, ale w ostateczności przytaknął.
- Jak nie dotrzymasz słowa, to cię z niszczę.
- Niby w jaki sposób.
- Myślisz, że człowiek,który ma nadprzyrodzone moce potrafi tylko przewidywać co się stanie, lub widzi co się teraz obecnie dzieje? - Chłopak spojrzał na mnie jeszcze bardziej przerażony. Oto mi właśnie chodziło, żeby się bał.
- Co??? Co jeszcze potrafisz?
- I myślisz, że ci powiem? Żebyś mnie tak szantażował? Śnisz, nie powiem Ci. To jak? Zastanów się.
Chłopak jeszcze chwilę myślał i w końcu zmiękł.
- Wygrałeś, nikomu nie powiem, ale już mnie uwolnij.
Uwolniłem go tak jak obejmowała nasza umowa. Obiecał mi, więc go odwiązałem. Zostawiłem te torby tam i wyszedłem stamtąd jak najszybciej. Gdy upewniłem się, że chłopak nie idzie za mną skręciłem w uliczkę, gdzie stali moi przyjaciele.
- Zmiękł? - Od razu Jong zaczął się wypytywać. Ja tylko triumfalnie się uśmiechnąłem.
- Miałeś rację, nie wiedziałem, że to tak szybko pójdzie.
- No to na jakiś czas Heechula mamy z głowy i możemy zająć się zagadkową śmiercią twojego ojca. - odezwał się Minho. Poklepał mnie krótko po ramieniu i powiedział, że dobrze się spisałem.
Wróciliśmy w końcu do swoich domów. Jak na dziś zrobiliśmy i tak dużo, a żeby iść do mojego domu, trzeba rozpatrzeć teren. Jak podejrzany typ nadal się tam kręci? Nie mogliśmy też opuszczać szkoły, co też było dla nas przeszkodą. Wielokrotnie myślałem o odejściu stamtąd, ale nie byłem pełnoletni. W sumie mama się mną nie interesowała, to gdybym przestał do niej chodzić też by się jakoś nie przejęła. Ale co z chłopakami? Przecież oni mają normalne życie.... Chyba, że... Sam będę działał gdy oni będą w szkole. To był pomysł, ale też sam się trochę bałem. Podzieliłem się jeszcze dziś pomysłem z Minho. Powiedział, że sam nie wpadł by na taki wspaniały pomysł. Byłem ciekawy co na to chłopaki... NO TAK! Zupełnie zapomniałem o biednym Key, miałem do niego iść.
- Słuchaj Minho ja lecę do Key, sprawdzę jak się trzyma. - Chłopak tylko skinął głową pogrążony w grze. Poszedłem do pobliskiego sierocińca, bo tam właśnie mieszkali razem Jong i Key. Zapukałem do jednego z pokoi. Key na mój widok strasznie się ucieszył i mnie przytulił.
- Bardzo zły jesteś na Jonghyuna? - spytałem.
- Kiedyś się tak nie zachowywał, mam wrażenie jakby stawał się bez serca, strasznie się zmienił, coraz częściej się kłócimy. On nic nie robi sobie z tego, że jestem smutny, że czasem przesadzi tak, że ryczę jak dziecko. Nie rozumiem go. - westchnął, a w jego oczach już zaczęły zbierać się łzy. Przytuliłem go mocno.
- Nie płacz, postaram się z nim o tym pogadać.
- Na prawdę? Nie wiem czy Ci się uda.... On na prawdę jest inny.
- Czuje, że to po części moja wina. - westchnąłem smutno. Taka była prawda, gdybym nie zamieszał im w życiu nadal by się przyjaźnili bez żadnych kłótni.
- Co ty opowiadasz. Dzięki tobie Taemin otworzył się na nowe znajomości, Minho przestał być takim ważniakiem.
I przeze mnie twoja przyjaźń z Jonghyunem może się rozwalić. - dodałem.
- No nie myśl o tych złych stronach, patrz ile dobrego zrobiłeś. Dzięki tobie Donghae i Eunhyuk już nie prześladują ludzi w szkole, Minho jest spokojniejszy i coraz częściej się uśmiecha.-
No tak, to co mówił Key było prawdą, chociaż wcześniej tego nie dostrzegałem. Lekko się uśmiechnąłem, ale nadal było mi przykro, że on musi tak przez to wszystko cierpieć. Miałem nadzieję, że chłopaki dojdą do jakiegoś porozumienia i po mojej rozmowie Jong chociaż trochę się ogranie. Nie mógł aż tak angażować się w to co się dzieje. Nie chciałem togo. Wiedziałem, że bardzo go to kręci, ale żeby miało to wpływ na przyjaźń? No raczej tego nie chciałem. Wytłumaczę mu to choćby miał się na mnie śmiertelnie obrazić. Jest dla mnie ważny, ale nie aż tak ważny jak dla Key.
Posiedziałem jeszcze chwilę u przyjaciela i w końcu musiałem wracać dopóki nie zrobiło się zbyt ciemno. Postanowiłem, że z Jongiem pogadam jutro w wolnej chwili. Jutro jeszcze go trochę poobserwuję i może uda mi się wywnioskować co jest na rzeczy. Na dziś koniec jakichkolwiek śledztw. Byłem cholernie zmęczony i jedyną rzeczą o jakiej teraz marzyłem, było ciepłe łóżko i coś pysznego do zjedzenia. Minho już trochę się o mnie martwił i czekał na mnie na tarasie. Będzie przypał od nadopiekuńczej żaby? A jednak się myliłem. Powiedział tylko, że cieszy się, że wróciłem cały i zdrowy. Uśmiechnąłem się tylko i weszliśmy do środka. Ciekaw byłem ile jeszcze będę mógł mieszkać u przyjaciela. Obawiałem się, że ten czas już mija. Gdzie się wtedy zapodzieje? Cholera, życie było bardziej skomplikowane niż mogłem sobie wyobrazić. Jutro już ostatni dzień szkoły i weekend. Cieszyłem się bo to oznacza dwa dni wolnego. Będziemy mogli zająć się naszą zagadką. Jak tylko zjadłem i położyłem się to natychmiast usnąłem. Byłem cholernie zmęczony całym tym dniem. W ogóle ostatnie dni i tygodnie strasznie mnie męczyły. Już sam nie wiem kiedy ostatnio porządnie się wyspałem.
Nie sądziłem, że z każdym dniem będzie lżej, ale też nie sądziłem, że moje życie z dnia na dzień może zmienić się w gorszy koszmar.... Gdybym wiedział... Wcale nie chciałbym się budzić. Wszystko zaczęło się naprawdę komplikować.
niedziela, 9 listopada 2014
Jedna ze stron życia 7
Długo czekaliście, ale się doczekaliście~!~ hihi :D Idę pisać nexta xd
WPIS VII
.... Tak jak mówiłem widziałem o czym myślał mój przyjaciel....
,, Zobaczyłem naszą całą piątkę. Ciągnęliśmy bezwładne ciało Heechula o zmroku. Oczywiście żył, ale był nieprzytomny. Zaciągnęliśmy go do jakiegoś starego, opuszczonego budynku, gdzie kiedyś był zakład przetworów rybnych. Miejsce to jest już opuszczone od tylu lat i przychodzą tam tylko bezdomne psy. Przywiązaliśmy tam natrętnego chłopaka i uciekliśmy... ,, z jednej strony to był dobry pomysł, ale przecież wiecznie nie będziemy mogli go tam trzymać. Przecież wiadomo, że policja zacznie węszyć.
- Ale Minho.... i tak go tam zostawimy bez jedzenia i picia? - Spytałem po chwili.
- Ale o czym wy mówicie? Co wy chcecie mu zrobić? - Dopytywał się przerażony Taemin. - Choi Minho wytłumacz mi co ty tam znów wymyśliłeś! - Podniósł głos.
- Nie gorączkuj się Tae,porwiemy Heechula. - Powiedziałem ze spokojem i szeptem, żeby nikt nie usłyszał.
- Że co! - wydarł się Key, na szczęście w odpowiednim momencie usta zatkał mu dłonią Jonghyun.
- Ależ to durny pomysł, a zarazem świetny. Tylko jak to zrobimy?
- To proste Jong.... Dziś w nocy musimy się na niego zaczaić i ogłuszyć. Tylko tak żeby nie zauważył, że go śledzimy. Potem niby przyjdziemy mu z pomocą i go wypuścimy, a on będzie miał dług wdzięczności. Zażądamy żeby milczał. - Wytłumaczył Minho.
- I ty serio myślisz, że on dotrzyma słowa? Błagam...- Taemin nie był do tego przekonany.
- Warto spróbować.
- Czy wyście wszyscy powariowali!
- Key, a masz inne wyjście?! Lepiej żeby się z niego wszyscy śmiali i dręczyli?! - Jong wreszcie powiedział coś mądrego.
W końcu po długich namowach Dino, Key zgodził się w tym uczestniczyć. Było mi cholernie głupio, że pakuje chłopaków w takie kłopoty, ale z drugiej strony cieszę się, że nie jestem z tym wszystkim sam, że ktoś mnie wspiera. Cały czas żyłem w strachu o swoje życie i o to żeby oni nie mieli przeze mnie problemów. Gdyby coś im się stało nie wybaczył bym sobie tego nigdy.
Tak więc mieliśmy się spotkać wieczorem. O godzinie 18 byliśmy już w umówionym miejscu. Jonghyunowi udało się skombinować skądś numer do Heechula. Myśleliśmy teraz jak go zwabić do tego miejsca, a mianowicie pod opuszczony magazyn, gdzie kiedyś była przetwórnia ryb. W końcu napisaliśmy do niego sms'a. ,, Ja też wiem o mocach tego gluta... mnie też okłamał, jak chcesz się zemścić przyjdź do starej przetwórni ryb. Teraz. ,,
- Jak myślisz uda się? - Spytałem Dino jak jeszcze kończył pisać.
- No jasne, a co ma się nie udać. On jest naiwny jak dziecko we mgle.
Ukryliśmy się w kącie i czekaliśmy aż przyjdzie. Jong miał go ogłuszyć, a ja Key i Minho zaciągnąć do środka. Zadaniem Taemina było pilnowanie czy nikt nie idzie. Na początku się bał i nie można było go namówić, ale Minho poszedł z nim na bok i udało mu się go jakoś przekonać. Jak? Tego nie wiem. Ważne, że chłopak w końcu się zgodził. Po jakimś czasie na miejsce dotarł Heechul. Zatrzymał się rozglądając dokoła. W tym czasie Jonghyun zaszedł chłopaka od tyłu i przywalił mu w głowę drewnianą deską, którą znalazł gdzieś wcześniej. Heechul padł jak bela. Wszyscy tam podbiegliśmy. Key był przerażony.
- Cholera Jong! Tak mocno go jebnąłeś... a jak go zabiłeś?
-Key nie przesadzaj, tylko pomóż bo zaraz się obudzi, a wtedy to już na prawdę będziemy mieli przesrane. - Powiedziałem i zacząłem podnosić chłopaka. Wnieśliśmy go na dużą, opuszczoną sale. Nieźle waliło tam szczątkami ryb. Zawiązaliśmy mu oczy, ręce do słupa i związaliśmy dokładnie nogi. Z głowy leciała mu krew. Jong na serio trochę przegiął z tym uderzeniem, ale teraz nie mieliśmy czasu żeby go opatrywać. Najprędzej jak to było możliwe zabraliśmy Tae i uciekliśmy stamtąd. Taemin cały czas nam panikował, ale Minho jakoś go uspokajał. Tak więc Heechula mieliśmy jak na razie z głowy, ale przecież nie na długo. Wyrzuciliśmy kartę z której napisaliśmy sms'a i ja i Minho ruszyliśmy do domu, a reszta w swoją stronę. Przez całą noc nie mogłem zmrużyć oka. Miałem wyrzuty sumienia. Wstałem rano okropnie zmęczony. Poszliśmy do szkoły, nie tylko ja wyglądałem na niewyspanego. Taemin miał normalnie wory pod oczami i Key też. Jong za to był wesoły i rozpromieniony, a Minho poważny jak zwykle, jednak gdy zobaczył twarz Tae od razu do niego podszedł.
- Nie spałeś? - Spytał pół szeptem.Chłopak kiwnął głową i westchnął. - Mówiłem ci, żebyś tak się nie zamartwiał. - Pogłaskał go po włosach. Widać było jak poważny Minho zawsze zmienia się pod wpływem Tae w czułego i nadopiekuńczego. Gdy chłopakowi tylko dzieję się krzywda z oczu Minho można wyczytać, że ma ochotę tę osobę zabić. Skoro go kocha to czemu mu tego nie powie. Przecież na pierwszy rzut oka widać, że oboje pałają do siebie uczuciem. Key też to chyba zauważył, bo bacznie się im przygląda.
No ale cóż. Teraz trzeba było wymyślić coś, żeby odnaleźć niby przypadkiem tego natręta. Poszedłem z tym problemem do Minho, on zawsze wiedział co zrobić, to był tak jakby mózg całej tej akcji. Powiedział, że pomyśli nad tym.
W szkole nie mogliśmy się skupić. Było po nas widać, szczególnie po Tae. On jak zwykle srał po gaciach. Jong jako jedyny się nie przejmował, ja nie wiem jak można być aż tak bezproblemowym. Czasem na prawdę mu zazdrościłem, ale taka osoba była nam potrzebna. Dzięki niemu tak szybko nikt z nas się nie załamywał.
- A jak on się tam wykrwawił? - Key zaczął panikować tak samo jak Taemin. No tak, jeszcze tego nam brakowało.
- Daj spokój, najwyżej się wykrwawi i po problemie, lepiej nawet dla Onew, bo nikt się nie dowie o jego zajebistych mocach.
- Jong! Bo jak Cię zaraz!.....
- Uspokójcie się do cholery! Jong ma racje nie możemy panikować, bo zaraz wyjdzie wszystko na jaw. Spiąć poślady i siedzieć cicho, no chyba, że chcecie narobić sobie niezłych problemów. - Widać, że Minho trochę się zdenerwował, ale rozumiałem go doskonale, też byłem trochę poddenerwowany tą sytuacją, a te cykory jeszcze to wszystko pogarszały. Czasem na prawdę miałem ochotę przywalić najmłodszemu w twarz tak, żeby się w końcu ogarnął, ale bałem się trochę Minho. W końcu na ostatniej przerwie żabol wymyślił jak niby znaleźć Heechula w tej starej przetwórni. Plan wydawał się banalnie prosty, ale i trochę bez sensu, bo co ja niby miałbym tam robić? Przecież nikt tam nie przychodzi i nagle zjawię się tam ja i go uratuje? To nie będzie trochę podejrzane? Zadałem te pytania przyjacielowi, ten podrapał się chwilę po głowie i widać było, że nad czymś intensywnie myśli.
- A może..... Wiem! - Aż podskoczyliśmy gdy Jonghyun wydarł się tak nagle. - Słuchajcie! Tam w tej opuszczonej hali jest wiele niedożywionych psów prawda?
- Prawda i co z tego?
- A więc, Onew pójdzie tam pod pretekstem nakarmienia piesków i niby przypadkowo zobaczy związanego Heechula.
- Hmmm, Dino to wspaniały pomysł, ale skąd my weźmiemy tyle żarcia dla tych psów? - Spytałem. Przecież tam było ich ze dwadzieścia i ogólnie kto by się nie bał wygłodniałych psów.
- Ile zamierzamy trzymać tam tego natręta?
- No nie wiem... Nie długo... Przecież zaraz zacznie szukać go policja, jego ojciec już pewnie się zamartwia, bo nie wrócił na noc, nie poszedł dziś do szkoły, o tym też pewnie wie.
- No to ja coś wykombinuje razem z Key.
- Co! Mnie w to nie mieszaj!
- Sorry stary, już jestem zamieszany. - Kay tylko naburmuszył policzki wiedział, że jest bezradny i też w tym tkwi. Cała ta sytuacja była jak wyrwana scena z jakiegoś kiepskiego filmu kryminalnego, gdzie my byliśmy porywaczami, a zaraz miała złapać nas policja. Na szczęście jeszcze do tego nie doszło i miałem nadzieje, że tak to się nie potoczy. Z resztą czuwał nad nami mój ojciec, przynajmniej tak myślę. Wizję też były bardzo pomocne, bo dzięki nim nie wpadaliśmy w większe problemy. Nawet to polubiłem, że je mam. Zacząłem czuć się taki wyjątkowy, inny niż zwykli ludzie, ważniejszy? Bo umiem przewidzieć co się stanie, lub zobaczyć co dzieje się gdzieś tam w danej chwili. To sprawiło nawet, że zacząłem patrzeć z góry na niektórych ludzi. Wiedziałem, że to złe i prędzej czy później prowadzi do zguby, ale tak mi się to podobało, że byłem inny niż zwyczajni ludzie. Nie powiedziałem przyjaciołom oczywiście o swoich przemyśleniach, bo mogło by ich to urazić, a są mi bardzo potrzebni. O nich tak nie myślałem, darzyłem ich szczególnym uczuciem i byłem im wdzięczny za to, że się nie wycofali, że brną ze mną w to samo gówno bez najmniejszego zastanowienia. Pomimo tego, że się boją. Oczywiście jak będą chcieli kiedyś odejść, zostawić mnie bo stwierdzą, iż mają dość, to zrozumiem to. Może ich nie podziwiałem za to co dla mnie robią, ale na pewno było mi o wiele lżej i dziękowałem im co dzień za to, że w ogóle przy mnie są. Często zastanawiałem się jakby moje życie potoczyło się gdybym się tu nie przeprowadził. Pewnie tata by żył, nie miałbym tych wszystkich problemów, ale z drugiej strony nie poznałbym tak wspaniałych przyjaciół. Ale ile mnie to musiało kosztować, żeby ich zdobyć... Teraz nie mam ani kochającego ojca, ani matki. Tej to akurat mi nie brakowało. Ja tęskniłem za tą czułą, kochającą kobietą. Ona była moją mamą, nie ta oschła, wstrętna i bezwzględna kobieta, która przez ostatnie lata zatruwała moje życie i życie mojego taty. Na prawdę mój żywot na tej ziemi nie należał do najłatwiejszych. Czasem zazdrościłem takiemu Minho lub Tae. Mieli wszystko, rodzice ich kochali, mieli w pewnym sensie normalne życie. Dlaczego w pewnym? Bo ja im je trochę zacząłem komplikować. Oczywiście miałem wyzuty sumienia, bo wiedziałem, że może to się dla nas wszystkich źle skończyć, ale na prawdę ich potrzebowałem, a oni chcieli mi pomagać. Kto by przypuszczał, że nastolatkowie będą zmuszeni stawiać czoła takim wyzwaniom. Jakie plany ma los z nami związane? Do czego to wszystko doprowadzi? Na te pytanie, jak i na wiele innych nie było odpowiedzi, przynajmniej teraz. Czas pokarze, teraz trzeba kierować swoim życiem tak, żeby nie żałować potem podjętych decyzji, żeby nikt nie ucierpiał. Może i brzmi to bardzo prosto, ale tak się tylko wydaje. Kierować życiem nie jest wcale łatwo, prawie nikomu to się nie udaję. Zawsze staje coś na drodze. Mi już stanęło, wszystko obróciło się o 180 stopni, całkiem inną stronę. Nie wiem czy kiedyś uda mi się wyjść na prostą, czas pokarze. Na razie postanowiłem skupić się na teraźniejszości. Pomysł Jonghyuna z odnalezieniem Heechula był na prawdę, chyba jedynym, dobrym pomysłem, ale musiałem iść tam sam, a przecież ja boję się tych wygłodniałych psów. Dumałem tak jeszcze przez połowę lekcji, aż w końcu wyrwał mnie z niej siedzący obok mnie Key.
- Onew, a jak te psy zjadły już Heechula, bo były tak głodne?- No tak o tym nikt z nas nie pomyślał. Psy miałyby ucztę, a do tego zachęcała je świeża krew, cieknąca z tyłu jego głowy. Serce podeszło mi do gardła. A co jeśli znajdę tam rozszarpanego chłopaka? A co gorsza wejdę akurat wtedy, gdy psy będą się nim żywiły? O tym nikt z nas nie pomyślał. Jak najszybciej postanowiłem załatwić te żarcie i pobiec tam zaraz po szkole. Gdy wyszliśmy z budynku podzieliłem się z nimi tym co powiedział mi Key. Taemin pisnął przerażony, ale za to Jonghyun nic sobie z tego nie zrobił.
- Dajcie spokój... Przesadzacie. Jak psy go zjedzą to nawet lepiej, nie? Resztki byśmy zakopali albo spalili i po problemie. - Parsknął. Byłem w szoku, ze Jong wcale się tym nie przejął. On uważał, że takie życie mu odpowiada. Według niego teraz dzieje się wreszcie coś ciekawego. Key nie wytrzymał i palnął go z całej siły w głowę.
- Kiedy ty dorośniesz! Myślisz, że to wszystko jest takie zajebiste!? To koszmar, a ty jesteś bez serca, ty głupi jaszczurze! - Chłopak nieźle się wkurzył i wyminął nas. Nie było wcale nic dziwnego, że Jonghyun nic, a nic się tym nie przejął. Spojrzałem na niego z pogardą, ale nikt tego nie widział. Postanowiłem się już więcej nie odzywać. Wiedziałem, że Key jest bardzo wrażliwy, trochę było mi go szkoda w tym momencie. Postanowiłem, że jak już będzie po wszystkim, gdy uwolnię natręta, to pójdę do niego. Nasz przyjaciel nie pokazał się do końca dnia. Nadszedł czas żeby iść uwolnić mojego prześladowce. Okropnie się bojąc razem z przyjaciółmi ruszyliśmy w stronę opuszczonych magazynów....
WPIS VII
.... Tak jak mówiłem widziałem o czym myślał mój przyjaciel....
,, Zobaczyłem naszą całą piątkę. Ciągnęliśmy bezwładne ciało Heechula o zmroku. Oczywiście żył, ale był nieprzytomny. Zaciągnęliśmy go do jakiegoś starego, opuszczonego budynku, gdzie kiedyś był zakład przetworów rybnych. Miejsce to jest już opuszczone od tylu lat i przychodzą tam tylko bezdomne psy. Przywiązaliśmy tam natrętnego chłopaka i uciekliśmy... ,, z jednej strony to był dobry pomysł, ale przecież wiecznie nie będziemy mogli go tam trzymać. Przecież wiadomo, że policja zacznie węszyć.
- Ale Minho.... i tak go tam zostawimy bez jedzenia i picia? - Spytałem po chwili.
- Ale o czym wy mówicie? Co wy chcecie mu zrobić? - Dopytywał się przerażony Taemin. - Choi Minho wytłumacz mi co ty tam znów wymyśliłeś! - Podniósł głos.
- Nie gorączkuj się Tae,porwiemy Heechula. - Powiedziałem ze spokojem i szeptem, żeby nikt nie usłyszał.
- Że co! - wydarł się Key, na szczęście w odpowiednim momencie usta zatkał mu dłonią Jonghyun.
- Ależ to durny pomysł, a zarazem świetny. Tylko jak to zrobimy?
- To proste Jong.... Dziś w nocy musimy się na niego zaczaić i ogłuszyć. Tylko tak żeby nie zauważył, że go śledzimy. Potem niby przyjdziemy mu z pomocą i go wypuścimy, a on będzie miał dług wdzięczności. Zażądamy żeby milczał. - Wytłumaczył Minho.
- I ty serio myślisz, że on dotrzyma słowa? Błagam...- Taemin nie był do tego przekonany.
- Warto spróbować.
- Czy wyście wszyscy powariowali!
- Key, a masz inne wyjście?! Lepiej żeby się z niego wszyscy śmiali i dręczyli?! - Jong wreszcie powiedział coś mądrego.
W końcu po długich namowach Dino, Key zgodził się w tym uczestniczyć. Było mi cholernie głupio, że pakuje chłopaków w takie kłopoty, ale z drugiej strony cieszę się, że nie jestem z tym wszystkim sam, że ktoś mnie wspiera. Cały czas żyłem w strachu o swoje życie i o to żeby oni nie mieli przeze mnie problemów. Gdyby coś im się stało nie wybaczył bym sobie tego nigdy.
Tak więc mieliśmy się spotkać wieczorem. O godzinie 18 byliśmy już w umówionym miejscu. Jonghyunowi udało się skombinować skądś numer do Heechula. Myśleliśmy teraz jak go zwabić do tego miejsca, a mianowicie pod opuszczony magazyn, gdzie kiedyś była przetwórnia ryb. W końcu napisaliśmy do niego sms'a. ,, Ja też wiem o mocach tego gluta... mnie też okłamał, jak chcesz się zemścić przyjdź do starej przetwórni ryb. Teraz. ,,
- Jak myślisz uda się? - Spytałem Dino jak jeszcze kończył pisać.
- No jasne, a co ma się nie udać. On jest naiwny jak dziecko we mgle.
Ukryliśmy się w kącie i czekaliśmy aż przyjdzie. Jong miał go ogłuszyć, a ja Key i Minho zaciągnąć do środka. Zadaniem Taemina było pilnowanie czy nikt nie idzie. Na początku się bał i nie można było go namówić, ale Minho poszedł z nim na bok i udało mu się go jakoś przekonać. Jak? Tego nie wiem. Ważne, że chłopak w końcu się zgodził. Po jakimś czasie na miejsce dotarł Heechul. Zatrzymał się rozglądając dokoła. W tym czasie Jonghyun zaszedł chłopaka od tyłu i przywalił mu w głowę drewnianą deską, którą znalazł gdzieś wcześniej. Heechul padł jak bela. Wszyscy tam podbiegliśmy. Key był przerażony.
- Cholera Jong! Tak mocno go jebnąłeś... a jak go zabiłeś?
-Key nie przesadzaj, tylko pomóż bo zaraz się obudzi, a wtedy to już na prawdę będziemy mieli przesrane. - Powiedziałem i zacząłem podnosić chłopaka. Wnieśliśmy go na dużą, opuszczoną sale. Nieźle waliło tam szczątkami ryb. Zawiązaliśmy mu oczy, ręce do słupa i związaliśmy dokładnie nogi. Z głowy leciała mu krew. Jong na serio trochę przegiął z tym uderzeniem, ale teraz nie mieliśmy czasu żeby go opatrywać. Najprędzej jak to było możliwe zabraliśmy Tae i uciekliśmy stamtąd. Taemin cały czas nam panikował, ale Minho jakoś go uspokajał. Tak więc Heechula mieliśmy jak na razie z głowy, ale przecież nie na długo. Wyrzuciliśmy kartę z której napisaliśmy sms'a i ja i Minho ruszyliśmy do domu, a reszta w swoją stronę. Przez całą noc nie mogłem zmrużyć oka. Miałem wyrzuty sumienia. Wstałem rano okropnie zmęczony. Poszliśmy do szkoły, nie tylko ja wyglądałem na niewyspanego. Taemin miał normalnie wory pod oczami i Key też. Jong za to był wesoły i rozpromieniony, a Minho poważny jak zwykle, jednak gdy zobaczył twarz Tae od razu do niego podszedł.
- Nie spałeś? - Spytał pół szeptem.Chłopak kiwnął głową i westchnął. - Mówiłem ci, żebyś tak się nie zamartwiał. - Pogłaskał go po włosach. Widać było jak poważny Minho zawsze zmienia się pod wpływem Tae w czułego i nadopiekuńczego. Gdy chłopakowi tylko dzieję się krzywda z oczu Minho można wyczytać, że ma ochotę tę osobę zabić. Skoro go kocha to czemu mu tego nie powie. Przecież na pierwszy rzut oka widać, że oboje pałają do siebie uczuciem. Key też to chyba zauważył, bo bacznie się im przygląda.
No ale cóż. Teraz trzeba było wymyślić coś, żeby odnaleźć niby przypadkiem tego natręta. Poszedłem z tym problemem do Minho, on zawsze wiedział co zrobić, to był tak jakby mózg całej tej akcji. Powiedział, że pomyśli nad tym.
W szkole nie mogliśmy się skupić. Było po nas widać, szczególnie po Tae. On jak zwykle srał po gaciach. Jong jako jedyny się nie przejmował, ja nie wiem jak można być aż tak bezproblemowym. Czasem na prawdę mu zazdrościłem, ale taka osoba była nam potrzebna. Dzięki niemu tak szybko nikt z nas się nie załamywał.
- A jak on się tam wykrwawił? - Key zaczął panikować tak samo jak Taemin. No tak, jeszcze tego nam brakowało.
- Daj spokój, najwyżej się wykrwawi i po problemie, lepiej nawet dla Onew, bo nikt się nie dowie o jego zajebistych mocach.
- Jong! Bo jak Cię zaraz!.....
- Uspokójcie się do cholery! Jong ma racje nie możemy panikować, bo zaraz wyjdzie wszystko na jaw. Spiąć poślady i siedzieć cicho, no chyba, że chcecie narobić sobie niezłych problemów. - Widać, że Minho trochę się zdenerwował, ale rozumiałem go doskonale, też byłem trochę poddenerwowany tą sytuacją, a te cykory jeszcze to wszystko pogarszały. Czasem na prawdę miałem ochotę przywalić najmłodszemu w twarz tak, żeby się w końcu ogarnął, ale bałem się trochę Minho. W końcu na ostatniej przerwie żabol wymyślił jak niby znaleźć Heechula w tej starej przetwórni. Plan wydawał się banalnie prosty, ale i trochę bez sensu, bo co ja niby miałbym tam robić? Przecież nikt tam nie przychodzi i nagle zjawię się tam ja i go uratuje? To nie będzie trochę podejrzane? Zadałem te pytania przyjacielowi, ten podrapał się chwilę po głowie i widać było, że nad czymś intensywnie myśli.
- A może..... Wiem! - Aż podskoczyliśmy gdy Jonghyun wydarł się tak nagle. - Słuchajcie! Tam w tej opuszczonej hali jest wiele niedożywionych psów prawda?
- Prawda i co z tego?
- A więc, Onew pójdzie tam pod pretekstem nakarmienia piesków i niby przypadkowo zobaczy związanego Heechula.
- Hmmm, Dino to wspaniały pomysł, ale skąd my weźmiemy tyle żarcia dla tych psów? - Spytałem. Przecież tam było ich ze dwadzieścia i ogólnie kto by się nie bał wygłodniałych psów.
- Ile zamierzamy trzymać tam tego natręta?
- No nie wiem... Nie długo... Przecież zaraz zacznie szukać go policja, jego ojciec już pewnie się zamartwia, bo nie wrócił na noc, nie poszedł dziś do szkoły, o tym też pewnie wie.
- No to ja coś wykombinuje razem z Key.
- Co! Mnie w to nie mieszaj!
- Sorry stary, już jestem zamieszany. - Kay tylko naburmuszył policzki wiedział, że jest bezradny i też w tym tkwi. Cała ta sytuacja była jak wyrwana scena z jakiegoś kiepskiego filmu kryminalnego, gdzie my byliśmy porywaczami, a zaraz miała złapać nas policja. Na szczęście jeszcze do tego nie doszło i miałem nadzieje, że tak to się nie potoczy. Z resztą czuwał nad nami mój ojciec, przynajmniej tak myślę. Wizję też były bardzo pomocne, bo dzięki nim nie wpadaliśmy w większe problemy. Nawet to polubiłem, że je mam. Zacząłem czuć się taki wyjątkowy, inny niż zwykli ludzie, ważniejszy? Bo umiem przewidzieć co się stanie, lub zobaczyć co dzieje się gdzieś tam w danej chwili. To sprawiło nawet, że zacząłem patrzeć z góry na niektórych ludzi. Wiedziałem, że to złe i prędzej czy później prowadzi do zguby, ale tak mi się to podobało, że byłem inny niż zwyczajni ludzie. Nie powiedziałem przyjaciołom oczywiście o swoich przemyśleniach, bo mogło by ich to urazić, a są mi bardzo potrzebni. O nich tak nie myślałem, darzyłem ich szczególnym uczuciem i byłem im wdzięczny za to, że się nie wycofali, że brną ze mną w to samo gówno bez najmniejszego zastanowienia. Pomimo tego, że się boją. Oczywiście jak będą chcieli kiedyś odejść, zostawić mnie bo stwierdzą, iż mają dość, to zrozumiem to. Może ich nie podziwiałem za to co dla mnie robią, ale na pewno było mi o wiele lżej i dziękowałem im co dzień za to, że w ogóle przy mnie są. Często zastanawiałem się jakby moje życie potoczyło się gdybym się tu nie przeprowadził. Pewnie tata by żył, nie miałbym tych wszystkich problemów, ale z drugiej strony nie poznałbym tak wspaniałych przyjaciół. Ale ile mnie to musiało kosztować, żeby ich zdobyć... Teraz nie mam ani kochającego ojca, ani matki. Tej to akurat mi nie brakowało. Ja tęskniłem za tą czułą, kochającą kobietą. Ona była moją mamą, nie ta oschła, wstrętna i bezwzględna kobieta, która przez ostatnie lata zatruwała moje życie i życie mojego taty. Na prawdę mój żywot na tej ziemi nie należał do najłatwiejszych. Czasem zazdrościłem takiemu Minho lub Tae. Mieli wszystko, rodzice ich kochali, mieli w pewnym sensie normalne życie. Dlaczego w pewnym? Bo ja im je trochę zacząłem komplikować. Oczywiście miałem wyzuty sumienia, bo wiedziałem, że może to się dla nas wszystkich źle skończyć, ale na prawdę ich potrzebowałem, a oni chcieli mi pomagać. Kto by przypuszczał, że nastolatkowie będą zmuszeni stawiać czoła takim wyzwaniom. Jakie plany ma los z nami związane? Do czego to wszystko doprowadzi? Na te pytanie, jak i na wiele innych nie było odpowiedzi, przynajmniej teraz. Czas pokarze, teraz trzeba kierować swoim życiem tak, żeby nie żałować potem podjętych decyzji, żeby nikt nie ucierpiał. Może i brzmi to bardzo prosto, ale tak się tylko wydaje. Kierować życiem nie jest wcale łatwo, prawie nikomu to się nie udaję. Zawsze staje coś na drodze. Mi już stanęło, wszystko obróciło się o 180 stopni, całkiem inną stronę. Nie wiem czy kiedyś uda mi się wyjść na prostą, czas pokarze. Na razie postanowiłem skupić się na teraźniejszości. Pomysł Jonghyuna z odnalezieniem Heechula był na prawdę, chyba jedynym, dobrym pomysłem, ale musiałem iść tam sam, a przecież ja boję się tych wygłodniałych psów. Dumałem tak jeszcze przez połowę lekcji, aż w końcu wyrwał mnie z niej siedzący obok mnie Key.
- Onew, a jak te psy zjadły już Heechula, bo były tak głodne?- No tak o tym nikt z nas nie pomyślał. Psy miałyby ucztę, a do tego zachęcała je świeża krew, cieknąca z tyłu jego głowy. Serce podeszło mi do gardła. A co jeśli znajdę tam rozszarpanego chłopaka? A co gorsza wejdę akurat wtedy, gdy psy będą się nim żywiły? O tym nikt z nas nie pomyślał. Jak najszybciej postanowiłem załatwić te żarcie i pobiec tam zaraz po szkole. Gdy wyszliśmy z budynku podzieliłem się z nimi tym co powiedział mi Key. Taemin pisnął przerażony, ale za to Jonghyun nic sobie z tego nie zrobił.
- Dajcie spokój... Przesadzacie. Jak psy go zjedzą to nawet lepiej, nie? Resztki byśmy zakopali albo spalili i po problemie. - Parsknął. Byłem w szoku, ze Jong wcale się tym nie przejął. On uważał, że takie życie mu odpowiada. Według niego teraz dzieje się wreszcie coś ciekawego. Key nie wytrzymał i palnął go z całej siły w głowę.
- Kiedy ty dorośniesz! Myślisz, że to wszystko jest takie zajebiste!? To koszmar, a ty jesteś bez serca, ty głupi jaszczurze! - Chłopak nieźle się wkurzył i wyminął nas. Nie było wcale nic dziwnego, że Jonghyun nic, a nic się tym nie przejął. Spojrzałem na niego z pogardą, ale nikt tego nie widział. Postanowiłem się już więcej nie odzywać. Wiedziałem, że Key jest bardzo wrażliwy, trochę było mi go szkoda w tym momencie. Postanowiłem, że jak już będzie po wszystkim, gdy uwolnię natręta, to pójdę do niego. Nasz przyjaciel nie pokazał się do końca dnia. Nadszedł czas żeby iść uwolnić mojego prześladowce. Okropnie się bojąc razem z przyjaciółmi ruszyliśmy w stronę opuszczonych magazynów....
niedziela, 12 października 2014
Jedna ze stron życia 6
Nie wiem co napisać..... mogę tylko zdradzić, że opowiadanie będzie składało się z dwóch części. :D Co wy na to xd
WPIS VI
Pobiegłem z całych sił przed siebie. Było cholernie ciemno i zimno. Miałem na sobie tylko koszulkę i bluzę. Z tego przerażenia nie wiedziałem w którą mam biec stronę. Czułem za sobą czyjąś obecność i nie myliłem się. Gdy odwróciłem się na chwile za siebie spostrzegłem biegnącą za mną postać. Biegnąc przed siebie na rozdrożu dróg znów ukazał mi się mój ojciec. Do cholery co to wszystko ma znaczyć?! Wskazał mi kierunek w którym mam dalej uciekać, nie wiedząc czy to dobry pomysł pobiegłem tam gdzie wskazywał. Po niedługim czasie dotarłem do jakichś starych magazynów. Schowałem się w mrocznym zakątku i nie wychodziłem z niego przez długi czas. Miałem krótką wizję.Ten typ już sobie poszedł, ale ja nadal okropnie się bałem.
W kieszeni zadzwonił mój telefon. Gdy zerknąłem na ekran i zobaczyłem, że to Minho, natychmiast odebrałem.
- Halo, Onew? Nic ci nie jest?!
- Uciekłem... Gonił mnie. - Mówiłem nadal szeptem obawiając się, że może wrócić.
- Gdzie jesteś?
- W starych magazynach... Minho boje się... - Pisnąłem do słuchawki. To co się działo wokół mnie... tego było po prostu za dużo.
- Nic się nie bój. Już po ciebie jadę. Gdy zadzwonię odbierz, a ja ci powiem gdzie masz wyjść. Na razie siedź tam gdzie siedzisz. - Powiedział i rozłączył się. Przez ten czas zastanawiało mnie to, że gdy uciekałem przed tym zabójcą ani razu się nie potknąłem i nie wywróciłem. Czyżbym nie był już tak niezdarny jak kiedyś? A może ja rzeczywiście mam te MOCE, jak twierdzi Jonghyun. Myśląc tak aż łzy zebrały mi się do oczu. Co to kurwa jest... Czy ja nie mogę być zwykłym nastolatkiem? Czemu akurat ja muszę uciekać przed dziwnymi ludźmi, którzy nie wiadomo czego ode mnie chcą? Czemu w głowie widzę te dziwne wizje?! Sądziłem, że chyba nikt nie może być bardziej nieszczęśliwy ode mnie. W kieszeni znów zadzwonił mój telefon. Otarłem łzy i odebrałem.
- Onew?
- hmm.. - zamruczałem tylko. Nie mogłem się odezwać, bo ponownie bym się rozpłakał.
- Jestem przy pierwszym magazynie, gdzie siedzisz? - Spytał. Ja złapałem głęboki oddech i wydusiłem z siebie.
- Gdzieś na środku.
- Nie bój się. Wyjdź na środek żebym mógł cię zobaczyć.
Zrobiłem jak kazał W oddali zobaczyłem świecący reflektor, który z każdą chwilą był coraz bliżej mnie. Chwileczkę później Minho zatrzymał swój motor obok mnie.
- Wsiadaj, szybko.
- Gdzie mnie zabierzesz? Spytałem przerażony, a serce o mało nie rozrywało mojej piersi.
- Jak to gdzie, do siebie. Wciśniemy kit moim rodzicom, że twoja mama wyjechała w delegacje i nie miałeś gdzie zamieszkać. To rozwiążę sprawę na parę dni.
- A moje zeszyty? Ubrania? Książki?
- Wrócimy tam po nie, ale nie dziś. Jutro przed szkołą tam wstąpimy.
Wsiadłem więc na motor i ruszyliśmy w stronę domu chłopaka. Jego mama przywitała mnie z uśmiechem i czułością, czego brakowało mi już od wielu lat. Dawno nikt nie był dla mnie tak uprzejmy. Miałem wyrzuty sumienia, że muszę okłamywać tą miłą kobietę, ale nic innego nie wchodziło w grę. Po zjedzeniu kolacji Minho zaprowadził mnie do swojego pokoju. Pomieszczenie które zajmował nie było za duże, ani za małe. W sam raz jak dla jednej osoby. Było tam wszystko co potrzebne między innymi: łóżko, biurko, szafa i półka na zeszyty książki i płyty. Skromnie, lecz bardzo przytulnie. Widać było, że Minho to miłośnik piłki nożnej. Całe ściany oklejone były plakatami reprezentacji różnych krajów. Zauważyłem około 4 piłki, ale myślę, że chłopak na pewno miał ich więcej. Na ścianie na przeciwko łóżka wisiał wielki telewizor. Wszystko idealnie do siebie pasowało.
- Siadaj, a ja zaraz wrócę. - Nagle usłyszałem głos przyjaciela. Usiadłem na łóżku i czekałem. Rozglądając się nadal zauważyłem nie za dużą fotografię na biurku pod książkami. Taemin? Po co Minho zdjęcie Tae? Do tego definitywnie widać było, że było robione z ukrycia. Ah... Czyżby oni do siebie coś mieli, ale żaden nie chce się przyznać? Na razie postanowiłem o to nie pytać. Usiadłem z powrotem na łóżku, a po chwili wrócił też Minho.
- Masz, to coś na uspokojenie. - Powiedział i wręczył mi tabletkę i szklankę wody mineralnej. Od razu zażyłem i po jakimś czasie poczułem się nieco spokojniejszy. Skorzystałem z łazienki i postanowiłem, że pójdę już spać i o niczym już dziś nie będę myślał. Minho nie pytał o nic, chociaż wiedziałem, że bardzo chce zadać mi mnóstwo pytań.
- Kładź się. - poklepał swoje łóżko.
- A ty? Gdzie będziesz spał? - Spytałem.
- Ja prześpię się na podłodze.
- Nie możesz spać na podłodze. Przecież nie zostaje tu tylko na dziś.
- Wiem, jutro coś wymyślimy. Nie martw się i idź spać. - Powiedział i położył się na legowisku obok łóżka. Również się położyłem. Było mi głupio, że zajmuję mu łóżko. Wtuliłem się w poduszkę i niemal natychmiast zasnąłem. Dziś miałem na szczęście spokojną noc, bo nie śnił mi się żaden sen, ale i tak nie spałem doskonale. Tyle przeżyć w tak krótkim czasie to zbyt wiele.
Rano zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy do mojego domu po parę moich rzeczy. Serce ze strachu podchodziło mi do gardła. Szybko się spakowałem i ruszyliśmy do szkoły. Natychmiast opowiedziałem swoją historię reszcie przyjaciół. Taemin ze strachu zrobił się blady, Jonghyun stał z otwartymi ustami i robił wielkie oczy, a Key odetchnął z ulgą i popatrzył z wdzięcznością w stronę Minho.
- O ja.... Ale dlaczego ten kolo cie ściga? On musi mieć coś wspólnego ze śmiercią twojego ojca. Może twoją mamę też dopadł i teraz zostałeś mu tylko ty...
- Jong zamkniesz się w końcu! - Skarcił go Key, posyłając mordercze spojrzenie.
- A jak inaczej to wytłumaczyć?
- Może idź na policję...- zaproponował Taemin, ale jak by to wyglądało....
- I co powiem? Panie władzo mam dziwne wizję, w których ukazuje mi się mój zmarły ojciec i jego zabójca... Wierzył byś w to?
- Ja tak!
- Jonghyun błagam cię... - Westchnąłem przeczesując ręką włosy. Czasem jego zachowanie mnie irytowało, ale jakoś specjalnie nie mogłem się o to gniewać. W końcu przerwa się skończyła i musieliśmy iść na lekcję. Muszę się jakoś podciągnąć w nauce bo nie chce nie zdać. Dziś znów dostałem złą ocenę bo całkiem zapomniałem o sprawdzianie. Nauczyciel prosił żeby przyszła moja matka, ale przecież nie powiem mu, że gdzieś zniknęła. W sumie to nie wiedziałem co miałem zrobić w tym momencie. Długo przecież nie da się tego ukrywać i w końcu prawda o tym, że nie mam pojęcia gdzie jest wyjdzie na jaw.
- Jakoś to będzie.. - pocieszał mnie Key, ale co mi po takim pocieszeniu jak wszystko zaczyna się komplikować.
- Musisz jak najszybciej odszukać swoją matkę i spróbować z nią pogadać.
- Gdyby to było takie łatwe... - westchnąłem. Kolejne problemy dopiero się szykowały. Podbiegł do mnie wściekły Heechul.
- Ty kłamco! - Złapał mnie za kołnierz. Jeszcze tego brakowało żeby on skapnął się, że wciskam mu kity. - I co teraz mi powiesz?!
- Mówiłem, że nie mogę wywołać wizji! - Odkrzyknąłem nie zważając na tłum.
- Może trochę ciszej... - szepnął Taemin.
- Słuchaj no proroku! - Zmroził mnie wzrokiem i wykrzywił usta co oznaczało, że jest wściekły i że jakiś kit nie wypalił. - Jeszcze raz wciśniesz mi jakiś kit to cała szkoła się dowie o tym jakim jesteś psycholem... - warknął i puścił mnie. Wskazał na mnie palcem i pogroził. - Więc radzę ci się postarać. Przyjdę jutro.... Czekaj na mnie...- Zacząłem poważnie się bać i wiedziałem, że nie ucieknę przed tym. On odszedł zupełnie opanowany. Ja bezradny upadłem na podłogę i podkuliłem nogi podpierając na nich głowę.
- Cholera..- jęknął Jong.
- Co teraz? - westchnął Tae.
- Nie możemy dopuścić, żeby on to rozpowiedział.... - zaczął Minho...
- Co masz na myśli? - Spytał Taemin podejrzliwie się na niego spoglądając. On widział w jego oczach, że coś tam knuje.
- Mam jeden pomysł, ale to bardzo ryzykowne....
- Minho przerażasz mnie... - Podniosłem głowę spoglądając na niego i nagle znów miałem wizję pokazującą o czym myśli chłopak. To co zobaczyłem trochę mnie przeraziło, ale po chwili zastanowienia i ja stwierdziłem, że to chyba jedyny sposób....
- Ja już wiem...
- Ale jak... co... miałeś wizje? - Dopytywał się Jonghyun. - Kiwnąłem tylko głową na znak, że ma rację. Minho miał szalony pomysł, ale za to mogło na dłuższą chwilę zatrzymać Heechula, a mianowicie zobaczyłem....
WPIS VI
Pobiegłem z całych sił przed siebie. Było cholernie ciemno i zimno. Miałem na sobie tylko koszulkę i bluzę. Z tego przerażenia nie wiedziałem w którą mam biec stronę. Czułem za sobą czyjąś obecność i nie myliłem się. Gdy odwróciłem się na chwile za siebie spostrzegłem biegnącą za mną postać. Biegnąc przed siebie na rozdrożu dróg znów ukazał mi się mój ojciec. Do cholery co to wszystko ma znaczyć?! Wskazał mi kierunek w którym mam dalej uciekać, nie wiedząc czy to dobry pomysł pobiegłem tam gdzie wskazywał. Po niedługim czasie dotarłem do jakichś starych magazynów. Schowałem się w mrocznym zakątku i nie wychodziłem z niego przez długi czas. Miałem krótką wizję.Ten typ już sobie poszedł, ale ja nadal okropnie się bałem.
W kieszeni zadzwonił mój telefon. Gdy zerknąłem na ekran i zobaczyłem, że to Minho, natychmiast odebrałem.
- Halo, Onew? Nic ci nie jest?!
- Uciekłem... Gonił mnie. - Mówiłem nadal szeptem obawiając się, że może wrócić.
- Gdzie jesteś?
- W starych magazynach... Minho boje się... - Pisnąłem do słuchawki. To co się działo wokół mnie... tego było po prostu za dużo.
- Nic się nie bój. Już po ciebie jadę. Gdy zadzwonię odbierz, a ja ci powiem gdzie masz wyjść. Na razie siedź tam gdzie siedzisz. - Powiedział i rozłączył się. Przez ten czas zastanawiało mnie to, że gdy uciekałem przed tym zabójcą ani razu się nie potknąłem i nie wywróciłem. Czyżbym nie był już tak niezdarny jak kiedyś? A może ja rzeczywiście mam te MOCE, jak twierdzi Jonghyun. Myśląc tak aż łzy zebrały mi się do oczu. Co to kurwa jest... Czy ja nie mogę być zwykłym nastolatkiem? Czemu akurat ja muszę uciekać przed dziwnymi ludźmi, którzy nie wiadomo czego ode mnie chcą? Czemu w głowie widzę te dziwne wizje?! Sądziłem, że chyba nikt nie może być bardziej nieszczęśliwy ode mnie. W kieszeni znów zadzwonił mój telefon. Otarłem łzy i odebrałem.
- Onew?
- hmm.. - zamruczałem tylko. Nie mogłem się odezwać, bo ponownie bym się rozpłakał.
- Jestem przy pierwszym magazynie, gdzie siedzisz? - Spytał. Ja złapałem głęboki oddech i wydusiłem z siebie.
- Gdzieś na środku.
- Nie bój się. Wyjdź na środek żebym mógł cię zobaczyć.
Zrobiłem jak kazał W oddali zobaczyłem świecący reflektor, który z każdą chwilą był coraz bliżej mnie. Chwileczkę później Minho zatrzymał swój motor obok mnie.
- Wsiadaj, szybko.
- Gdzie mnie zabierzesz? Spytałem przerażony, a serce o mało nie rozrywało mojej piersi.
- Jak to gdzie, do siebie. Wciśniemy kit moim rodzicom, że twoja mama wyjechała w delegacje i nie miałeś gdzie zamieszkać. To rozwiążę sprawę na parę dni.
- A moje zeszyty? Ubrania? Książki?
- Wrócimy tam po nie, ale nie dziś. Jutro przed szkołą tam wstąpimy.
Wsiadłem więc na motor i ruszyliśmy w stronę domu chłopaka. Jego mama przywitała mnie z uśmiechem i czułością, czego brakowało mi już od wielu lat. Dawno nikt nie był dla mnie tak uprzejmy. Miałem wyrzuty sumienia, że muszę okłamywać tą miłą kobietę, ale nic innego nie wchodziło w grę. Po zjedzeniu kolacji Minho zaprowadził mnie do swojego pokoju. Pomieszczenie które zajmował nie było za duże, ani za małe. W sam raz jak dla jednej osoby. Było tam wszystko co potrzebne między innymi: łóżko, biurko, szafa i półka na zeszyty książki i płyty. Skromnie, lecz bardzo przytulnie. Widać było, że Minho to miłośnik piłki nożnej. Całe ściany oklejone były plakatami reprezentacji różnych krajów. Zauważyłem około 4 piłki, ale myślę, że chłopak na pewno miał ich więcej. Na ścianie na przeciwko łóżka wisiał wielki telewizor. Wszystko idealnie do siebie pasowało.
- Siadaj, a ja zaraz wrócę. - Nagle usłyszałem głos przyjaciela. Usiadłem na łóżku i czekałem. Rozglądając się nadal zauważyłem nie za dużą fotografię na biurku pod książkami. Taemin? Po co Minho zdjęcie Tae? Do tego definitywnie widać było, że było robione z ukrycia. Ah... Czyżby oni do siebie coś mieli, ale żaden nie chce się przyznać? Na razie postanowiłem o to nie pytać. Usiadłem z powrotem na łóżku, a po chwili wrócił też Minho.
- Masz, to coś na uspokojenie. - Powiedział i wręczył mi tabletkę i szklankę wody mineralnej. Od razu zażyłem i po jakimś czasie poczułem się nieco spokojniejszy. Skorzystałem z łazienki i postanowiłem, że pójdę już spać i o niczym już dziś nie będę myślał. Minho nie pytał o nic, chociaż wiedziałem, że bardzo chce zadać mi mnóstwo pytań.
- Kładź się. - poklepał swoje łóżko.
- A ty? Gdzie będziesz spał? - Spytałem.
- Ja prześpię się na podłodze.
- Nie możesz spać na podłodze. Przecież nie zostaje tu tylko na dziś.
- Wiem, jutro coś wymyślimy. Nie martw się i idź spać. - Powiedział i położył się na legowisku obok łóżka. Również się położyłem. Było mi głupio, że zajmuję mu łóżko. Wtuliłem się w poduszkę i niemal natychmiast zasnąłem. Dziś miałem na szczęście spokojną noc, bo nie śnił mi się żaden sen, ale i tak nie spałem doskonale. Tyle przeżyć w tak krótkim czasie to zbyt wiele.
Rano zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy do mojego domu po parę moich rzeczy. Serce ze strachu podchodziło mi do gardła. Szybko się spakowałem i ruszyliśmy do szkoły. Natychmiast opowiedziałem swoją historię reszcie przyjaciół. Taemin ze strachu zrobił się blady, Jonghyun stał z otwartymi ustami i robił wielkie oczy, a Key odetchnął z ulgą i popatrzył z wdzięcznością w stronę Minho.
- O ja.... Ale dlaczego ten kolo cie ściga? On musi mieć coś wspólnego ze śmiercią twojego ojca. Może twoją mamę też dopadł i teraz zostałeś mu tylko ty...
- Jong zamkniesz się w końcu! - Skarcił go Key, posyłając mordercze spojrzenie.
- A jak inaczej to wytłumaczyć?
- Może idź na policję...- zaproponował Taemin, ale jak by to wyglądało....
- I co powiem? Panie władzo mam dziwne wizję, w których ukazuje mi się mój zmarły ojciec i jego zabójca... Wierzył byś w to?
- Ja tak!
- Jonghyun błagam cię... - Westchnąłem przeczesując ręką włosy. Czasem jego zachowanie mnie irytowało, ale jakoś specjalnie nie mogłem się o to gniewać. W końcu przerwa się skończyła i musieliśmy iść na lekcję. Muszę się jakoś podciągnąć w nauce bo nie chce nie zdać. Dziś znów dostałem złą ocenę bo całkiem zapomniałem o sprawdzianie. Nauczyciel prosił żeby przyszła moja matka, ale przecież nie powiem mu, że gdzieś zniknęła. W sumie to nie wiedziałem co miałem zrobić w tym momencie. Długo przecież nie da się tego ukrywać i w końcu prawda o tym, że nie mam pojęcia gdzie jest wyjdzie na jaw.
- Jakoś to będzie.. - pocieszał mnie Key, ale co mi po takim pocieszeniu jak wszystko zaczyna się komplikować.
- Musisz jak najszybciej odszukać swoją matkę i spróbować z nią pogadać.
- Gdyby to było takie łatwe... - westchnąłem. Kolejne problemy dopiero się szykowały. Podbiegł do mnie wściekły Heechul.
- Ty kłamco! - Złapał mnie za kołnierz. Jeszcze tego brakowało żeby on skapnął się, że wciskam mu kity. - I co teraz mi powiesz?!
- Mówiłem, że nie mogę wywołać wizji! - Odkrzyknąłem nie zważając na tłum.
- Może trochę ciszej... - szepnął Taemin.
- Słuchaj no proroku! - Zmroził mnie wzrokiem i wykrzywił usta co oznaczało, że jest wściekły i że jakiś kit nie wypalił. - Jeszcze raz wciśniesz mi jakiś kit to cała szkoła się dowie o tym jakim jesteś psycholem... - warknął i puścił mnie. Wskazał na mnie palcem i pogroził. - Więc radzę ci się postarać. Przyjdę jutro.... Czekaj na mnie...- Zacząłem poważnie się bać i wiedziałem, że nie ucieknę przed tym. On odszedł zupełnie opanowany. Ja bezradny upadłem na podłogę i podkuliłem nogi podpierając na nich głowę.
- Cholera..- jęknął Jong.
- Co teraz? - westchnął Tae.
- Nie możemy dopuścić, żeby on to rozpowiedział.... - zaczął Minho...
- Co masz na myśli? - Spytał Taemin podejrzliwie się na niego spoglądając. On widział w jego oczach, że coś tam knuje.
- Mam jeden pomysł, ale to bardzo ryzykowne....
- Minho przerażasz mnie... - Podniosłem głowę spoglądając na niego i nagle znów miałem wizję pokazującą o czym myśli chłopak. To co zobaczyłem trochę mnie przeraziło, ale po chwili zastanowienia i ja stwierdziłem, że to chyba jedyny sposób....
- Ja już wiem...
- Ale jak... co... miałeś wizje? - Dopytywał się Jonghyun. - Kiwnąłem tylko głową na znak, że ma rację. Minho miał szalony pomysł, ale za to mogło na dłuższą chwilę zatrzymać Heechula, a mianowicie zobaczyłem....
poniedziałek, 29 września 2014
Jedna ze stron życia 5
Sorki, że tak rzadko dodaję kolejne części, ale ta nauka.... Musicie zrozumieć :D
WPIS V
~ On żył, razem byliśmy akurat na spacerze. Mama zachowywała się jak kiedyś. Była miła i kochająca. Te czasy były dla mnie najszczęśliwszym okresem dzieciństwa. Oboje się kochali, byliśmy szczęśliwi, ale zaraz rodzinnej sielanki znikł i pojawiły się te czasy, gdy mama tak naglę się zmieniła. Piękny sen przeobraził się w najgorszy koszmar. Zawsze zadawałem sobie pytanie: " Dlaczego ona taka się stała?", lecz nie dostawałem na nie odpowiedzi. Chwilę które spędzałem z tatą na długich rozmowach... To on nauczył mnie jak być dobrym, nie takim jak mama. Zawszę powtarzał, że mama nas nie zrozumie, że zawsze już będziemy dla niej inni. Co miał na myśli mówiąc to?... Obraz zawszę się rozmazywał i ukazywał się ten dzień w którym mój ukochany tata umarł. Znów zobaczyłem postać w kapturze. Teraz mogłem za nim podążyć. Dziwny ktoś rozmawiał z kimś przez telefon. - Tak załatwione... Nikogo... do zobaczenia... - słyszałem tylko te słowa. Nagle obok mnie stanął ojciec i wskazał ręką na tą osobę. Nieznajomy już zdejmował kaptur, lecz nie mogłem dostrzec twarzy. Od razu się obudziłem... ~
Co to miało znaczyć? Zastanawiałem się. Pierwszy raz przyśniła mi się ta dalsza część snu. Czy to oznacza, że niedługo dowiem się kim jest ten dziwny "ktoś"? Kim była ta zakapturzona postać? Nie miałem pojęcia. Byłem przekonany w 99%, że mój ojciec został zamordowany i że to ten koleś jest za to odpowiedzialny. Nasuwało mi się jeszcze więcej pytań. Czemu to zrobił? Ktoś mu zlecił zabicie mojego taty? I najważniejsze pytanie. Czemu nie mogę wejść do gabinetu taty, wtedy gdy wchodzi tam ten okropny typ? Zupełnie nie wiedziałem co mam myśleć. Zadzwoniłem szybko po Minho, Taemina, Key i Jonghyuna. Wszyscy przybyli prawie w równym czasie. Musiałem się streszczać, gdyż moja matka mogła w każdej chwili tu przyjść. Opowiedziałem im więc ów dziwny sen. Jonghyun jak zwykle podniecony zaczął szukać jakiegoś sensownego wytłumaczenia i odpowiedzi na moje pytania. Taemin trochę się przestraszył przez co wtulił się delikatnie w ramię Minho.
- To twój ojciec pokazał ci zabójcę!
- Tak Jong, ale nadal nie wiem kim jest ta osoba.
- Hmm... Skoro nikogo nie było w domu, nawet twojego taty, to jak ta osoba, która weszła na chwilę do gabinetu twojego taty mogła go zabić skoro go nie było? - Zastanawiał się Jong.
- Właśnie to nie ma sensu... - Jęknął Key.
- Ależ ma sens... - Mruknął zamyślony jak zawsze Minho.
- Minho.. - Pisnął Tae. - Przerażająco brzmisz....
- Ma sens. To, ze nikogo nie było.... Żeby sprawdzić moje przypuszczenia musimy dostać się do gabinetu twojego taty Onew.
- To będziemy robić śledztwo? - Podjarał się Dino.
- Ale jak? Matka zabrał klucz.
- Dlaczego?- Spytał zawiedziony podjarany detektyw. ( chodzi o Jonghyuna XD)
- Nie wiem, może nie chce żebym o nim myślał.
- Albo coś ukrywa... - Stwierdził Minho. Dreszcz przeszył moje ciało.
- Moja matka? Nie gadaj głupot. Przecież kiedyś bardzo się kochali.
- No właśnie KIEDYŚ - Rzekł żabol drapiąc się po brodzie.
- W sumie Minho ma rację. Po co zamykałaby gabinet? Coś tam musi być. - Westchnął Jong.
- Więc musimy się tam jakoś dostać- Rzekł Key.
- Ale jak? - Spytał Taemin.
- To proste. - Odrzekłem. - Musimy znaleźć klucz.
- Zajmie to wieki. - Westchnął zrezygnowany Tae, nadal opierając się o ramię Minho.
- Może i trwać wieki, ja nie zrezygnuje, chce w końcu poznać to pieprzoną prawdę...- Złapałem się za głowę. Miałem na prawdę dość. Ta cała sytuacja zmuszała mnie do myślenia cały czas o tacie. Nie mogłem skupić się na niczym innym. Wspomnienia bolały i z każdym dniem robiło się to bardziej tajemnicze. Nie dość, że ten problem z rozwikłaniem zagadki mnie dręczył, to jeszcze w szkole Heechul i tych dwóch; Donghae i Eunhyuk. Moje życie nie należało do najłatwiejszych. Do tego wciągam w to swoich przyjaciół i matka znęca się nade mną. Jak tu nie mieć wszystkiego dość? Może powinienem uciec i tak to wszystko zostawić? Pomyślałem, a razem z tą myślą w mojej głowie ukazała się kolejna wizja.
" Stałem na cmentarzu... To była dość dziwna wizja, ale to była odpowiedź na moje pytanie. Byłem przykuty do nagrobka taty. Chyba nie chciał żebym tak to zostawił. Spojrzałem na zdjęcie, które wisiało na nagrobku. Wydawało mi się, że tata kiwał do mnie głową na znak, że się nie zgadza..."
A jednak nie mogłem uciec. Musiałem doprowadzić tę sprawę do końca. Ale jak? Co prawda Minho ma dobry pomysł ze znalezieniem klucza, ale gdzie zacząć?
Chłopaki poszli, a ja zostałem znów sam. Chyba przeszperałem cały dom. Zaglądałem dosłownie wszędzie, ale nic z tego, klucza jak nie było tak nie ma. Usiadłem na fotelu w salonie i po prostu zacząłem płakać. Nie miałem już na to wszystko siły. Kiedy mi to minie? A jak nigdy? Co wtedy?
- Ja mam do cholery dopiero 15 lat! Co ja wiedzieć mam o życiu!- Wydarłem się wypełniając pustkę w domu. Miałem nadzieje, że ojciec mnie teraz słyszy. - Czemu mi każesz szukać sprawcy! - Byłem wściekły. Siedziałem jeszcze z dobrą godzinę w salonie nad niczym nie myśląc, aż w końcu poczułem, że zrobiłem się głodny. Podszedłem do lodówki...
No ale cóż... Nic w niej nie było. Matka jadła na mieście, a mną wcale się nie przejmowała. do cholery! Jak ona może!
- Czemu tak naglę się zmieniała... - mruknąłem smutno pod nosem. Czy to może rzez tatę? Czy tego feralnego dnia, aż tak bardzo się pokłócili, że i mnie znienawidziła? Ale dlaczego ja? Nie wiem w czym jej zawiniłem, przecież byłem grzecznym dzieckiem. hmmm... to jednak na razie zostanie pod wielkim znakiem zapytania. Co teraz zrobić? Iść żebrać do sąsiadów o kawałek chleba? To żałosne, ale na prawdę nic innego mi nie pozostało. Pomyślałem jeszcze chwilę i w końcu zadzwoniłem do Key. Czemu do niego? Bo to on z naszej piątki był najbardziej opiekuńczy i wiem, że nie będzie się śmiał.
- Hallo? Key?
- O! Onew! Co jest? Znalazłeś już klucz?
- Nie o to chodzi...
- A o co w takim razie?
- Aż wstyd mi cię o to prosić... Mam problem.
- Skoro masz problem to dobrze trafiłeś, mów.
- Matka zaczęła mnie tak zaniedbywać, że nie wraca do domu, a ja nie mam co jeść. Jestem głodny.... Nie masz czegoś? Mogą być nawet resztki obiadu....
- Hmmm... Mieszkam w domu dziecka, ale coś skombinuje. Będę u ciebie za jakieś pół godziny. Wytrzymasz? - Spytał.
- Wytrzymam - Powiedziałem - Tylko nie mów nikomu, proszę.
- Jasne. Pogadamy jak przyjdę ok? Czekaj na mnie. Postaram się być jak najszybciej.
Odłożyłem słuchawkę i czekałem aż przyjaciel przyniesie mi coś do jedzenia. Matka na serio nie miała serca. Zanim Key do mnie dotarł postanowiłem, że muszę podjąć jakąś pracę, aby przeżyć bo inaczej umrę z głodu. Usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem je i zobaczyłem w progu swojego przyjaciela z koszykiem przysmaków.
- Key! Skąd ty to wszystko wziąłeś?! - Spytałem zaskoczony i odebrałem koszyk z jego rąk.
- Nie pytaj się, tylko wcinaj, a resztę zostaw sobie na później. - Powiedział uśmiechając się do mnie.
- Proszę powiedz. Mam dosyć tych tajemnic. - Poprosiłem zajadając się bułką i kawałkiem kurczaka.
- No dobra, zakosiłem to z kuchni, kucharkom.
- Ale przeze mnie teraz jakieś dziecko nie zje obiadu.
- Nie martw się stary. Zawsze zostaje i albo dają to bezdomnym, albo robią coś z tego na następny dzień. - Powiedział. Trochę się uspokoiłem.
- Mogę ci przynosić codziennie śniadanie do szkoły i coś na obiad.
- Dzięki Key! Jesteś niesamowity. - Uściskałem go mocno. W koszyku były kawałki kurczaka, bułki, trochę zupy w słoiku i owoce. Zjadłem trochę, a resztę schowałem do lodówki. Mama i tak nie wróci pewnie znów na noc, to tego nie zauważy. Key musiał już znikać więc zostałem ponownie sam. Robił się już wieczór, więc postanowiłem się wykąpać i trochę odpocząć. Oglądałem właśnie telewizję gdy nagle światło zgasło.
- No szlak by to.... - Mruknąłem pod nosem. Podskoczyłem przestraszony gdy nagle zobaczyłem jakiś cień za oknem. Schowałem się za kanapę i podczołgałem się do drzwi wejściowych, aby je zamknąć. Wszystkie okna były pozamykane, więc chyba nikt by nie wszedł. Zadzwoniłem do Minho. On potrafił opanować sytuację. Kazał mi się uspokoić i powiedział żebym się nie bał. Nasza rozmowę w połowie przerwała wizja.
" Zobaczyłem zakapturzoną postać, tą samą wychodzącą z gabinetu mojego ojca. "
Wytrzeszczyłem oczy.
- Minho... - Szepnąłem.
- Tak?
- To ten sam koleś, który wychodził z gabinetu... Miałem wizję...
- Onew.... Uciekaj... - Powiedział, a ja natychmiast posłuchałem go i zerwałem się z miejsca.....
WPIS V
~ On żył, razem byliśmy akurat na spacerze. Mama zachowywała się jak kiedyś. Była miła i kochająca. Te czasy były dla mnie najszczęśliwszym okresem dzieciństwa. Oboje się kochali, byliśmy szczęśliwi, ale zaraz rodzinnej sielanki znikł i pojawiły się te czasy, gdy mama tak naglę się zmieniła. Piękny sen przeobraził się w najgorszy koszmar. Zawsze zadawałem sobie pytanie: " Dlaczego ona taka się stała?", lecz nie dostawałem na nie odpowiedzi. Chwilę które spędzałem z tatą na długich rozmowach... To on nauczył mnie jak być dobrym, nie takim jak mama. Zawszę powtarzał, że mama nas nie zrozumie, że zawsze już będziemy dla niej inni. Co miał na myśli mówiąc to?... Obraz zawszę się rozmazywał i ukazywał się ten dzień w którym mój ukochany tata umarł. Znów zobaczyłem postać w kapturze. Teraz mogłem za nim podążyć. Dziwny ktoś rozmawiał z kimś przez telefon. - Tak załatwione... Nikogo... do zobaczenia... - słyszałem tylko te słowa. Nagle obok mnie stanął ojciec i wskazał ręką na tą osobę. Nieznajomy już zdejmował kaptur, lecz nie mogłem dostrzec twarzy. Od razu się obudziłem... ~
Co to miało znaczyć? Zastanawiałem się. Pierwszy raz przyśniła mi się ta dalsza część snu. Czy to oznacza, że niedługo dowiem się kim jest ten dziwny "ktoś"? Kim była ta zakapturzona postać? Nie miałem pojęcia. Byłem przekonany w 99%, że mój ojciec został zamordowany i że to ten koleś jest za to odpowiedzialny. Nasuwało mi się jeszcze więcej pytań. Czemu to zrobił? Ktoś mu zlecił zabicie mojego taty? I najważniejsze pytanie. Czemu nie mogę wejść do gabinetu taty, wtedy gdy wchodzi tam ten okropny typ? Zupełnie nie wiedziałem co mam myśleć. Zadzwoniłem szybko po Minho, Taemina, Key i Jonghyuna. Wszyscy przybyli prawie w równym czasie. Musiałem się streszczać, gdyż moja matka mogła w każdej chwili tu przyjść. Opowiedziałem im więc ów dziwny sen. Jonghyun jak zwykle podniecony zaczął szukać jakiegoś sensownego wytłumaczenia i odpowiedzi na moje pytania. Taemin trochę się przestraszył przez co wtulił się delikatnie w ramię Minho.
- To twój ojciec pokazał ci zabójcę!
- Tak Jong, ale nadal nie wiem kim jest ta osoba.
- Hmm... Skoro nikogo nie było w domu, nawet twojego taty, to jak ta osoba, która weszła na chwilę do gabinetu twojego taty mogła go zabić skoro go nie było? - Zastanawiał się Jong.
- Właśnie to nie ma sensu... - Jęknął Key.
- Ależ ma sens... - Mruknął zamyślony jak zawsze Minho.
- Minho.. - Pisnął Tae. - Przerażająco brzmisz....
- Ma sens. To, ze nikogo nie było.... Żeby sprawdzić moje przypuszczenia musimy dostać się do gabinetu twojego taty Onew.
- To będziemy robić śledztwo? - Podjarał się Dino.
- Ale jak? Matka zabrał klucz.
- Dlaczego?- Spytał zawiedziony podjarany detektyw. ( chodzi o Jonghyuna XD)
- Nie wiem, może nie chce żebym o nim myślał.
- Albo coś ukrywa... - Stwierdził Minho. Dreszcz przeszył moje ciało.
- Moja matka? Nie gadaj głupot. Przecież kiedyś bardzo się kochali.
- No właśnie KIEDYŚ - Rzekł żabol drapiąc się po brodzie.
- W sumie Minho ma rację. Po co zamykałaby gabinet? Coś tam musi być. - Westchnął Jong.
- Więc musimy się tam jakoś dostać- Rzekł Key.
- Ale jak? - Spytał Taemin.
- To proste. - Odrzekłem. - Musimy znaleźć klucz.
- Zajmie to wieki. - Westchnął zrezygnowany Tae, nadal opierając się o ramię Minho.
- Może i trwać wieki, ja nie zrezygnuje, chce w końcu poznać to pieprzoną prawdę...- Złapałem się za głowę. Miałem na prawdę dość. Ta cała sytuacja zmuszała mnie do myślenia cały czas o tacie. Nie mogłem skupić się na niczym innym. Wspomnienia bolały i z każdym dniem robiło się to bardziej tajemnicze. Nie dość, że ten problem z rozwikłaniem zagadki mnie dręczył, to jeszcze w szkole Heechul i tych dwóch; Donghae i Eunhyuk. Moje życie nie należało do najłatwiejszych. Do tego wciągam w to swoich przyjaciół i matka znęca się nade mną. Jak tu nie mieć wszystkiego dość? Może powinienem uciec i tak to wszystko zostawić? Pomyślałem, a razem z tą myślą w mojej głowie ukazała się kolejna wizja.
" Stałem na cmentarzu... To była dość dziwna wizja, ale to była odpowiedź na moje pytanie. Byłem przykuty do nagrobka taty. Chyba nie chciał żebym tak to zostawił. Spojrzałem na zdjęcie, które wisiało na nagrobku. Wydawało mi się, że tata kiwał do mnie głową na znak, że się nie zgadza..."
A jednak nie mogłem uciec. Musiałem doprowadzić tę sprawę do końca. Ale jak? Co prawda Minho ma dobry pomysł ze znalezieniem klucza, ale gdzie zacząć?
Chłopaki poszli, a ja zostałem znów sam. Chyba przeszperałem cały dom. Zaglądałem dosłownie wszędzie, ale nic z tego, klucza jak nie było tak nie ma. Usiadłem na fotelu w salonie i po prostu zacząłem płakać. Nie miałem już na to wszystko siły. Kiedy mi to minie? A jak nigdy? Co wtedy?
- Ja mam do cholery dopiero 15 lat! Co ja wiedzieć mam o życiu!- Wydarłem się wypełniając pustkę w domu. Miałem nadzieje, że ojciec mnie teraz słyszy. - Czemu mi każesz szukać sprawcy! - Byłem wściekły. Siedziałem jeszcze z dobrą godzinę w salonie nad niczym nie myśląc, aż w końcu poczułem, że zrobiłem się głodny. Podszedłem do lodówki...
No ale cóż... Nic w niej nie było. Matka jadła na mieście, a mną wcale się nie przejmowała. do cholery! Jak ona może!
- Czemu tak naglę się zmieniała... - mruknąłem smutno pod nosem. Czy to może rzez tatę? Czy tego feralnego dnia, aż tak bardzo się pokłócili, że i mnie znienawidziła? Ale dlaczego ja? Nie wiem w czym jej zawiniłem, przecież byłem grzecznym dzieckiem. hmmm... to jednak na razie zostanie pod wielkim znakiem zapytania. Co teraz zrobić? Iść żebrać do sąsiadów o kawałek chleba? To żałosne, ale na prawdę nic innego mi nie pozostało. Pomyślałem jeszcze chwilę i w końcu zadzwoniłem do Key. Czemu do niego? Bo to on z naszej piątki był najbardziej opiekuńczy i wiem, że nie będzie się śmiał.
- Hallo? Key?
- O! Onew! Co jest? Znalazłeś już klucz?
- Nie o to chodzi...
- A o co w takim razie?
- Aż wstyd mi cię o to prosić... Mam problem.
- Skoro masz problem to dobrze trafiłeś, mów.
- Matka zaczęła mnie tak zaniedbywać, że nie wraca do domu, a ja nie mam co jeść. Jestem głodny.... Nie masz czegoś? Mogą być nawet resztki obiadu....
- Hmmm... Mieszkam w domu dziecka, ale coś skombinuje. Będę u ciebie za jakieś pół godziny. Wytrzymasz? - Spytał.
- Wytrzymam - Powiedziałem - Tylko nie mów nikomu, proszę.
- Jasne. Pogadamy jak przyjdę ok? Czekaj na mnie. Postaram się być jak najszybciej.
Odłożyłem słuchawkę i czekałem aż przyjaciel przyniesie mi coś do jedzenia. Matka na serio nie miała serca. Zanim Key do mnie dotarł postanowiłem, że muszę podjąć jakąś pracę, aby przeżyć bo inaczej umrę z głodu. Usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem je i zobaczyłem w progu swojego przyjaciela z koszykiem przysmaków.
- Key! Skąd ty to wszystko wziąłeś?! - Spytałem zaskoczony i odebrałem koszyk z jego rąk.
- Nie pytaj się, tylko wcinaj, a resztę zostaw sobie na później. - Powiedział uśmiechając się do mnie.
- Proszę powiedz. Mam dosyć tych tajemnic. - Poprosiłem zajadając się bułką i kawałkiem kurczaka.
- No dobra, zakosiłem to z kuchni, kucharkom.
- Ale przeze mnie teraz jakieś dziecko nie zje obiadu.
- Nie martw się stary. Zawsze zostaje i albo dają to bezdomnym, albo robią coś z tego na następny dzień. - Powiedział. Trochę się uspokoiłem.
- Mogę ci przynosić codziennie śniadanie do szkoły i coś na obiad.
- Dzięki Key! Jesteś niesamowity. - Uściskałem go mocno. W koszyku były kawałki kurczaka, bułki, trochę zupy w słoiku i owoce. Zjadłem trochę, a resztę schowałem do lodówki. Mama i tak nie wróci pewnie znów na noc, to tego nie zauważy. Key musiał już znikać więc zostałem ponownie sam. Robił się już wieczór, więc postanowiłem się wykąpać i trochę odpocząć. Oglądałem właśnie telewizję gdy nagle światło zgasło.
- No szlak by to.... - Mruknąłem pod nosem. Podskoczyłem przestraszony gdy nagle zobaczyłem jakiś cień za oknem. Schowałem się za kanapę i podczołgałem się do drzwi wejściowych, aby je zamknąć. Wszystkie okna były pozamykane, więc chyba nikt by nie wszedł. Zadzwoniłem do Minho. On potrafił opanować sytuację. Kazał mi się uspokoić i powiedział żebym się nie bał. Nasza rozmowę w połowie przerwała wizja.
" Zobaczyłem zakapturzoną postać, tą samą wychodzącą z gabinetu mojego ojca. "
Wytrzeszczyłem oczy.
- Minho... - Szepnąłem.
- Tak?
- To ten sam koleś, który wychodził z gabinetu... Miałem wizję...
- Onew.... Uciekaj... - Powiedział, a ja natychmiast posłuchałem go i zerwałem się z miejsca.....
sobota, 30 sierpnia 2014
Jedna ze stron życia 4 cz2
Przepraszam, że jest na części, ale pół rozdziału mi się opublikowało, a potem kliknęłam i mi się wszystko usunęło muszę połowę pisać od nowa :C
WPIS IV cz II
... Heechul nachodził mnie coraz częściej. Od naszego spotkania na korytarzu minęło już ponad miesiąc czasu. Myślałem, że jak przekazuje mu fałszywe przepowiednie w które wierzył odczepi się ode mnie, ale on chciał więcej. Nie wiedziałem już co mam mu mówić. Jonghyun pomagał mi, wpadał na, na prawdę wspaniałe pomysły. W sumie nie wiedziałem, że chłopak będzie aż tak w to wierzył. A jak zorientuję się? Co wtedy? Powie całej szkole... Nie wiem co wtedy zrobię, a mamie raczej nie będę o tym wspominał i tak miała mnie w dupie.
Pewnego dnia postanowiłem przyjść wcześniej do domu. Mamy jeszcze nie było. Chciałem wejść do gabinetu taty, ale był zamknięty, co bardzo mnie zdziwiło. Mama go zamknęła? Ale po co? Przecież nie wiedziała, że chodzę na cmentarz. I tak nie zapytam się jej bo w końcu już nigdy do niego nie wejdę. Temat ojca był w domu tematem tabu- zakazanym. Szukałem oczywiście kluczyka, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć. No cóż, pewnie matka go zabrała ze sobą, albo porządnie schowała. Poszedłem do siebie na górę. Dzień zleciał mi szybciej niż myślałem. Wieczorem gdy kładłem się spać mamy jeszcze nie było. Wracała teraz bardzo późno, ciekawe co robiła do tej godziny....
Gdy usnąłem znów miałem dziwną wizję.
To była jedna z wielu sytuacji, w których Eunhyuk i Donghae próbowali się na mnie zemścić. Znów ujrzałem siebie mającego wizję. Wizja w wizji? Byłem przerażony. Próbowałem dogonić postać, ale ona tak jak poprzednimi razy znikała gdy tylko się zbliżyłem. Dziwny ktoś doprowadził mnie do knujących coś chłopaków, a zaraz potem ujrzałem siebie ostrzegającego swoich przyjaciół przed tym co planują Eunhyuk i Donghae. Przerażony się obudziłem. Kim była postać? Czy to ta sama tajemnicza postać, która weszła wtedy do naszego domu? Nie potrafiłem tego określić. To przez tego kogoś miałem te wizje? Nie rozumiałem. Ale czemu nie widziałem postaci w tych wizjach w szkole, czy gdziekolwiek? Tylko zawsze w nocy. Zaczęło mnie to zastanawiać. Nie zasnąłem już tej nocy. Głowę znów miałem pełną pytań. Z tego powodu byłem zmęczony i następnego dnia poszedłem do szkoły zupełnie zmarnowany. Dostałem zły stopień, a do tego uwagę za spanie na lekcji koreańskiego. No pięknie będę miał przesrane jak mama się o tym dowie. Postanowiłem na razie o tym nie myśleć i opowiedziałem wszystko chłopakom. Minho myślał jak zwykle szukając racjonalnego rozwiązania, ale tym razem mu się nie udało. Jong słuchał z uwagą, podekscytowany jak zwykle. Taemin nie wiedział o co w tym może chodzić... On bardzo nie chciał mi wierzyć. Twierdził, że mam może za bardzo rozbudowaną wyobraźnię. Nie dość, że miałem mętlik w głowie, to jeszcze Heechul się napatoczył. Sprzedałem mu kolejną bujdę. Postanowiłem jakoś go unikać, ale nie wiedziałem jak. Miałem już tego serdecznie dosyć. Chciałem stąd uciec i już nie wrócić, ale co ja mogłem zrobić? Nic, zupełnie nic. Po szkole poszedłem na cmentarz, żeby podzielić się zmartwieniami z ojcem. Przesiedziałem tam dobre trzy godziny. W końcu zaczęło strasznie wiać i padać, więc musiałem ewakuować się do domu. Pech chciał, ze mama już była w domu. Miałem nieźle przerąbane... Uziemiła mnie do końca następnego miesiąca, czyli będzie jakieś 40 dni... eh mój los bywał ciężki. Na szczęście musiałem chodzić do szkoły, a tam mogłem spotkać się z przyjaciółmi. (...)
- Musimy to jakoś rozwikłać...- Stwierdził w końcu Minho, gdy szliśmy ze szkoły.
- Niby jak głupa żabo... Wiemy tylko, że Onew ma wizje i czasem wizje w wizjach.... Nie wiemy skąd się biorą, tak na prawdę nie mamy punktu zaczepienia... - Jong był na prawdę tym rozczarowany. On tak bardzo chciał wiedzieć skąd mi się to bierze.
- Może przypomnij sobie od kiedy się to zaczęło? Może miałeś podobne "coś" gdy byłeś mały?- Key próbował, ale też nie miał racji. Te wizje nie były od zawsze.
- One pojawiły się... - Przerwałem na chwilę. - Po śmierci mojego ojca... - mruknąłem.
- A może to on daje ci takie znaki?
- Jonghyun przestań bo się boje!- Pisnął Taemin i odruchowo złapał dłoń Minho, co zauważyłem. Ku mojemu zdziwieniu jego przyjaciel też ją ścisnął i nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Czyżby on wiedział o uczuciach przyjaciela? A może on sam..... A z resztą teraz to mało ważne... Musiałem się skupić na tych skomplikowanych wizjach.
- Pomyśl Onew.... Nic nie czujesz? Nic przed tym jak się to zaczęło się nie wydarzyło? - Nalegał Jonghyun abym sobie coś przypomniał, ale ja miałem pustkę w głowię.
- Nie wiem, na prawdę. - Posmutniałem. - Dlaczego ja... - wymamrotałem pod nosem.
- Nie martw się - Przytulił mnie Key. On zawsze umiał pocieszyć mnie po tych przygnębiających sytuacjach. - Zobaczysz znajdziemy odpowiedź na te wszystkie pytania, tylko przypomnij sobie każdy szczegół i dziel się z nami wszystkimi informacjami, nawet tymi które uznasz za mało ważne. - Posłałem mu ciepły uśmiech. W końcu trzeba było się rozejść, więc powędrowałem do swojego domu. Byłem jak zwykle sam. Codziennie sprawdzałem czy gabinet taty jest otwarty, ale nic z tego. Próbowałem sobie przypomnieć jak to wszystko się zaczęło. Nic nie przychodziło mi do głowy. Postanowiłem więc, że na dziś koniec tego myślenia. Odrobiłem wszystkie zaległe prace domowe, ale w głowie i tak nasuwały mi się pytania... Skąd? Dlaczego? Po co? Czemu to ja musiałem tak się męczyć?... Czytając lekturę na łóżku już nie mogłem i zmęczony usnąłem. Nie spodziewałem się, że akurat teraz przyśni mi się coś co jest warte uwagi... Często miewałem taki sam sen myśląc, że jest spowodowany tym, że tęsknie... Nie miałem pojęcia jeszcze przez długi czas, że to bardzo istotna sprawa.... Mianowicie śnił mi się tata, a dokładnie....
WPIS IV cz II
... Heechul nachodził mnie coraz częściej. Od naszego spotkania na korytarzu minęło już ponad miesiąc czasu. Myślałem, że jak przekazuje mu fałszywe przepowiednie w które wierzył odczepi się ode mnie, ale on chciał więcej. Nie wiedziałem już co mam mu mówić. Jonghyun pomagał mi, wpadał na, na prawdę wspaniałe pomysły. W sumie nie wiedziałem, że chłopak będzie aż tak w to wierzył. A jak zorientuję się? Co wtedy? Powie całej szkole... Nie wiem co wtedy zrobię, a mamie raczej nie będę o tym wspominał i tak miała mnie w dupie.
Pewnego dnia postanowiłem przyjść wcześniej do domu. Mamy jeszcze nie było. Chciałem wejść do gabinetu taty, ale był zamknięty, co bardzo mnie zdziwiło. Mama go zamknęła? Ale po co? Przecież nie wiedziała, że chodzę na cmentarz. I tak nie zapytam się jej bo w końcu już nigdy do niego nie wejdę. Temat ojca był w domu tematem tabu- zakazanym. Szukałem oczywiście kluczyka, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć. No cóż, pewnie matka go zabrała ze sobą, albo porządnie schowała. Poszedłem do siebie na górę. Dzień zleciał mi szybciej niż myślałem. Wieczorem gdy kładłem się spać mamy jeszcze nie było. Wracała teraz bardzo późno, ciekawe co robiła do tej godziny....
Gdy usnąłem znów miałem dziwną wizję.
To była jedna z wielu sytuacji, w których Eunhyuk i Donghae próbowali się na mnie zemścić. Znów ujrzałem siebie mającego wizję. Wizja w wizji? Byłem przerażony. Próbowałem dogonić postać, ale ona tak jak poprzednimi razy znikała gdy tylko się zbliżyłem. Dziwny ktoś doprowadził mnie do knujących coś chłopaków, a zaraz potem ujrzałem siebie ostrzegającego swoich przyjaciół przed tym co planują Eunhyuk i Donghae. Przerażony się obudziłem. Kim była postać? Czy to ta sama tajemnicza postać, która weszła wtedy do naszego domu? Nie potrafiłem tego określić. To przez tego kogoś miałem te wizje? Nie rozumiałem. Ale czemu nie widziałem postaci w tych wizjach w szkole, czy gdziekolwiek? Tylko zawsze w nocy. Zaczęło mnie to zastanawiać. Nie zasnąłem już tej nocy. Głowę znów miałem pełną pytań. Z tego powodu byłem zmęczony i następnego dnia poszedłem do szkoły zupełnie zmarnowany. Dostałem zły stopień, a do tego uwagę za spanie na lekcji koreańskiego. No pięknie będę miał przesrane jak mama się o tym dowie. Postanowiłem na razie o tym nie myśleć i opowiedziałem wszystko chłopakom. Minho myślał jak zwykle szukając racjonalnego rozwiązania, ale tym razem mu się nie udało. Jong słuchał z uwagą, podekscytowany jak zwykle. Taemin nie wiedział o co w tym może chodzić... On bardzo nie chciał mi wierzyć. Twierdził, że mam może za bardzo rozbudowaną wyobraźnię. Nie dość, że miałem mętlik w głowie, to jeszcze Heechul się napatoczył. Sprzedałem mu kolejną bujdę. Postanowiłem jakoś go unikać, ale nie wiedziałem jak. Miałem już tego serdecznie dosyć. Chciałem stąd uciec i już nie wrócić, ale co ja mogłem zrobić? Nic, zupełnie nic. Po szkole poszedłem na cmentarz, żeby podzielić się zmartwieniami z ojcem. Przesiedziałem tam dobre trzy godziny. W końcu zaczęło strasznie wiać i padać, więc musiałem ewakuować się do domu. Pech chciał, ze mama już była w domu. Miałem nieźle przerąbane... Uziemiła mnie do końca następnego miesiąca, czyli będzie jakieś 40 dni... eh mój los bywał ciężki. Na szczęście musiałem chodzić do szkoły, a tam mogłem spotkać się z przyjaciółmi. (...)
- Musimy to jakoś rozwikłać...- Stwierdził w końcu Minho, gdy szliśmy ze szkoły.
- Niby jak głupa żabo... Wiemy tylko, że Onew ma wizje i czasem wizje w wizjach.... Nie wiemy skąd się biorą, tak na prawdę nie mamy punktu zaczepienia... - Jong był na prawdę tym rozczarowany. On tak bardzo chciał wiedzieć skąd mi się to bierze.
- Może przypomnij sobie od kiedy się to zaczęło? Może miałeś podobne "coś" gdy byłeś mały?- Key próbował, ale też nie miał racji. Te wizje nie były od zawsze.
- One pojawiły się... - Przerwałem na chwilę. - Po śmierci mojego ojca... - mruknąłem.
- A może to on daje ci takie znaki?
- Jonghyun przestań bo się boje!- Pisnął Taemin i odruchowo złapał dłoń Minho, co zauważyłem. Ku mojemu zdziwieniu jego przyjaciel też ją ścisnął i nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Czyżby on wiedział o uczuciach przyjaciela? A może on sam..... A z resztą teraz to mało ważne... Musiałem się skupić na tych skomplikowanych wizjach.
- Pomyśl Onew.... Nic nie czujesz? Nic przed tym jak się to zaczęło się nie wydarzyło? - Nalegał Jonghyun abym sobie coś przypomniał, ale ja miałem pustkę w głowię.
- Nie wiem, na prawdę. - Posmutniałem. - Dlaczego ja... - wymamrotałem pod nosem.
- Nie martw się - Przytulił mnie Key. On zawsze umiał pocieszyć mnie po tych przygnębiających sytuacjach. - Zobaczysz znajdziemy odpowiedź na te wszystkie pytania, tylko przypomnij sobie każdy szczegół i dziel się z nami wszystkimi informacjami, nawet tymi które uznasz za mało ważne. - Posłałem mu ciepły uśmiech. W końcu trzeba było się rozejść, więc powędrowałem do swojego domu. Byłem jak zwykle sam. Codziennie sprawdzałem czy gabinet taty jest otwarty, ale nic z tego. Próbowałem sobie przypomnieć jak to wszystko się zaczęło. Nic nie przychodziło mi do głowy. Postanowiłem więc, że na dziś koniec tego myślenia. Odrobiłem wszystkie zaległe prace domowe, ale w głowie i tak nasuwały mi się pytania... Skąd? Dlaczego? Po co? Czemu to ja musiałem tak się męczyć?... Czytając lekturę na łóżku już nie mogłem i zmęczony usnąłem. Nie spodziewałem się, że akurat teraz przyśni mi się coś co jest warte uwagi... Często miewałem taki sam sen myśląc, że jest spowodowany tym, że tęsknie... Nie miałem pojęcia jeszcze przez długi czas, że to bardzo istotna sprawa.... Mianowicie śnił mi się tata, a dokładnie....
Subskrybuj:
Posty (Atom)